Ten sygnał wyjątkowo dokładnie zapowie moment końca hossy na rynkach akcji

Odbicie rentowności amerykańskich skarbówek od linii trendu spadkowego zapowie z dużą dokładnością moment wyznaczenia szczytu na giełdzie nowojorskiej, podpowiadają historyczne analogie.

W świecie, w którym największy wpływ na wyceny aktywów mają decyzje banków centralnych, notowania wielu lokat są z sobą mocno powiązane i poruszają się w takt oczekiwań co do posunięć w polityce monetarnej. Z tej tendencji wyłamują się jednak obligacje skarbowe najbardziej wiarygodnych państw. Jeszcze w latach 80. i 90. notowania papierów rządowych zwykle poruszały się w tym samym kierunku co akcje (czyli łagodzenie polityki wywoływało hossę i na obligacjach, i na akcjach). Jednak od około 20 lat częstszą sytuacją jest odwrotna korelacja notowań obu klas aktywów. Kiedy przy poprawiającej się koniunkturze (na przekór zaostrzaniu polityki pieniężnej) akcje drożeją, obligacje skarbowe za sprawą oczekiwań podwyżek stóp tracą.

Okazuje się jednak, że oba rynki nie do końca chodzą w tym samym rytmie. Rynek obligacji często zmienia kierunek, nim jeszcze zrobi to rynek akcji. To sytuacja, którą można porównać… z wejściem w posiadanie zwycięskich numerów totka jeszcze przed losowaniem. Przed trzema największymi w ostatnich 20 latach przecenami na giełdzie nowojorskiej amerykańskie obligacje 10-letnie już zaczynały drożeć (czyli ich rentowności zaczynały spadać), kiedy indeks S&P500 dopiero zbliżał się do szczytu. Co więcej, o ile wyjątkowo trudno było wyznaczyć pułap, na którym wypadnie szczyt indeksu cen akcji, o tyle wysokość wypadnięcia szczytu rentowności okazywała się (po fakcie, ale jednak) dość przewidywalna. Przyjrzyjmy się, jak to możliwe.

Na od dwóch do czterech miesięcy przed wyznaczeniem przez S&P500 szczytów odpowiednio z marca 2000 r., października 2007 r. oraz maja 2011 r. rentowności papierów 10-letnich USA wyznaczały szczyt na wysokości obowiązującej od 30 lat linii ich trendu spadkowego (tylko w ostatnim przypadku wypadł on nieco poniżej niej). Następnie zaczynały nurkować pośród rozwiewających się (za sprawą uwzględnianych w ich cenach gorszych perspektyw gospodarczych) oczekiwań na kontynuację podwyżek stóp. Jeśli taki wzór zależności amerykańskiego rynku akcji i obligacji utrzyma się, to szczyt obecnej hossy jest bardzo bliski.

Rentowności 10-latek USA sięgnęły we środę pułapu 2,46 proc. i znalazły się niemal dokładnie na linii trendu spadkowego. Jest to już drugi szczyt ustanowiony przez nie w ciągu ostatnich 12 miesięcy (poprzedni był budowany od grudnia 2016 r. do marca 2017 r.). To istotne, bo w dwóch z analizowanych trzech przypadków historycznych sygnał końca giełdowej hossy padał po spadku rentowności nie z pierwszego, a dopiero z drugiego szczytu. To oznacza, że (jeśli oczywiście analogia nie zawiedzie) wyznaczenie lokalnego szczytu rentowności na wysokościach zbliżonych do obecnych (po czym musiałyby one zacząć spadać), najprawdopodobniej zapowie z wyprzedzeniem od dwóch do czterech miesięcy szczyt obecnej hossy na giełdzie nowojorskiej.

Jeśli formowanie szczytu na wykresie rentowności obserwujemy właśnie teraz, to obligacje skarbowe USA powinny lada dzień wejść w hossę (ich rentowności powinny zacząć spadać), a długo-, lub przynajmniej średnioterminowy, szczyt indeksu S&P500 wypadłby między marcem a majem tego roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ten sygnał wyjątkowo dokładnie zapowie moment końca hossy na rynkach akcji