Czytasz dzięki

Szybciej wyżej mocniej

opublikowano: 24-10-2019, 22:00

Igrzyska olimpijskie to współzawodnictwo między sportowcami w zawodach indywidualnych i drużynowych, a nie między krajami. Gromadzą one sportowców wybranych na tę okoliczność przez swoje narodowe komitety olimpijskie.

Zarówno tytuł, jak też lid to dosłowne cytaty z Karty Olimpijskiej, czyli obszernej konstytucji światowego ruchu olimpijskiego. Przytoczone w tytule jego motto zostało w 1913 r. sformułowane po łacinie — CITIUS, ALTIUS, FORTIUS. W lidzie zaś zwracam uwagę na równie idealistyczną, co naiwną zasadę „nie między krajami” — realia nowożytnych igrzysk wręcz zaprzeczają jej istnieniu.

Zamiast na igrzyska — na bolszewicki front

Ostatnie słowa lidu przekierowują nas do Polskiego sk Komitetu Olimpijskiego (PKOl), któremu poświęcony został niniejszy odcinek cyklu „Było, nie minęło”. Bardzo ważne zastrzeżenie — poświęcony instytucji, nie zaś historii startów Polaków na igrzyskach, chociaż ten wątek także się przewija. PKOl właśnie obchodził 100-lecie, powstał 12 października 1919 r. Tablica na Hotelu Francuskim w Krakowie oznajmia, że zebrani w nim działacze sportowi i przedstawiciele władz państwowych zawiązali komitet, „wprowadzając sport niepodległej Polski do światowej rodziny olimpijskiej”. Powstał pod nazwą roboczą, definiującą jego cel — Komitet Udziału Polski w Igrzyskach Olimpijskich, szybko zmienioną na Polski Komitet Igrzysk Olimpijskich. Obecna, bardziej uniwersalna, przyjęta została w 1925 r. po fuzji ze Związkiem Polskich Związków Sportowych. Pierwszym prezesem komitetu był w latach 1919-21 książę Stefan Lubomirski, który w 1921 r. został także pierwszym z Polski członkiem działającego od 1894 r. Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl).

W bieżącym roku 100. urodziny obchodzi wiele instytucji i organizacji, które powstawały w pierwszych miesiącach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Jubileusz PKOl wpisuje się zatem w ten cykl, ale trzeba podkreślić, że jego korzenie są starsze od II Rzeczypospolitej. Już na początku XX w. polskie organizacje sportowe z zaborów starały się samodzielnie przebijać na forum międzynarodowym. Austriacki cesarz Franciszek Józef I zgodził się w 1908 r. na start Czechów i Węgrów w Igrzyskach IV Olimpiady w Londynie pod sztandarami narodowymi, zatem przed kolejnymi w 1912 r. w Sztokholmie polscy działacze z zaborów austriackiego i rosyjskiego wystąpili do MKOl o analogiczną zgodę. Niestety, car Mikołaj II ją zablokował, dlatego Polacy mogli wystartować jedynie w reprezentacjach zaborców. Najbliżej medalu — dla siebie oraz Rosji — był jeździec Karol Rómmel. Kolejną szansę dawały Igrzyska VI Olimpiady w 1916 r. w Berlinie, ale po wybuchu pierwszej wojny światowej zostały oczywiście odwołane.

Dlatego tak ogromne znaczenie dla młodego państwa polskiego miał udział w Igrzyskach VII Olimpiady w Antwerpii w sierpniu 1920 r. Komitet prowadził intensywne przygotowania, ale ze względu na ofensywę bolszewicką musiał 12 lipca podjąć dramatyczną decyzję o wycofaniu ekipy. Jubileuszowe wydawnictwo upamiętniające 50-lecie PKOl w 1969 r., gdy Polska Rzeczpospolita Ludowa hucznie obchodziła swoje 25-lecie, tak przedstawiło przyczyny: „Decyzja rządu i naczelnika państwa, Józefa Piłsudskiego, wtrąciła nasz naród w wojnę interwencyjną przeciwko Republice Radzieckiej. Nasza młodzież poszła na front”. To drugie zdanie jest całkowicie zgodne z prawdą, natomiast pierwsze jakby się… zdezaktualizowało — zbliżającą się 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej widzimy w innym świetle. W każdym razie na igrzyskach w Antwerpii jedynym polskim akcentem była biało-czerwona flaga w defiladzie otwarcia.

Sportowcy i artyści

Pełnoprawnym członkiem światowej rodziny olimpijskiej polski sport stał się dopiero w 1924 r. Ale wcale nie w lecie w Paryżu, lecz już w styczniu/lutym w Chamonix, gdzie zorganizowano na próbę zawody, uznane później oficjalnie przez MKOl za I Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Garstka entuzjastów narciarstwa i łyżwiarstwa zajmowała dalekie miejsca, ale to była rzeczywista premiera. Letni start na Igrzyskach VIII Olimpiady w Paryżu przyniósł zaś to, co najważniejsze — medale, tak bardzo upragnione nie tylko przez sportowców, lecz przez całe narody oraz politycznych władców. Nasz historyczny pierwszy okazał się srebrny — czwórka kolarska w torowym wyścigu na 4 km pokonała w półfinale faworyzowanych Francuzów, w walce o złoto nie dając już rady Włochom. Na kruszec najcenniejszy poczekaliśmy cztery lata do Igrzysk IX Olimpiady w Amsterdamie, gdzie najdalej rzuciła dyskiem Halina Konopacka. Weszła do elity olimpijczyków, którzy wspięli się na absolutny szczyt

— złoty medal połączyli z ustanowieniem rekordu świata. A potem już poszło — PKOl w sumie wysłał do 2018 r. na letnie i zimowe igrzyska 3000 sportowców, którzy zdobyli 305 medali — w tym 74 złote, 91 srebrnych i 140 brązowych. Statystycznie wychodzi zatem, że co dziesiąty polski olimpijczyk wraca z wymarzonym krążkiem. Do tego trzeba jeszcze doliczyć około 100 twórców zgłoszonych przez PKOl do organizowanych do 1948 r. olimpijskich konkursów sztuki. Przyznawane w nich medale traktowane były równorzędnie ze sportowymi. Polska zdobyła w sumie osiem — w tym trzy złote, dwa srebrne i trzy brązowe. Pierwsze złoto otrzymał w dziedzinie literatury w 1928 r. w Amsterdamie — niedługo po Halinie Konopackiej — Kazimierz Wierzyński za tomik „Laur Olimpijski”. Po wojnie MKOl zlikwidował te konkursy ze względu na krytykę ze strony światowych organizacji muzycznych, plastycznych etc.

Przy okazji olimpijskiej inicjatywy wygaszonej wypada wspomnieć o roznieconej — igrzyskach paraolimpijskich dla zawodników z niepełnosprawnościami. Zrodziły się skromnie w 1948 r. jako sportowe spotkanie brytyjskich weteranów drugiej wojny światowej. Po utworzeniu w 1989 r. Międzynarodowego Komitetu Paraolimpijskiego stały się potęgą — obecnie igrzyska niepełnosprawnych organizowane są na obiektach zwyczajnych igrzysk letnich i zimowych wkrótce po ich zakończeniu. Polski Komitet Paraolimpijski powstał w 1998 r., zatem wobec wiekowego PKOl to 21-letni młodziak, ale oba komitety współpracują, przede wszystkim logistycznie.

