Szybciej, wyżej, dalej... mniej

opublikowano: 16-08-2017, 22:00

Mistrzostwa świata w lekkoatletyce przynoszą coraz większe wpływy światowej federacji, ale sportowcy na tym nie korzystają

Osiem medali, w tym dwa złote, dwa srebrne i cztery brązowe. Z takim dorobkiem reprezentanci Polski zakończyli lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Londynie.

Anita Włodarczyk po raz pierwszy zdobyła złoty medal 
mistrzostw świata w rzucie młotem w 2009 r. w Berlinie, ustanawiając 
przy okazji rekord świata. W Londynie wygrała mistrzostwa po raz trzeci,
 ale zarobiła na tym mniej — wysokość nagród nie drgnęła, a tym razem 
nie było premii za rekord.
Zobacz więcej

STAŁA WYPŁATA:

Anita Włodarczyk po raz pierwszy zdobyła złoty medal mistrzostw świata w rzucie młotem w 2009 r. w Berlinie, ustanawiając przy okazji rekord świata. W Londynie wygrała mistrzostwa po raz trzeci, ale zarobiła na tym mniej — wysokość nagród nie drgnęła, a tym razem nie było premii za rekord. REUTERS/FABRIZIO BENSCH/FORUM

W klasyfikacji medalowej zajęliśmy ósme miejsce, a w punktowej czwarte, ustępując tylko reprezentantom USA, Kenii i Wielkiej Brytanii. Polscy lekkoatleci — nie tylko medaliści, ale także ci, którzy w swoich dyscyplinach zmieścili się w pierwszej ósemce — zapracowali na pieniądze od Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF).

Do biało-czerwonych trafi 338 tys. USD, czyli około 1,2 mln zł. Najwięcej, bo po 60 tys. USD (220 tys. zł), przypadło Anicie Włodarczyk i Pawłowi Fajdkowi, złotym medalistom w rzucie młotem.

Do szczodrości IAAF, która na początku miesiąca podpisała nową umowę telewizyjną z Europejską Unią Nadawców i amerykańskim ESPN, można mieć jednak zastrzeżenia.

Pierwsze lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbyły się w 1983 r. w Helsinkach. Zawodnicy walczyli w nich o sławę i medale, bo IAAF nie wypłacała żadnych nagród pieniężnych. W 1993 r. złoci medaliści po raz pierwszy otrzymali nagrodę dodatkową — luksusowy samochód. Kluczyki wręczano także podczas mistrzostw w 1995 r. Okazało się to jednak kłopotliwym dla sportowców dowodem uznania — koszty transportu, cła i inne podatki w niektórych przypadkach przerastały wartość nagrody.

Pod presją lekkoatletów w 1997 r., podczas mistrzostw w Atenach, po raz pierwszy wypłacono nagrody pieniężne. Złoci medaliści otrzymali wtedy 40 tys. USD, srebrni — 20 tys. USD, a brązowi — 10 tys. USD. Nagrody w tej samej wysokości wypłacano także przy okazji mistrzostw w Sewilli w 1999 r.

Dwa lata później, w Edmonton, pula została znacznie powiększona. Zwycięzcy — wśród nich m.in. Robert Korzeniowski i Szymon Ziółkowski — dostali wtedy po 60 tys. USD, za drugie miejsce wypłacano o połowę mniej, a za trzecie — 20 tys. USD.

Nagrody pieniężne otrzymali też zawodnicy i zawodniczki, którzy nie zmieścili się na podium, ale zakończyli rywalizację w pierwszej ósemce. Od tego czasu — czyli od szesnastu lat — wysokość nagród pieniężnych, wypłacanych przez IAAF, ani drgnęła.

Podczas kolejnych mistrzostw w Paryżu, Helsinkach, Osace, Berlinie, Daegu, Pekinie i wreszcie ostatnio w Londynie pieniądze dla zawodników były takie same, co w praktyce oznacza, że znacznie się skurczyły.

Biorąc pod uwagę inflację, nagrody pieniężne z Londynu są realnie warte o ponad jedną czwartą mniej niż te z Edmonton. Stawki są wyższe niż w halowych mistrzostwach świata — tam zwycięzca dostaje 40 tys. USD, srebrny medalista 20 tys. USD, a brązowy — 10 tys. USD.

Dodatkowo sportowcy mogą zainkasować 100 tys. USD, jeśli podczas zawodów pobiją rekord świata. W Londynie udało się to tylko Portugalce Inźs Henriques, która pobiła o ponad dwie minuty własny rekord w chodzie na 50 km. W tym roku po raz pierwszy w historii kobiety rywalizowały na tym dystansie.

Najlepsi lekkoatleci, choć nie ze wszystkich dyscyplin, na większe pieniądze od IAAF mogą liczyć w ramach Diamentowej Ligi, czyli corocznego cyklu zawodów organizowanych przez światową federację. Tu zwycięzcy mogą zainkasować nawet 110 tys. USD w ciągu roku, o ile wygrają we wszystkich kwalifikacyjnych mityngach (jest ich maksymalnie sześć) i kończącym cykl finale.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Szybciej, wyżej, dalej... mniej