Stan gospodarki USA rodzi w Europie spór o koniunkturę

Stanisław Albinowski
opublikowano: 02-03-2001, 00:00

Stan gospodarki USA rodzi w Europie spór o koniunkturę

Na okładce „Wirtschaftswoche” z 8 lutego widniało groźne pytanie: „Jak niebezpieczna jest amerykańska grypa?”. Odpowiedź, zajmującą pięć stron druku, można sprowadzić do kilku tez. Otóż nadzieja niemieckiego ministra finansów Hansa Eichela, iż gospodarka USA po dziewięciu latach wysokiego lotu „miękko wyląduje” — jest przejawem myślenia życzeniowego. W rzeczywistości bowiem w USA „nie można już wykluczyć recesji. Tym samym zawodzi nagle lokomotywa gospodarki światowej — z fatalnymi skutkami dla koniunktury europejskiej, zwłaszcza niemieckiej”.

Europejski cykl koniunkturalny jest opóźniony wobec amerykańskiego o 7-8 miesięcy. Kryzys w USA wzmocni euro wobec dolara, a mocna waluta w połączeniu z malejącym popytem eksportowym to hamulec wzrostu gospodarczego w Europie. Stąd postulaty obniżenia podstawowej stopy procentowej przez Europejski Bank Centralny (ECB) oraz — w Niemczech — szybszej niż planowano obniżki podatków. O sile presji może świadczyć fakt, że gdy tylko w styczniu Porsche sprzedał w USA 14 proc. mniej swych prestiżowych aut niż rok temu — szef firmy Wiedeking przestrzegał osobiście ministra finansów, iż „euro jest za silne”.

Po tej stronie Atlantyku przeważa jednak ufność — „politycznie zarządzona”. Tak złośliwie „Wirtschafts- woche” komentuje rządowe zapewnienia, że nie ma obaw o zainfekowanie się amerykańską grypą. Stany Zjednoczone odbierają przecież tylko około 9 proc. globalnego eksportu krajów UE, a dla Niemiec coraz ważniejsze są rynki zbytu Europy Środkowej i Wschodniej.

Drugi argument brzmi, że koniunktura europejska opiera się głównie na popycie wewnętrznym, wobec czego stagnacja amerykańska (poprzez zmniejszony import) nie może zagrozić Europie. To stwierdzenie szefa ECB, Wima Duisenberga, mija się jednak z faktami. Ponad 30-procentowy udział eksportu towarów i usług w PKB Unii Europejskiej jest trzykrotnie większy niż w USA i w Japonii. W dodatku prognoza Komisji Europejskiej na rok 2001 zakłada wzrost tego udziału do 34,5 proc., przy czym aż w pięciu krajach „piętnastki” udział ten ma przekroczyć 50 proc. PKB. Zależność koniunktury w UE od stanu gospodarki światowej niewątpliwie wzrasta.

A co do euro — Europejski Bank Centralny wzbrania się przed „pospieszną” obniżką stóp procentowych jakoby dlatego, że stopa inflacji 2,4 proc. jest wciąż jeszcze wyższa od założonego celu inflacyjnego (2 proc.). Można jednak sądzić, iż motyw rzeczywisty ma podłoże prestiżowe: umocnienie pozycji euro wobec dolara. Słabość argumentacji uspokajającej nie przesądza jednak o jej błędności. Jest bowiem możliwe, że Ameryce wcale nie grozi grypa. Ostatnie prognozy Komisji Europejskiej (wykres) zdają się świadczyć, że — na razie — to tylko katar.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Albinowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu