Amerykanie znacznie szybciej przyzwyczajają się do nowości technologicznych niż mieszkańcy Europy, nie wspominając o Polakach. Tamtejszy rynek dysponuje też większym kapitałem inwestycyjnym. Nie dziwi więc fakt, że coraz częściej krajowi przedsiębiorcy, zwłaszcza młodzi, dokładają wszelkich starań, by swoje rozwiązania zaprezentować za oceanem, a po teście na amerykańskim rynku wejść z nimi do Europy. Model wydaje się idealny, a jak wygląda praktyka? Przebić się w tłumie konkurencji wcale nie jest łatwo.

Nowy biznes za oceanem
Zaczynając od Stanów Zjednoczonych, swoją nową aplikację Booksy.net zdecydowali się rozwijać Konrad Howard i Stefan Batory, związany również z iTaxi, znanym w Polsce narzędziem do zamawiania taksówek przez smartfony.
Tym razem postawili na system rezerwacyjny, pozwalający na zamówienie online wizyty u fryzjera, kosmetyczki, cyrulika, trenera personalnego czy fizjoterapeuty. Aplikacja budowana we współpracy również z Agnieszką i Tomaszem Zembrzyckimi, którzy niegdyś rozwijali, sprzedany już wydawnictwu Edipresse serwis Wizaz.pl, ma z jednej strony zwiększyć efektywność pracy salonów, z drugiej ułatwić klientom rezerwację wizyty. W ramach Booksy można jej dokonać także poza godzinami pracy salonów.
Aplikacja może stać się również przydatnym dla przedsiębiorców narzędziem analitycznym — pokaże, którzy z klientów zrezygnowali w ostatnim czasie z usług czy w jakich godzinach do salonu przychodzi najmniej osób (Booksy umożliwia także różnicowanie cen, np. w zależności od pory wykonania usługi). Produkt od początku był budowany z myślą o rynkach międzynarodowych. Jego koncept powstawał zresztą w czasie, kiedy aplikacje na smartfony nie były jeszcze tak popularne w Polsce, a urządzeń używano głównie do celów komunikacyjnych, traktując je jedynie jako bardziej rozbudowany model telefonu komórkowego. Czyli zupełnie inaczej niż w Stanach Zjednoczonych.
Stefan Batory, prezes Booksy International, zaznacza, że rynek amerykański jest bardziej dojrzały. Twórcy Booksy zdecydowali się więc zacząć od anglojęzycznej wersji. Założyli, że jej wdrożenie na rynek USA będzie stanowić dla produktu „proof of concept”, czyli potwierdzenie słuszności biznesowych założeń.
Za oceanem uruchomili ją na początku 2014 r. (biznes zarządzany jest jednak z Warszawy). Po pozyskaniu dla niej grupy amerykańskich klientów zdecydowali się na kolejny krok. Aplikacja od końca września 2014 r. jest dostępna również w Polsce. Teraz firma próbuje wprowadzić ją do kolejnych krajów, m.in. do Szwecji i Finlandii. Dodatkowo przygotowywana jest hiszpańska wersja językowa, co otworzy kolejne możliwości wdrożenia, w Hiszpanii oraz w krajach Ameryki Środkowej i Południowej.
— Zaczęły się do nas zgłaszać również osoby z Wielkiej Brytanii i z Kanady, z pytaniem, kiedy Booksy będzie dostępne u nich. To pokazuje, że ludzie śledzą trendy i to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych. Jeśli coś się przyjmuje w USA, to dużo łatwiej wdraża się to w innych krajach. Zaczęliśmy od rynku amerykańskiego, żeby świat podbijać wizerunkowo trochę jak amerykańska, a nie polska firma. Marka Polski nie jest mocna, nie jesteśmy jeszcze kojarzeni z krajem innowacyjnym. Z naszej strony to jedynie kwestia podejścia biznesowego — mówi Stefan Batory.
W kolejce do anioła biznesu
Biznes w USA próbuje też rozkręcić polski start-up OORT, działający w sektorze „internetu rzeczy”. Firma opracowała uproszczony system zarządzania „inteligentnym domem”. Kontrolę nad elektrycznymi i elektronicznymi urządzeniami domowegoużytku zapewnia za pośrednictwem aplikacji na smartfona.
System wykorzystuje technologię Bluetooth, a w jego skład wchodzą lokalizator, pozwalający odnaleźć zagubione rzeczy, gniazdko elektryczne, umożliwiające zdalne włączanie i wyłączanie podłączonych do niego urządzeń, oraz energooszczędna żarówka, sterowana standardowym włącznikiem lub z poziomu smartfona, całość będzie spinać SmartHub, urządzenie integrujące system.
Zespół otrzymał niedawno dwie nagrody w Las Vegas: Envisioneering Innovation & Design Award podczas Consumer Electronics Show 2015 oraz został finalistą Bluetooth Breakthrough Award. Firma nastawia się jednak na działania B2B, chce współpracować z producentami urządzeń elektronicznych i do ich produktów „podpinać” własne rozwiązania. Spółka OORT, która posiada drugie biuro w San Mateo, niedaleko Doliny Krzemowej, cały czas rozmawia z potencjalnymi inwestorami.
— Firmom z branży nowych technologii łatwiej jest znaleźć klienta w Stanach Zjednoczonych niż w Polsce. Dlatego warto stąd wychodzić w świat. To dobra droga dla start-upów, bo funkcjonuje tu wiele programów akceleracyjnych, w których można znaleźć wsparcie przy rozwoju konceptu biznesowego. Trzeba jednak pamiętać, że rynek amerykański różni się od polskiego, nie tylko mentalnie. Warto więc znać tamtejsze prawo i uważać na wszelkie kwestie formalne. Jak na każdym obcym rynku, najłatwiej działa się we współpracy z lokalnym partnerem biznesowym — mówi Szymon Janiak, reprezentujący firmę OORT.
W startupowej społeczności
Wielu przedsiębiorcom trudność może sprawić spora odległość — polskie firmy próbujące sił w USA mają siedziby i centra R&D w Polsce. Na rynku amerykańskim panuje też duża konkurencja, nie tylko przy wprowadzaniu produktu na rynek, ale również pozyskiwaniu dobrych pracowników; zatrudnienie najlepszych wiąże się z dużymi kosztami.
Ale nie zniechęca to do dalszej pracy również przedstawicieli firmy Verteks, która pracuje nad rozwiązaniem dla chirurgów, umożliwiającym „podgląd” struktur anatomicznych operowanego pacjenta bez konieczności wykonywania dużych nacięć. Produkt wykorzystuje technologię obrazowania i modelowania w 3D oraz okulary do „rozszerzonej rzeczywistości”. Kris Siemionow, prezes Verteksu, zaznacza, że Stany Zjednoczone to jeden z największych rynków usług medycznych na świecie, zapewnia dostęp do konsultantów medycznych i finansowania. Zespołowi udało się dostać do inkubatora Matter, co otwiera drzwi do tamtejszej społeczności startupowej, co istotne, do inwestorów.
— Matter to społeczność łącząca inwestorów z wynalazcami i podmiotami wspierającymi na początkowym etapie rozwoju. Strona biznesowa jest reprezentowana przez prezesa firm biomedycznych lub medtech, notowanych na NASDAQ. W „pakiecie” otrzymamy też seminaria edukacyjne (ochronie własności intelektualnej, modelach biznesowych, formułach prezentacji biznesu przed inwestorami, networkingu, marketingu oraz dostępie do potencjalnych partnerów, inwestorów, mentorów — wylicza Kris Siemionow.