Komitet z definicji niezależny

Karta Olimpijska bardzo umocowuje narodowe komitety olimpijskie. MKOl rygorystycznie przestrzega swoich zasad i jeśli gdzieś stwierdzi ich złamanie, to sportowcom z danego kraju grozi okresowe wykluczenie z igrzysk — do czego ze względów wizerunkowych nie dopuści żadna władza, czy to demokracja czy satrapia. Komitety mają np. wyłączne prawo do wysyłania reprezentacji na igrzyska, desygnowania miasta z ich kraju ubiegającego się o organizację etc. Ważne są takie zapisy: „Aby wypełnić swoją misję, narodowe komitety olimpijskie mogą współpracować z organami rządowymi i będą dążyć do stworzenia harmonijnych relacji z nimi. (…)

Muszą chronić swoją niezależność i opierać się wszelkiego rodzaju naciskom, w tym między innymi natury politycznej, prawnej, religijnej lub ekonomicznej”. Z tego wynika, że znaczenie strategiczne ma personalna obsada komitetu. Przemiany usytuowania PKOl w zmieniających się przez 100 lat ustrojach Polski to materiał na rozprawę doktorską. Pierwsze lata, do startu w 1924 r. w Chamonix i Paryżu, można uznać za okres działalności spontanicznej. Zjednoczeniowe utworzenie w 1925 r. silnego PKOl poprzedziło zamach majowy z 1926 r. i rządy tzw. sanacji, które odbiły się także na sporcie. W 1928 r. przy Ministerstwie Spraw Wojskowych utworzony został Państwowy Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, który dysponował budżetowymi pieniędzmi na kulturę fizyczną. Naturalnym następstwem było wejście oficerów do władz PKOl, dzięki czemu komitet był w stanie przygotowywać chociaż skromne ekipy na igrzyska. Preferowane były dyscypliny najbardziej przydatne dla obronności — lekkoatletyka, jeździectwo, strzelectwo, szermierka i narciarstwo.

Mimo wsparcia budżetowego przedwojennemu PKOl stale brakowało pieniędzy. Ekstremalnym problemem stało się w 1932 r. wysłanie z biednego kraju dwukrotnie reprezentacji do USA, jako że igrzyska zimowe odbywały się w Lake Placid, zaś letnie w Los Angeles. Panował wielki kryzys i PKOl czuł groźbę występu co najwyżej symbolicznego. Honor kraju przodków uratowała amerykańska Polonia, dzięki której wystartowała 16-osobowa olimpijska reprezentacja zimowa i 20-osobowa letnia. Dzięki polonijnej ofiarności np. Janusz Kusociński, amator biegania z robotniczego warszawskiego klubu Sarmata, dotarł na Igrzyska X Olimpiady do dalekiej Kalifornii i osiągnął tam legendarny triumf na 10 km. W 1936 r. obie olimpijskie zbiórki organizowały bliskie nam geograficznie Niemcy — zimową w Garmisch-Partenkirchen, zaś letnią w Berlinie. Tym razem problemem PKOl nie była podróż, lecz cały kontekst polityczny. Adolf Hitler zrobił wszystko, by podczas igrzysk sprzedać światu wizerunek III Rzeszy jako kraju przyjaznego i otwartego, wszak wtedy nikt nie wiedział, co stanie się w następnych latach. Zdarzały się jednak różne incydenty, zaś największe oburzenie w Polsce wywołała próba — na szczęście nieudana — zabrania naszym wojskowym jeźdźcom srebrnego medalu we wszechstronnym konkursie konia wierzchowego na rzecz faszystowskich Włoch. Kolejne igrzyska w 1940 r. miały się odbyć w Japonii — zimowe w Sapporo (które zrezygnowało, zatem MKOl awaryjnie przeniósł je do… Garmisch-Partenkirchen), zaś letnie w Tokio (także zrezygnowało, igrzyska przejęły Helsinki). Ich pierwotni gospodarze, wraz z tymi z 1936 r., stali się jednak wojennymi agresorami.

Haniebny bojkot Los Angeles

Po tragicznej wojnie polski sport odradzał się bardzo powoli. Reaktywowany PKOl wysłał w 1948 r. bardzo skromne reprezentacje, na miarę pierwszych z 1924 r. — najpierw na igrzyska zimowe do szwajcarskiego Sankt Moritz, a potem w lecie do Londynu. Notabene wtedy jedyny raz ekipa zimowa okazała się… liczniejsza od letniej (uwzględniając tylko sportowców) w stosunku 31:24. Powód był prozaiczny — udział 17-osobowej drużyny w hokeju na lodzie, tymczasem w lecie żadna gra zespołowa nie była reprezentowana.

