Szachowa rozgrywka o 520 mld zł

Mateusz Morawiecki utrzymał kontrolę nad PKO BP. Beata Szydło i Zbigniew Ziobro kontrolują imperium PZU-Pekao-Alior

Dynamika wydarzeń minionej środy na rynku bankowym przypomina scenariusz, którego nie powstydziłby się Alfred Hitchcock. Zaczęło się od niespodziewanej nominacji do zarządu PKO BP, a skończyło na kadrowym tsunami w Aliorze i Pekao. Gra toczyła się w trzech bankach dysponujących łącznie blisko 520 mld zł aktywów.

ZŁOTE DZIECKO PIS:
Wyświetl galerię [1/3]

ZŁOTE DZIECKO PIS:

Najmłodszy członek rządu PiS w 2007 r. pokonał długą drogę i sporo się nauczył. Przejęcie stanowiska prezesa Pekao to prawdziwy majstersztyk w wykonaniu Michała Krupińskiego. ARC

Równoległe wybory

Środa stała pod znakiem rad nadzorczych, przy czym tylko jedna, w PKO BP, planowana była od dawna. 14 czerwca nadzór spotkałsię, żeby wyznaczyć zarząd na kolejną kadencję, gdyż obecna upływa z końcem czerwca. W banku od kilku tygodni dało się wyczuć pewną nerwowość związaną z ostatecznym werdyktem rady, bo choć trudno o merytoryczne zarzuty do obecnego składu kierownictwa, to nominacje na takie stanowiska pozostają w sferze politycznych ustaleń.

Zbigniew Jagiełło zarządza bankiem od 2009 r., jest menedżerem o najdłuższym stażu spośród wszystkich spółek skarbu państwa, gruntownie przewietrzonych od czasu wyborów, czasem kilkakrotnie. Prezes PKO BO blisko współpracuje z Mateuszem Morawieckim, wicepremierem i ministrem rozwoju, który musi mieć swojego człowieka w największej w kraju instytucji finansowej o kluczowym znaczeniu dla jego planu zrównoważonego rozwoju. Dotychczas skutecznie udawało mu się bronić przyjaciela jeszcze z czasów Solidarności Walczącej. Niedługo przed radą nastroje w banku zaczęły się poprawiać, ponieważ coraz więcej było sygnałów, że zarząd może być pewien nominacji na kolejną kadencję. Bez niespodzianki się jednak nie obeszło. Jeszcze w trakcie trwania rady „Puls Biznesu” nieoficjalnie dowiedział się, że skład kierownictwa zostanie poszerzony o jedną osobę — Rafała Antczaka, niedoszłego szefa giełdy, wcześniej członka zarządu polskiego oddziału Deloitte. Kilka miesięcy temu zrezygnował z ubiegania się o prezesurę GPW, po tym jak KNF zwlekała z zatwierdzeniem jego kandydatury. W kwietniu niepowodzeniem zakończyła się też próba wprowadzenia Rafała Antczaka do zarządu PZU, po tym jak Mateusz Morawiecki stracił nadzór nad ubezpieczycielem na rzecz premier Szydło.

— Nominację do zarządu PKO BP można odczytać jako zadośćuczynienie za tamte niepowodzenia. Jest to też sygnał dla rynku, że wicepremier Morawiecki nie zapomina o swoich ludziach. Rafał Antczak broni się również merytorycznie, gdyż ze swoim doświadczeniem zawodowym i znajomością ekonomii wnosi dużą wartość dodaną do banku — mówi jeden z analityków.

Kilka miesięcy temu rada nadzorcza BZ WBK powołała w skład zarządu głównego ekonomistę Macieja Relugę.

Do dwóch razy sztuka

Informacje kadrowe z PKO BP to jednak nic wobec przetasowań personalnych w Pekao. Zanim na rynek trafiła informacja o nominacji Rafała Antczaka, giełda odebrała komunikat o zmianach kadrowych w drugim co do wielkości banku w kraju. W Pekao rada obradowała już drugi dzień, bo zebrała się we wtorek. Było to trzecie posiedzenie od powołania nowego nadzoru w czwartek 8 czerwca. Pierwsze spotkanie odbyło się już w dzień po wyborze przez NWZA i poświęcone było próbie odwołania Luigiego Lovaglio, prezesa Pekao. Dymisji szefa banku chciał PZU, który kontroluje 20 proc. akcji banku. Sprzeciwił się drugi państwowy akcjonariusz: Polski Fundusz Rozwoju, posiadacz 10-proc. pakietu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że poszło o niepisaną umowę między Luigim Lovaglio i konsorcjum PZU-PFR, które przejmując od Włochów kontrolę nad bankiem, miało zobowiązać się wobec szefa Pekao, że będzie pełnił funkcję prezesa do końca roku. Po zamknięciu transakcji w środę 7 czerwca okazało się, iż jeden z konsorcjantów twierdzi, że niepisana umowa była, a drugi jej nie pamięta.

Piątkowa rada rozeszła się do domów z niczym. W środę rano z banku zaczęły płynąć informacje, że tym razem będzie inaczej, choć wydawało się, że na dymisjach szefa ryzyka i dyrektora finansowego się skończy. Obydwa fotele obsadzali Włosi, reprezentujący Unicredit. Rzeczywiście: Diego Biondo i Stefano Santini zrezygnowali. Z zarządu został odwołany Luigi Lovaglio. Z naszych informacji wynika, że — podobnie jak w piątek — namawiano go, żeby dobrowolnie odszedł z banku i wskazał na swoje miejsce Michała Krupińskiego. Kategorycznie jednak odmówił złożenia dymisji. Na jego miejsce rada wprowadziła Michała Krupińskiego, do marca prezesa PZU, na razie jako sprawującego obowiązki szefa banku. Oficjalnie stery przejmie po uzyskaniu zgody KNF.

Piątka w Aliorze

Ledwie rynek ochłonął po tej informacji, kolejny bank wyemitował komunikat o zmianach kadrowych. Potwierdził on informacje opublikowane w środowym wydaniu "PB".

W zarządzie Aliora zasiądzie pięć osób zamiast siedmiu, nieliczni menedżerowie z poprzedniego rozdania znajdą się w nowym kierownictwie, a stanowisko prezesa obejmie Michał Chyczewski, do niedawna zatrudniony w EY Polska. Szefem zarządu został Michał Chyczewski (p.o. do czasu zgody KNF), dyrektorem finansowym Filip Gorczyca, wcześniej sprawujący taką funkcję w Medicoverze. To jedyne nominacje z rynku. Jedyną przedstawicielką poprzedniego zarządu jest Katarzyna Sułkowska, odpowiedzialna za ryzyko. Są też dwie nominacje z awansu wewnętrznego: Urszula Krzyżanowska-Piękoś, odpowiedzialna za sprzedaż i Celina Waleśkiewicz, specjalistka od bankowości elektronicznej oraz fuzji.

Zawieszenie broni

Z naszych informacji wynika, że Luigi Lovaglio straciłby stanowisko już we wtorek, jednak przedstawiciele PZU, którzy kontrolują radę nadzorczą banku, zaczekali z egzekucją wyroku do środy, by dać czas Michałowi Krupińskiemu na poukładanie zarządu Aliora. Udało się to zrobić w środę. Wygrana rozgrywka o fotel prezesa Pekao to zresztą prawdziwy majstersztyk w wykonaniu Michała Krupińskiego, który skoordynował rady dwóch banków, zapełnił wakat po Wojciechu Sobieraju w Aliorze, na co miał zaledwie dwa tygodnie, i powołał zarząd podporządkowany PZU. Jednocześnie rozgrywał trudną kartę o prezesurę Pekao.

Wydaje się, że równoległe wybory w trzech bankach nie były dziełem przypadku, a realizacją zaplanowanego scenariusza. PKO BP pozostaje w sferze wpływów wicepremiera Mateusza Morawieckiego, natomiast PZU, Pekao i Alior to z kolei domena premier Beaty Szydło i Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości. Przez ostatnie miesiące, począwszy od marca, kiedy z PZU został odwołany Michał Krupiński, uchodzący za stronnika ministra sprawiedliwości, obydwa obozy mocno się zwalczały. Spokojne głosowania w PKO BP i nominacja dla Rafała Antczaka, odwołanie Luigiego Lovaglio, tym razem bez specjalnych emocji, a także sprawna obsada zarządu Aliora mogą wskazywać, że obydwa środowiska podpisały zawieszenie broni. Pod kontrolą wicepremiera Morawieckiego jest PKO BP i BGK, dysponujące 350 mld zł aktywów plus wehikuł finansowy PFR. Premier Szydło i środowisko ministra Ziobry sprawują kuratelę nad 230 mld zł sumy bilansowej dwóch przyjętych właśnie banków oraz zasobami największego w regionie ubezpieczyciela, którego aktywa przekraczają 100 mld zł.

 

Człowiek instytucja: LUIGI LOVAGLIO, były prezes Pekao

Mówisz Pekao, myślisz Luigi Lovaglio. Człowiek instytucja w przypadku byłego prezesa jest określeniem całkowicie zasadnym. Niezwykle pracowity, drobiazgowy, o wielkiej wiedzy, kontrolował wszystkie sprawy w Pekao, od najdrobniejszych szczegółów po kwestie strategiczne. Zatwierdzał każdą pozycję w budżecie, decydował o każdym kredycie, jako szef komitetu kredytowego, podpisywał każdą umowę. Niezależny i samodzielny aż do swoistego autyzmu zawodowego. Nie spoufalał się z podwładnymi ani przełożonymi, nie szukał koneksji na rynku i w polityce, co być może okazało się błędem. Gdy Mediolan zdecydował o sprzedaży banku w Polsce, bez znajomości w centrali wylądował na bocznym torze bez wpływu na losy instytucji, w której spędził połowę zawodowego życia. Po przejęciu Pekao przez PZU-PFR został sam na placu boju. Luigi Lovaglio został wiceprezesem Pekao w 2003 r. Pierwszym wiceprezesem, to ważne, bo to on, a nie były premier Jan K. Bielecki, kierował bankiem, o czym najlepiej świadczyło uposażenie menedżerów. Luigi Lovaglio zarabiał więcej od szefa. Prezesem został w 2011 r. Długo czekał na zgodę nadzoru na objęcie stanowiska. Wystarczająco długo, żeby nauczyć się polskiego. Luigi Lovaglio lubił wyliczać inwestycje, które w Polsce powstały dzięki kredytom z Pekao: od stadionów na Euro’12, przez infrastrukturę samorządową po autostrady. Dbał jednak przede wszystkim o akcjonariuszy banku. W 2012 r. wszedł w ostry spór z resortem skarbu kierowanym wtedy przez Mikołaja Budzanowskiego w związku z restrukturyzacją grupy Polimex, którą Pekao kredytował, bo uznał, że więcej na tym straci niż zyska. Obecna władza pamięta mu zaangażowanie w fuzję Pekao-Bank BPH sprzed 11 lat, którą ówczesny rząd PiS częściowo zablokował. Luigi Lovaglio pracuje w grupie Unicredit od początku kariery zawodowej — 45 lat. W Polsce zbudował jeden z najbardziej efektywnych i najlepiej zarządzanych banków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Szachowa rozgrywka o 520 mld zł