Tajowie czasu nie liczą

Maciej Klimowicz
opublikowano: 2013-06-27 15:17

Nie ma tu pór roku, nie ma zmierzchu i świtu, Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy. Sylwestry są trzy. Zegary na każdym rogu wskazują inną godzinę, a kalendarz uparcie twierdzi, że mamy rok 2556. W Tajlandii nikomu się nie spieszy, nikt nerwowo nie zerka na zegarek. Tajowie czasu nie liczą.

To już wiosna czy wciąż jeszcze zima? A może końcówka lata? Bez kalendarza nie zgadniesz. To jeszcze poranek czy już popołudnie, środek nocy czy ledwie wieczór? Na nic zda się patrzenie w niebo, rozglądanie się dookoła. Bez zegarka ani rusz. W Azji czas biegnie inaczej.

Ledwie kula słońca wyłoni się zza horyzontu, a już jest upał, ukrop, momentalny zaduch. I tak do nocy, bez chwili wytchnienia. A słońce z za horyzontu wychodzi tu gwałtownie, równie gwałtownie jak za niego zachodzi. Azjatyckie zachody słońca bywają piękne, ale zawsze są błyskawiczne. Nie ma powolnego przechodzenia dnia w noc, wygasania dziennego światła, snującego się zmierzchu – jest szybka seria kolorów – różowy, czerwony, purpurowy....i już słońce gaśnie na horyzoncie, jak rzucona do wody zapałka. 

I tak przez cały rok, o tej samej porze. Nie ma przestawiania zegarków, dni dłuższych i krótszych.  Wiosna to czy lato. Zresztą – jaka wiosna, jakie lato? Niby są tu jakieś pory roku ale czasami mam wrażenie, że nazwano je o tak, dla zasady. Bo są dni kiedy środek lata nie różni się tu niczym od zimy, gdy w czerwcu za oknem jest dokładnie tak samo jak w pierwszych dniach lutego. Jak? Tak jak zwykle – słonecznie i gorąco. Lato nazwali tu porą deszczową. No dobrze, pada – raz czy dwa razy dziennie, tropikalne ulewa z prawdziwego zdarzenia, urwanie chmur. Ale gdy nie pada – świeci, grzeje. Tak samo jak grzeje w porze chłodnej. 28 stopni na termometrze - to ma być pora chłodna? Cóż, skoro w gorącej jest i 40 to za chłód musi robić 28.

Ta niezmienność aury za oknem, powtarzalność dni, ma ogromny wpływ na poczucie czasu, na postrzeganie rzeczywistości. Czas w tych stronach nie jest wektorem, nie ma początku, nie biegnie ku jakiemuś celowi. Bardziej przypomina bezkształtną masę, budyń, w którym człowiek się tapla. Czas go nie pogania, nie ma pośpiechu, nie ma na co się szykować. Nie przyjdzie przecież zima i nie zmrozi gruntu, śnieg nie zasypie pól ryżowych, nie trzeba uszczelniać okien, zmieniać opon na zimowe, podkuwać butów. Właściwie to trzeba niewiele – do garnka zawsze coś wpadnie, pod palmą zawsze będzie kawałek cienia, to samo ubranie i klapki można nosić przez cały rok - można się zrelaksować. Na to co złe i tak nie bardzo da się przygotować. No bo jak się przyszykować na suszę? Albo na wielką wodę, która co roku podmywa domki nad kanałami na obrzeżach Bangkoku ?

“Będzie w tym roku powódź?“ Pytam starszą panią sprzedającą słodkie, prażone banany przed jednym z takich domków. „Jasne, że będzie“? „I co robicie?“. „Nic” odpowiada pokazując mi w szerokim uśmiechu nienajlepszą kondycję swojego uzębienia „Powódź minie, słońce wzejdzie i wszystko wysuszy“. No tak. Zresztą w tych stronach nawet śmierć jest jakby mniej ostateczna. Ledwie dusza opuści jedno ciało a już szuka sobie schronienia w następnym, nie ma końca, nie ma początku, jest trwanie, następowanie wcieleń.

Bywa że się w tym gubię, czuję się obco. Pochodzę w końcu ze stron, gdzie wszystko jest elegancko ułożone. Wiosna, lato jesień, zima. Dzieciństwo -  czas zabawy, dorosłość -  czas pracy, starość  - czas wypoczynku. A tu? Co dzień widzę pracujące dzieci i starców. Co dzień widzę też kobiety i  mężczyzn w sile wieku przesypiających całe dnie pod płóciennymi daszkami Azjaci są mistrzami w spaniu w niewiarygodnie niewygodnych pozycjach), spędzających długie godziny przy  warcabach, piwie i sałatce z zielonej papai. W pracy też przesiadują, długo, za długo. Ale pracy w tej pracy niewiele. Plotki, śmiechy pogaduchy i raz po raz – spotkania przy biurowym stoliku z przekąskami – porcja pracy, porcja kwaśnego mango, porcja pracy, kluski w ostrym sosie, porcja pracy – kawa mrożona i kokosowe ciastko. A w chwilach znużenia zawsze można uciąć sobie drzemkę – do tego służy poduszka, którą trzyma się pod biurkiem.

Brakuje mi tu nieco punktu odniesienia. Nie ma pór roku, nie ma zmierzchu i świtu, nie ma Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy, ferii zimowych. Sylwestry są trzy (nasz, Chiński i Tajski), a świąt państwowych i religijnych tak wiele, że wciąż jeszcze się w nich gubię. Nie pomaga Tajski kalendarz, uparcie twierdzący, że mamy rok 2556. Nie pomagają też zegary – na każdym rogu wskazujące inną godzinę. Zresztą spóźnienie 15, 20, 30 minut nikogo tu nie dziwi, wliczone jest w ryzyko. Nikomu się nie spieszy, nikt nerwowo nie zerka na zegarek. Tajowie czasu nie liczą.

Maciej Klimowicz - Dziennikarz, Bloger, od przeszło 2 lat mieszka i pracuje w Tajlandii. O życiu i podróżach po Azji pisze na Skok W Bok Blog nagrodzonym Travelerem National Geographic .


Tekst powstał we współpracy z portalem Agoda.com, oferującym wielki wybór hoteli w Tajlandii  i na całym świecie, a także atrakcyjny system bonusowy.