W PRL sport uzyskał względnie dobre warunki rozwoju. Ten masowy zorganizowano zgodnie z radzieckim modelem spartakiadowym. Powstał centralny urząd o zmieniających się nazwach i kompetencjach, najdłużej trwała taka: Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki. Ze względu na przepisy MKOl instytucjonalna pozycja PKOl nawet w najgorszym okresie stalinowskim była niepodważalna. Dlatego towarzysze z PZPR poszli za przykładem sanacji, przejmując struktury sportowe personalnie. Funkcje w PKOl i związkach bardzo chętnie obejmowali nie tylko np. generałowie i oficerowie Ludowego Wojska Polskiego, lecz także Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Notabene w realiach PRL okazywało się to użyteczne, bo gdy jakiś związek sportowy miał „swojego” pułkownika, to np. paszport dla zawodnika czy działacza w awaryjnej sytuacji załatwiany był „na wczoraj”.

Bezpośrednio po reaktywowaniu PKOl jego prezesem był Alfred Loth, przedwojenny autentyczny działacz sportowy i olimpijski. Towarzysze dopuścili jednak taką anomalię na krótko, od 1952 r. do upadku PRL standardem stała się unia personalna, czyli automatyczne obejmowanie steru PKOl przez aktualnego szefa urzędu zajmującego się sportem. Stażowym rekordzistą okazał się Włodzimierz Reczek w latach 1952-73, ostatnim zaś prezesem z takiego klucza — Aleksander Kwaśniewski w okresie 1988-91, czyli przed prezydenturą RP.

Najbardziej wstydliwym, uznawanym do dzisiaj przez sportowców za haniebny, epizodem w całym 100-leciu PKOl był bojkot Igrzysk XXIII Olimpiady w 1984 r. w Los Angeles. Towarzysz Wojciech Jaruzelski służalczo podporządkował się decyzji towarzysza Konstantina Czernienki z Kremla o zrewanżowaniu się imperialistom amerykańskim za bojkot Moskwy w 1980. Aparatczyk Marian Renke, wtedy szef sportu PRL i oczywiście PKOl, przeforsował odpowiednią uchwałę. Podano, że zarząd komitetu opowiedział się jednogłośnie, nie było ni słowa o sprzeciwie np. wchodzących w jego skład mistrzów olimpijskich Ireny Szewińskiej i Janusza Pyciaka-Peciaka. Notabene oni sami upowszechnili informacje o własnym chwalebnym oporze dopiero po 1989 r. Specyficzny charakter ma instytucja Polaka wchodzącego w skład MKOl. Światowa ekstraklasa celebrytów od jej utworzenia w 1894 r. rządzi się własnymi, bardzo uznaniowymi prawami. Absolutnie nie istnieje kategoria miejsca przyznanego Polsce, chociaż MKOl zawsze pilnował, aby przynajmniej jeden nasz rodak w jego składzie zasiadał. Kuriozalne, ale i praktyczne stało się awansowanie przez MKOl w 1960 r. na członka wspomnianego już towarzysza Włodzimierza Reczka, prezesa PKOl.

Piastował światową funkcję aż do śmierci w 1997 r., czyli nie tylko po sczyszczeniu go w PRL ze stanowisk na początku epoki Edwarda Gierka i przez cały okres Wojciecha Jaruzelskiego, lecz jeszcze przez pierwsze lata III RP. Potem MKOl włączył do swojego składu w 1998 r. Irenę Szewińską, która dzielnie wypełniała obowiązki do śmierci w 2018 r. Najprzyjemniejsze było wręczanie medali na igrzyskach — zawsze starała się Polakom — co mogą czynić tylko członkowie MKOl. Obecnie nie mamy żadnego reprezentanta i nie widać też konkretnego kandydata (powinien nim być raczej były olimpijczyk), zatem podczas przyszłorocznych Igrzysk XXXII Olimpiady w Tokio nasi mistrzowie otrzymają medale z obcych rąk. W III RP, konkretnie od 1991 r., PKOl definitywnie odpępowił się od aktualnej władzy państwowej, czyli wrócił do korzeni z 1919 r. i ducha Karty Olimpijskiej. Po latach gnieżdżenia się w wynajmowanej willi niedaleko gmachu Sejmu w 2004 r. — czyli roku akcesji Polski do Unii Europejskiej — wreszcie wprowadził się do imponującego Centrum Olimpijskiego, malowniczo położonego poza centrum Warszawy nad Wisłą. Inicjatorem i protektorem tej kosztownej inwestycji był Aleksander Kwaśniewski, zdążył obiekt otworzyć jako prezydent RP. Zupełnie innego typu głośnym wydarzeniem z najnowszej historii PKOl była w 2010 r. śmierć prezesa Piotra Nurowskiego w katastrofie smoleńskiej. Leciał oddać w Katyniu hołd polskim olimpijczykom, którzy również znajdowali się wśród ofiar stalinowskich zbrodni.

Nasi olimpijczycy latają po medale na wszystkie kontynenty, zatem nic dziwnego, że od zmiany ustroju kiełkują pomysły zorganizowania jakichś igrzysk u nas. Ćwierć wieku temu roztaczane były miraże nadwiślańskiej olimpiady letniej w Warszawie w 2012 r. Skonkretyzowała się natomiast kandydatura Zakopanego do przyjęcia zimowych igrzysk w 2006 r. Była to inicjatywa miejskiego samorządu, którą PKOl oczywiście bardzo popierał. Stolica nowo utworzonego powiatu tatrzańskiego spełniła wszystkie warunki i stanęła do końcowej rozgrywki na 109. sesji MKOl w Seulu w 1999 r. Już w pierwszej turze przeszedł Turyn, natomiast Zakopane uzyskało zaszczytny wynik 0 (Irena Szewińska nie miała prawa głosu), notabene jak Poprad, Helsinki i Klagenfurt.

Wtedy zorientowano się, że współczesny model igrzysk zimowych zbliża się do letniego – formalnym gospodarzem staje się duże miasto z halami do sportów lodowych, natomiast narciarskie organizuje się w mniej lub bardziej odległych ośrodkach górskich. Tak się narodził pomysł, by po zimowe igrzyska olimpijskie w 2022 r. wystartował… Kraków. PKOl tę ideę oczywiście również popierał, ale mieszkańcy odrzucili igrzyska w referendum. Jeśli nie da się drzwiami, to może oknem – za trzecim podejściem Kraków razem z Małopolską otrzymał jednak igrzyska, i to letnie, chociaż w nietypowym roku… 2023. Nie będą olimpijskie, nie użyją symbolu pięciu kolorowych kółek, uznawanego za najcenniejszą markę na świecie. To Igrzyska Europejskie (IE) – całkiem nowa inicjatywa, o której organizację nikt się nie bije, bierze je po prostu chętny, który się zgłosi. PKOl naturalnie poparł także ten pomysł, prezes Andrzej Kraśnicki ma satysfakcję i ambicję udowodnienia, że IE 2023 nie staną się drugorzędną imprezą pocieszenia. Niechby zdopingowały budowniczych zakopianki do jej ukończenia na całej długości…

100-letni PKOl jest jednym z najsolidniejszych narodowych komitetów w Europie. Szkoda, że MKOl dla upamiętnienia takiego jubileuszu nie zlokalizował u nas swojej dorocznej sesji, zwłaszcza że takowa (z numerem 68) odbyła się w Warszawie w 1969 r. na 50-lecie. Wtedy honory gospodarza w imieniu władz PRL pełnił towarzysz marszałek Marian Spychalski, przewodniczący Rady Państwa. Współczesnym władcom kraju pozostają jedynie noworoczne, kurtuazyjne spotkania z polską rodziną olimpijską. Notabene tzw. dobra zmiana podjęła również w PKOl próbę przechwycenia sterów na walnym zgromadzeniu w 2017 r., ale skończyła się ona wręcz kabaretowo. I może niech tak zostanie. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane