Straty na walutach? Szukamy winnych

pb.pl
opublikowano: 2008-11-28 11:05

Ropczyce, Erbud, PPWK, Police, Ciech, Pol-Mot Warfama… Kolejne spółki na liście ofiar nietrafionych inwestycji w opcje walutowe to już tylko kwestia czasu. Temat wywołał ożywioną dyskusję na naszym forum. Kto jest winien - banki czy spółki? Dołącz do dyskusji.

norma 

rozumiem, że w jednej spółce mogą siedzieć durnie ale teraz coraz bardziej wygląda to na celowe działania banku lub banków; trudno uwierzyć w to że same firmy zmówiły się żeby ponieść gigantyczne straty jeśli już fantazjowac to bardziej pradopodobne jest to że zachodnie banki ktorym grozi upadłosć ratują swoje istnienie kosztem innych; dla nich to walka o przezycie więc nie patrzą jakich środków użyć a za pośredników wybrali banki działajace w polsce ...wygląda to tragicznie

Mariusz

Nie rozumiem dlaczego wszyscy czepiają się banków. To nie piaskownica - to biznes. Problemy wielu firm z opcjami świadczą po prostu o skretynieniu ich zarządów. Jesli zarząd a w szczególności dyrektorzy finansowi nie rozumieją konstrukcji opcji - to bardzo z nimi źle... Ale jeszcze gorsze jest to, że podpisują wazne dokumenty, których nie rozumieją i nie rozważają tego - jaki wpływ na spółkę będzie miał różny rozwój sytuacji. Takich spółek należy się wystrzegać nawet gdyby nie miałe żadnych problemów z opcjami walutowymi. Taki toksyczny tok myślenia zarządów na pewno odcisnąl się na umowach z pracownikami, kontrahentami, dostawcami, klientami - te spółki sa po prostu całe chore, gdyż mają chore zarządy.

tomaszko 

niestety w Polsce młodzi dyrektorzy finansowi dokonują transakcji
"zabezpieczających" bardzo często w tzw. systemie podziemnym, czyli prezes nic nie wie, problem w tym, że prezes podpisując tzw. umowy ramowe, w których wskazuje osoby, które mogą potwierdzać zawarcie transakcji walutowych, zarówno spotowych jak i zabezpieczających, bierze na siebie pełną odpowiedzialność za scedowanie uprawnień na osoby jak się okazuje niegodne zaufania
niestety,
to że bank M wezwał do zapłaty i rozliczył od razu jest wynikiem tego, że limit transakcyjny w ramach którego dokonywano tych transakcji został przekroczony, a spółka po wezwaniu do jego uzupełnienia NIE PODJĘŁA ŻADNYCH DZIAŁAŃ (to identyczne jak wtedy gdy biuro maklerskie dzwoni do Was i prosi, by uzupełnić depozyt na rynku futures, jak się tego nie zrobi, biuro maklerskie ma prawo zamknąć pozycję!!!!, dla wszystkich jasne, więc skąd ten krzyk w przypadku korporacji)
innej możliwości po prostu nie ma
bo taki sposób załatwiania spraw jest standardem bankowości korporacyjnej w Polsce


Jabba - do Mariusz

Popieram w 100%. Reprezentant spółki podpisując umowę powinien wiedzieć co podpisuje i jaki wpływ będzie to miało na wyniki i przepływy finansowe spółki.
Nie bardzo rozumiem o czym zarząd rozmawia z Millenium i co tu wyjaśniać umowa jest umową.
Śledząc coraz to nowsze doniesienia na ten temat odnoszę wrażenie że te "kompetentne" osoby z kompetentne mają wynagrodzenia i premie. Osobiście nie jestem akcjonariuszem żadnej "pokrzywdzonych" spółek ale należałoby pociągnąć zarządy do odpowiedzialności za narażenie na straty akcjonariuszy - ale o tym na razie cicho.
Banki i ich reprezentanci oczywiście nie są bez winy. Być może (tak jak ktoś napisał wcześniej w komentarzach) sprzedają tylko dla premii, nie patrząc jak to może wpłynąć na finanse spółek - bo nie mają pojęcia o konstrukcji transakcji "zabezpieczających".


norma 

banki nie są instytucją charytatywną ale są tez instytucją zaufania publicznego ...kiedy latem ubiegłego roku w mediach trwała ofensywa zachecająca polaków do inwestycji nikt nie uprzedzał o ryzyku; calkiem przypadkowo tysiące polaków zakupiło akcje względnie jednostki na szczycie hossy dlaczego rozpoczęto taką nagonke może chodziło oto żeby znależć popyt na akcje które trzeba było już sprzedac od klientów private banking ...oczywiscie że tym ludziom nikt nie kazał kupować akcji ale co bardzo ważne to to ze obecny kryzys to przedewszystkim kryzys zaufania... polacy poczuli się oszukani właśnie przez banki teraz mówiąc trochę trywialnie banki załatwiły już osoby fizyczne to wzięły się za przedsiębiorstwa ... nikt firmom niczego nie kazał kupowac to racja ale banki poświęcając zaufanie dla zysku podcinają coraz bardziej gałąż na której siedzą ... w kogo uderzą teraz ...

EE 

Jedna uwaga do osób rzucających gromy na zarządy spółek. Po pierwsze zarząd spółki nie działa w oparciu o założenie, że kurs złotówki jest kształtowany poprzez prawdopodobnie przestępcze działania zachodnich banków ( patrz licytowanie się w negatywnych rekomendacjach i ocenach - ). Kto z was jeszcze aprę miesiecy temu przypuszczał, że EUR może kosztować i 4 złote? Po drugie bank przedstawiając ofertę ma obowiązek przedstawić ryzyko wiążące się z produktem a nie tylko jego plusy. Podejrzewam, że zabrakło rzetelnej informacji. Nie ma po trzecie. Fakt, dyrektorzy finansowi powinni być bardziej rozgarnięci, zawsze trzeba szukać haczyku w pozornie atrakcyjnej ofercie. Przyjęcie założenia , że ryzyko wystąpienia pewnych zdarzeń jest niewielkie jest po prostu niebezpieczne.


Piotr 

zupełnie nie zgadzam sie z opiniami ludzi którzy całą odpowiedzialność zrzucają na zarządy spółek, przypomnę iż kilka miesięcy twierdzenie iż euro będzie kosztować w 3,8-4 zł było raczej niedorzeczne wszyscy analitycy zgodni twierdzili iż kurs euro na koniec roku będzie w granicach 3 zł. Na własnej skórze przekonałem sie z jaki uporem bankierzy starali się namawiać klientów do opcji, ( nie wspominając nawet o innych rodzajach zabezpieczeń) Na ryku instrumentów pochodnych nie ciężko o pomyłkę.


Tomek 

Jezeli zarzad spolkie dzialajacej w sektorze zupelnie innym niz obrot intrumentami finasowymi zawiera transakcje zabezpieczajace na maklerskich instrumentach finansowych, to albo robi to jako zabezpieczenie ryzyka kursowego (arbitraz) albo zwyczajnie GRA na kontraktach, opcjach forwardach, FRA, swapach, czy co tam jeszcze wymyslono. Skolei jesli zabezpiecza kurs w obawie przed ryzykiem kursowym, to robi to w wymiarze odpowiadajacym przewidywanym wplywow z exportu - uproszczony przyklad: wyexportujemy towary za 10 mln zl zysku przy obecnm kursie euro/zloty? no to otwieramy krotka pozycje na kontrakty na 10 mln przy tym kursie: jesli kurs euro wzrosnie to zyskamy na exporcie a stracimy na kontraktach, jesli kurs spadnie to stracimy na exporcie ale zyskamy na kontraktach.
Kazda inna transakcja zawarta przez spolki nie zajmujace sie profesjonalnie inwestowaniem bedzie inwestycja/spekulacja jak kazda inna. A za nieudane inwestycje sie placi. Zadan manipulacja nie mialaby wplywu na wyniki spolek, jesli trzymalyby sie swego profilu dzialalnosci i nie wykraczaly poza transakcje arbitrazowe. Pretensje, ze ktos manipulowal kursem sa smieszne - rownie dobrze mozna twierdzic, ze wzrost
wartosci zlotowki do poziomu 2.2 za dolara byl manipulacja a teraz mamy urealninie wartosci. Zresza: jesli bank, ktory jest strona transakcji korzystnych dla siebie przy przy spadku kursu zlotego ma odpowiednia sile do zmiany tego kursu poprzez skup zlotowek, to gdzie tu lamanie prawa? Waluta taka jak polska mozna legalnie "manipulowac" jednym, dwoma zleceniami i do poki nie wejdziemy do strefy euro to bedzie to element szarej rzeczywistosci, chyba ze wrocimy do epoki reglamentacji kursu zlotego.

Franc 

a moim zdaniem prawda leży, jak zwykle, pośrodku.
Absolutnie nie usprawiedliwiam spółek - nie znaja się na inżynierii nie powinny wchodzić na pole minowe - to po pierwsze. Ale z drugiej strony czy bank jako instytucja zaufania publicznego, nie powinien grać fair play. Tu wyobraźmy sobie, że firma ma bankiera z którym współpracuję od lat i któremu daje zarabiać bo ten reprezentuje ją od strony finansowej. Nie zapominajcie, że core business tych spółek jest poza finansami. Bank ma im pomóc jak zabezpieczać ich podstawowy biznes, jak się chronić od zdarzeń które sa poza wpływem tych spółek. A tutaj pieprzona lichwa ustawiła się w roli krętacza i złodzieja.
ps
Osobiście tak poza protokołem nakopałbym do du... takiemu bankierowi

@Franc

 - co do banku jako instytucji zaufania publicznego, to faktycznie orzecznictwo SN i TK wielkrotnie tak okreslalo bank, chociaz z zadnego przepisu to explicite nie wynika.
Ale zawsze chodzilo o obrone interesow nie-profesjonalisty, konsument, klienta banku.
Transakcje zawierane przez bank ze spolka akcyjna i to jeszcze publiczna, to transakcje miedzy profesjonalistami. Pozatym to na pewno nie banki ktore zawieraly transakcje skupowaly zlotego, co najwyzej zachodnie instytucje kontrolujace te banki, czyli oslawiony "zachodni kapital", akcjonariusze tych bankow - a przymiot instytucji zaufania publicznego na pewno sie na nich nie rozciaga. Ryek kapitalowy opiera sie na spekulacji kursami i hedgingu - trzeba sie z tym liczyc zanim sie na niego wejdzie.


EE

O jakiej grze rynkowej mówisz Tomek? Jesli duży opiniotwórczy bank mający duży biznes w osłabieniu złotego wydaje opinię, że nasza waluta jest najsłabsza w regionie ( i to w okresie kiedy Węgry walczą o przeżycie ), że nasz kraj ma marne perspektywy, to o jakim rynku Ty mówisz? Ja mówię o nieuczciwym wpływaniu na rynek. A że, nasz rynek jest płytki niewiele trzeba aby taka "rekomendacja" zrobiła swoje.

:D 

A czy nie jest tak przypadkiem, że ci sami panowie dyrektorzy upijali się wódeczką z tymi samymi pajacami z banków twierdząc, że robią interes stulecia ? Gdyby w firmach zatrudniali praktyków rynkowych to banki nie miałyby pola do takiego manewrowania. A tak obecnie banki chcą chronić swój tyłek a firmy szukają wspomożenia. Ciekawe jakie sławne szkoły pokonczyli jedni i drudzy i jakimi dyplomami mogą się pochwalić ?

Michał 

Problem z transakcjami skarbowymi polega na tym, że banki wciskały zabezpieczenia na lewarze zdesperowanym eksporterom przedstawiając prognozy umocnienia się złotego (prognozy mam jeszcze w skrzynce mailowej :):) dowody zbrodni:):)) nie informując o ryzyku, a jak już informowali, to w umowie było to zapisane czcionką o rozmiarze "3". Limity na transakcje skarbowe rozdawano na zasadzie "chcesz Pan limit to masz". Wszystko było dobrze gdy złoty się umacniał, dodatnie wyceny, itp ... Osłabienie złotego, które nastąpiło tak szybko i tak gwałtownie spowodowało, że mało uważni gracze z dnia na dzień wtopili na zabezpieczeniach. Ale to nie było chyba jeszcze najgorsze, w uproszczeniu zakładam, że firmy zabezpieczały swój eksport (dane kontrakty) po kursie przyjętym do kalkulacji produkcji, zakładając, że w przypadku ujemnej wyceny transakcji (która oznaczałaby tylko utracone korzyści), transakcja rozliczałaby się stopniowo pod dany kontrakt, a nie jednorazowo (roll beck, stałe miesięczne przepływy, itp.) A tu nagle dzwonią z banku i mówią limit został przekroczony, uzupełniasz depozyt albo natychmiast rozliczamy transakcje (brylował w tym osławiony bank M. :). Sytuacja bez wyjścia. Kontrakt jeszcze nie został w całości rozliczony a ty musisz wpłacić kasę w celu uzupełnienia depozytu. Jak się kończyła taka rozmowa to widać po przykładzie ZM Ropczyce. W mojej firmie, na bieżąco śledziliśmy rynek, pozamykaliśmy wszystkie transakcje nawet ze sporym zyskiem. Co do spekulacji, Panowie i Panie wystarczy tylko zwykły forward przy niskim spocie z odpowiednią kwotą zabezpieczenia (bez lewara) + zmiana trendu połączona z dużą zmiennością na rynku by pozamiatać firmę :) Najczęściej wtedy dzwoni ktoś z banku i mówi ........ 7 days :):)