Telemedycyna popadła w niełaskę

opublikowano: 29-08-2018, 22:00

Giełdowi producenci urządzeń telemedycznych rozczarowują. Ich przychody ze sprzedaży są albo niezadowalające, albo wcale ich nie ma

Na giełdzie kupuje się przyszłość. Z tego punktu widzenia inwestycje w spółki telemedyczne długo wydawały się strzałem w dziesiątkę. Jeszcze dwa lata temu firma PwC podawała, że 60 proc. osób w Polsce i innych krajach regionu jest zainteresowanych korzystaniem z usług telemedycznych, a „ponad 14 mln pacjentów w najbliższej przyszłości może korzystać z nowych technologii w procesie leczenia”.

Za prognozami szły liczby — według różnych szacunków, na początku dekady wartość globalnego rynku telemedycznego wynosiła 10 mld USD, a teraz sięga już 25 mld USD i w najbliższych latach ma zwiększać się w tempie 20 proc. rocznie. Nawet w Planie Morawieckiego w ramach działań w obszarze zdrowia „projekt Telemedycyna”, polegający na „stymulowaniu rozwoju nowoczesnych usług i produktów medycznych, wykorzystujących innowacyjne technologie komunikacyjne”, został wymieniony na pierwszym miejscu. Tyle wizje przyszłości. A jak wygląda teraźniejszość? Wygląda tak, że w ciągu ostatniego roku niemal wszystkie spółki telemedyczne na warszawskiej giełdzie zanotowały kilkudziesięcioprocentowe spadki notowań, a sentyment do branży stał się negatywny.

— Telemedycyna to sektor, po którym kilka lat temu wszyscy spodziewali się dynamicznego wzrostu. Okazało się jednak, że chęć pacjentów do samodzielnego badania nie jest na razie taka duża. Niewątpliwie popyt na takie produkty i usługi będzie rósł, jednak wolniej, niż oczekiwano. Poza tym, w tej branży trzeba stale być krok przed konkurencją i dużo inwestować w nowe technologie, w każdej chwili bowiem może pojawić się nowy gracz z produktem, który wyeliminuje innych. Z tego względu entuzjazm wobec spółek telemedycznych spadł — mówi, analityk DM BOŚ.

Kłopoty lidera

Największą i najbardziej rozpoznawalną spółką telemedyczną na warszawskiej giełdzie jest Medicalgorithmics, produkujące urządzenie do diagnostyki arytmii PocketECG, wprowadzone na rynek w 2009 r. Niemal całość jej przychodów pochodzi z rynku amerykańskiego, ale spółka zapowiadała, że w tym roku może rozkręcić sprzedaż w Polsce i na największych rynkach europejskich.

W szczycie notowań w lutym ubiegłego roku Medicalgorithmics był wyceniany na prawie 1,25 mld zł. Półtora roku później kapitalizacja stopniała do 280 mln zł. Tylko w środę 29 sierpnia, po publikacji wyników za drugi kwartał, kurs spadał o ponad 6 proc., a za jedną akcję spółki płacono mniej niż 80 zł po raz pierwszy od czerwca 2013 r.

W całym pierwszym półroczu przychody Medicalgorithmics sięgnęły 93,7 mln zł i były o 8,6 proc. niższe niż rok wcześniej. W drugim kwartale spadek był jeszcze większy, bo 19,5-procentowy. Spółka tłumaczy, że to efekt przede wszystkim spadku średniego kursu dolara o 10 proc. Oprócz przychodów skurczył się też zysk — w drugim kwartale na poziomie EBITDA wyniósł on 6,6 mln zł i był o dwie trzecie gorszy niż przed rokiem oraz o jedną czwartą gorszy od konsensu analityków ankietowanych przez PAP.

— W mojej opinii, przychody Medicalgorithmics nie są zadowalające i nie da się tego usprawiedliwić tylko kursem walutowym. Do tego dochodzi sprawa podatkowa [spółka poinformowała niedawno, że skarbówka w Teksasie domaga się około 1,8 mld USD zaległego podatku od sprzedaży oraz podatku akcyzowego wraz z odsetkami za lata 2014-17, spółka częściowo kwestionuje to roszczenie — red.] oraz koszty programu motywacyjnego. Wszystkie te czynniki sprawiają, że wyniki spółki są pod presją — mówi Sylwia Jaśkiewicz.

Sprzedaż marzeń

O ile Medicalgorithmics rozczarowuje giełdowych inwestorów słabszą od oczekiwań sprzedażą, o tyle wśród akcjonariuszy innych spółek telemedycznych złe nastroje spowodowane są głównie tym, że sprzedaż jest mikroskopijna lub wcale jej nie ma. Druga notowana na głównym rynku GPW spółka telemedyczna, Braster, przy okazji emisji akcji roztaczała przed inwestorami wizje międzynarodowej sprzedaży systemu do samodzielnego badania piersi. Na razie system wszedł do sprzedaży w Polsce oraz, za pośrednictwem sklepu internetowego, w Holandii.

Urządzenie wprowadzono na rynek jesienią 2016 r., a spółka chwaliła się, że w nieco ponad dwa miesiące sprzedała ponad 2 tys. sztuk urządzenia wyłącznie w Polsce. Potem sprzedaż siadła, i to bardzo mocno. Jak poinformowano na początku sierpnia, „w drugim kwartale sprzedaż osiągnęła 8 urządzeń i 20 pakietów badań”.

Efekt? Spółka podjęła decyzję o rozpoczęciu przeglądu opcji strategicznych, zdecydowano też o całkowitej zmianie modelu dystrybucji. Urządzenia, które dotychczas chciano sprzedawać (wraz z pakietami badań) bezpośrednio kobietom, które chciały się samodzielnie badać, teraz mają trafiać do lekarzy. Notowania Brastera są dalekie od oczekiwań. W ubiegłym roku spółka zebrała z emisji akcji 40,5 mln zł, sprzedając nową emisję w cenie 13,5 zł za walor. Teraz za akcje płaci się 3,81 zł, a Braster w szybkim tempie pali gotówkę pozyskaną od inwestorów i niedługo może potrzebować kolejnego zastrzyku pieniędzy.

„Zarząd oszacował, iż realizacja celów strategicznych spółki wymaga pozyskania środków w wysokości około 50 mln zł” — podał Braster w komunikacie.

Obecna kapitalizacja giełdowa Brastera to 35 mln zł.

Prognozy na wyrost

Nie najlepiej radzi sobie też najmłodsza telemedyczna spółka giełdowa, czyli Nestmedic, który w czerwcu ubiegłego roku zadebiutował na NewConnect. Jej flagowym produktem jest urządzenie do przeprowadzania badania KTG — monitorowania czynności serca płodu. Przy okazji debiutu zapowiadano rozpoczęcie sprzedaży urządzenia jesienią 2017 r. do prywatnych szpitali i przychodni w Polsce, a także ekspansję na rynki zachodnioeuropejskie.

Na razie efektów nie widać. Spółka już w październiku ubiegłego roku odwołała prognozy wyników na lata 2017-22, które zawarto w dokumencie informacyjnym, przygotowanym przed debiutem. Tłumaczono to mniejszym od oczekiwanego tempem wprowadzania urządzeń na rynek, długotrwałymi testami, przeprowadzanymi przez potencjalnych partnerów, a także szybką zmianą modelu sprzedażowego.

W pierwszym półroczu 2018 Nestmedic miał dokładnie 30,5 tys. zł przychodów ze sprzedaży, notując jednocześnie 2,37 mln zł straty netto. Tymczasem zgodnie z odwołanymi prognozami miał osiągnąć w całym 2018 r. 6 mln zł przychodów, przy 2 mln zł straty na poziomie netto. Na otwarciu debiutanckiej sesji za jeden walor spółki płacono 17,99 zł. Od tego czasu kurs niemal nieprzerwanie spada — obecnie za jedną akcję Nestmedica płaci się 2,3 zł, co oznacza kapitalizację na poziomie 13,4 mln zł.

Na tym tle pozytywnie — przynajmniej z punktu widzenia giełdowych notowań — wyróżnia się InfoScan, który chce zawojować rynek flagowym urządzeniem do badania zaburzeń oddechu podczas snu, a także drugim, służącym do diagnostyki kardiologicznej. Spółka zadebiutowała na NewConnect w kwietniu 2015 r., a na początku przyszłego roku chce przenieść się na duży parkiet.

W pierwszym półroczu InfoScan miał 40,3 tys. zł przychodów, o 13,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Na poziomie netto stracił 0,75 mln zł wobec 1,1 mln zł w pierwszym półroczu 2017 r. Inwestorzy jednak wierzą w spółkę, która niedawno informowała o dopuszczeniu flagowego urządzenia do badań na pacjentach w USA, co przybliżą ją do komercjalizacji na rynku amerykańskim.

Kapitalizacja InfoScanu na małym rynku wynosi obecnie 39,3 mln zł i jest o 130 proc. wyższa niż przed rokiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Telemedycyna popadła w niełaskę