Tajwan: Dotychczasowy prezydent zwyciężył w wyborach

DI, PAP
opublikowano: 14-01-2012, 22:18

Dotychczasowy prezydent Tajwanu Ma Jing-cu z Partii Nacjonalistycznej (KM) zwyciężył w sobotnich wyborach, zdobywając 51,6 proc. głosów - poinformowała Centralna Komisja Wyborcza.

Jego główna rywalka Caj Ing-wen, liderka Demokratycznej Partii Postępowej (DPP), otrzymała 45,6 proc. głosów.

W wyborach parlamentarnych, które odbyły się równocześnie z prezydenckimi, Partia Nacjonalistyczna zdobyła 64 mandaty w Radzie Ustawodawczej (parlamencie), a Demokratyczna Partia Postępowa 40. Dziewięć mandatów przypadło innym partiom.

"Wygraliśmy" - obwieścił swym zwolennikom 61-letni Ma. "Przez następne cztery lata stosunki Tajwanu z Chinami będą bardziej pokojowe, będą się charakteryzować większym wzajemnym zaufaniem, a możliwość konfliktu będzie mniejsza" - podkreślił.

Wynik wyborów oznacza, że Ma stracił jednak sporo zwolenników; w 2008 roku zwyciężył aż 17 punktami procentowymi.

Pokonana Caj Ing-wen zapowiedziała, że odchodzi z funkcji przewodniczącej DDP.

Reuters podkreśla, że rezultat wyborów "wskazuje na kontynuację odprężenia między Tajwanem a Chinami".

Podczas kampanii wyborczej Caj Ing-wen utrzymywała, że polityka nacjonalistów zagraża suwerenności Tajwanu. Postawa Demokratycznej Partii Postępowej, deklarującej dążenie do ogłoszenia niepodległości Tajwanu, od dawna budzi ostry sprzeciw Pekinu. Natomiast nacjonaliści pod wodzą Ma realizują politykę odprężenia w stosunkach z Chinami - zacieśniają więzi gospodarcze, a jednocześnie zapewniają, że nie zamierzają ogłaszać niepodległości Tajwanu.

Chiny i Tajwan rozdzieliły się po wojnie domowej z 1949 roku, jednak władze w Pekinie wciąż roszczą sobie prawa do wyspy. Za rządów prezydenta Ma Jing-cu (od maja 2008 r.) relacje między obu krajami poprawiły się, co doprowadziło do zwiększenia ruchu turystycznego i ożywienia relacji handlowych i inwestycji po obu stronach szerokiej na 160 km Cieśniny Tajwańskiej.

Ma ze swoją polityką wobec Chin jest cichym faworytem Stanów Zjednoczonych, choć Waszyngton nigdy nie zadeklarował tego wprost - twierdzą obserwatorzy.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane