Toksyczne opcje zdołowały giełdę

Kamil Zatoński
opublikowano: 01-12-2008, 00:00

Firmy i bank same ponoszą winę za straty na opcjach — twierdzą eksperci. Ale największego kaca będą mieli eksporterzy.

Inwestorzy

sprzedawali akcje

spółek narażonych

na ryzyko walutowe.

Czasem niesłusznie

Banki i fundusze miały niedawno swoje toksyczne aktywa. Teraz na tapecie są równie toksyczne opcje walutowe, do których przyznaje się coraz więcej polskich firm giełdowych. W piątek w dół poszły notowania nie tylko tych, którzy ujawnili poniesione na nich straty (kurs Ropczyc spadł o 41 proc., Pol-Motu Warfamy o 11 proc.), ale także tych, którzy byli ich nabywcami. Akcje Banku Millennium staniały o 13 proc. (czytaj więcej na stronie 24).

Litości nie było. Inwestorzy pozbywali się także akcji spółek, które tylko podejrzewali o chęć osiągnięcia dodatkowych zysków ze spekulacji na złotym. Na cenzurowanym znalazły się m.in.: Kolastyna (kurs spadł w piątek o 4,8 proc.), Barlinek

(-5 proc.), Polimex (-6,3 proc.), Lena Lighting (-6,9 proc.),

Decora (-7,7 proc.), Grajewo

(-9,1 proc.), Krosno (-11,1 proc.) i Kopex (-12,6 proc.).

Z ustaleń "Pulsu Biznesu" wynika, że w większości przypadków obawy inwestorów są nieuzasadnione. Przedstawiciele 24 spółek, z którymi rozmawialiśmy, deklarują, że nie angażowali się w transakcje spekulacyjne, które teraz mogłyby oznaczać konieczność rozliczania feralnych opcji ze stratą. Złoty jesienią gwałtownie się osłabił, zamiast wzmacniać, jak oczekiwano latem. Dlatego straty poniesione na opcjach walutowych, jak pokazały przykłady Erbudu, Ropczyc i Ciechu, mogą iść w dziesiątki milionów. Nie oznacza to jednak, że lista tych, którzy wpadli w kłopoty, jest zamknięta. Przedstawiciele spółek twierdzą, że banki namawiały do stosowania skomplikowanych strategii opcyjnych.

Gwałtowne zmiany na rynku walutowym zbiorą żniwo nie tylko tam, gdzie liczono na dodatkowe zyski ze wzrostów złotego. Konieczność wyceny instrumentów pochodnych do wartości rynkowej na koniec roku spowoduje, że wiele firm wykaże prawdopodobnie wysokie koszty finansowe, które zmniejszą zyski. Lub pogłębią straty, jak KPPD. Spółka poinformowała w piątek po sesji o korekcie prognoz wyników za 2008 r. Zamiast 4 mln zł zysku będzie 3,7 mln zł straty, z tego około 2 mln zł z powodu konieczności wyceny derywatów.

— Stosujemy transakcje zabezpieczające, jak każdy w naszej branży. Na transakcjach opcyjnych i forwardowych straciliśmy w tym roku 2 mln zł — mówi Marek Szumowicz-Włodarczyk, prezes KPPD

Na ten czynnik w raporcie z III kwartału uwagę zwróciła również Polna. Nie wiadomo, z jakim rezultatem otwartą w lipcu pozycję w opcjach rozliczy Optopol, który sprzedał opcje call warte dwa razy więcej, niż kupione opcje put. W piątek nie udało nam się uzyskać wyjaśnień ze spółki. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że w ten sposób zabezpieczana była tylko część przepływów walutowych. Dlatego też spółka nie jest narażona na podobne ryzyko jak Erbud czy Ciech.

Dlaczego eksporterzy majĄ problem?

Dlaczego eksporterzy majĄ problem?

Na wakacjach euro kosztowało nawet 3,2 zł, a dolar — 2,1 zł. Eksporterzy bali się, że mocniejszy złoty jeszcze bardziej zmniejszy ich przychody i marże. Korzystając z pomocy banków, zabezpieczali się, stosując różnorakie instrumenty finansowe. Furorę robiły jednak opcje, które — jak się dzisiaj okazuje — służyły do zwykłej spekulacji.

Eksporterzy, często za namową banków, na potęgę je wystawiali. Dostawali za to niewielką premię (stanowiła dodatkowy ich przychód) lub dostęp do zabezpieczających pozycję linii kredytowej. Nic jednak za darmo. Przedsiębiorcy brali na siebie obowiązek dostawy w przyszłości określonej waluty (w grę wchodzi też rozliczenie pieniężne). Paradoksalnie wszystko byłoby dobrze, gdyby złoty rzeczywiście dalej rósł w siłę lub chociaż ekspozycja opiewała na spodziewane wpływy eksportowe (wtedy straty na rynku terminowym zrekompensowałyby wyższymi przychodami z eksportu). Bywało jednak inaczej. Dziś euro kosztuje 3,8 zł, a dolar 2,9 zł. Złoty nie pali się do odrabiania strat. Ponadto okazuje się, że firmy przeszarżowały z ryzykiem i wystawiły opcje, których wartość nominalna nawet kilkanaście razy przewyższa ich rzeczywiste wpływy eksportowe.

Banki ukręciły bat na siebie

C cała Polska mówi o opcjach. Wszystko przez pazerność banków i niewiedzę ich klientów (nie mieli pojęcia, co robią). Mechanizm był prosty. Przyjeżdżał diler walutowy do firmy i namawiał do wystawienia opcji. Dyrektor finansowy czy prezes odmawiał. Za jakiś czas znów przyjeżdżał bankowiec i pokazywał, ile firma by zarobiła. Znów namawiał. W końcu spółka ulegała, zmamiona wizją ogromnych zysków. By to nadgonić, była gotowa do dużego zwiększania liczby instrumentów. Problem w tym, że większość przedsiębiorstw emitowała opcje na samym szczycie mocy złotego.

Nie zdziwiłbym się, gdyby przez straty na opcjach zdarzyły się bankructwa firm. Nawet jednak już teraz zaufanie do banków wśród przedsiębiorców mocno spada. Na razie najmocniej ucierpiała reputacja jednego z giełdowych banków. Myślę, że w dziale walutowym była tam wielka burza. Klienci, którzy czują się oszukani, mogą teraz zrazić się nawet do mądrego hedgingu (bez opcji, które nie zmniejszają ryzyka). To byłoby bardzo złe dla rynku.

Marek Rogalski

główny analityk FIT DM

Zamiast zabezpieczeń

mamy niebezpieczeństwo

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych jest zaniepokojone komunikatami o coraz większej liczbie spółek, które informują o toksycznych opcjach walutowych. Ponadprzeciętne straty firm z tego tytułu sugerują, że opcje mogły być zawierane na podstawie błędnych, a może nawet irracjonalnych założeń. Wysokość strat wskazuje również, że te pozycje nijak się mogły mieć do działań zabezpieczających.

Z informacji, które posiadamy, wynika, że przynajmniej część spółek mogło stać się ofiarą błędnie przeprowadzonych procedur formalnych przez banki. Dlatego należałoby jeszcze poczekać z oceną tego, kto jest w tej sytuacji winny — spółka czy bank. Jeśli okazałoby się, że w konkretnych przypadkach straty wynikają z zaniedbań bądź z błędnych i świadomych decyzji spółek, wówczas inwestorzy mają otwartą drogę do działań prawnych. Mogą wystąpić m.in. na drogę cywilną z powództwem skierowanym przeciw konkretnym osobom w spółce. Możliwe jest także wystąpienie do prokuratury z zawiadomieniem o działaniu na szkodę spółki przez zarząd czy też radę nadzorczą. Muszą być jednak ku temu dość wiarygodne przesłanki. W razie zaistnienia i potwierdzenia takich przesłanek Stowarzyszenie zapewne będzie reprezentowało inwestorów, którzy zgłoszą się do nas w tej sprawie.

Piotr Cieślak

wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych

Wszyscy zawinilii, eksporterów wieszają

Firmy i bank same ponoszą winę za straty na opcjach — twierdzą eksperci. Ale największego kaca będą mieli eksporterzy.

Problemy z opcjami walutowymi z dnia na dzień są coraz poważniejsze. Warto zastanowić się, kto nawarzył piwa, z którego wynikają wielomilionowe straty spółek i akcjonariuszy. Zdania są podzielone.

— Do pełnej oceny sytuacji potrzebne są kompletne dane. Na razie możemy powiedzieć, że inicjowanie transakcji opcyjnej w celach spekulacyjnych przez banki może budzić wątpliwości. Dotyczy to także firm. Odpowiedzialność za błędne decyzje finansowe ponosi zarząd. Naszym zadaniem jest przede wszystkim dbanie o bezpieczeństwo rynku finansowego i funkcjonowanie jego podmiotów zgodnie z przepisami prawa — mówi Marta Chmielewska-Racławska z Komisji Nadzoru Finansowego.

Analitycy mają sporo zastrzeżeń do spółek, które zdecydowały się na spekulacyjne zabezpieczenia.

— Wina leży po stronie firm. Zwyciężyła zwykła chciwość. Ci, co zawierali i godzili się na zawieranie takich opcji, powinni ponieść karę — uważa Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion Doradcy Finansowi.

Pogoń za zyskiem zaś- lepia. Pytanie tylko, czy to spółki wykazały się brakiem wyobraźni, czy może niewiedzą.

— Ostatnie wydarzenia to dowód, że wiedza o zabezpieczeniach walutowych wielu firm eksportowych jest zerowa. Zawarto opcje, gdzie nie ma limitów strat, to nie do pomyślenia. Problem może być spory. Jeśli włączyły się w to duże spółki, to także małe mogły się na to złapać — mówi Marcin Kiepas, analityk XTB.

Kij ma dwa końce.

— Wina także leży po stronie banków. One powinny proponować firmom instrument, który zapewni zysk bankowi i zabezpieczy klienta przed ryzykiem kursowym. Dlatego nie wykluczam występowania spółek na drogę sądową. Można mieć wątpliwości, czy została zachowana zasada rzetelności między bankiem, a klientem — mówi Mirosław Saj, analityk DnB Nord.

Jest o co walczyć, bo straty na opcjach coraz mocniej uderzają w wyniki spółek i wiążą się z drastyczną przeceną notowań. W piątek przekonały się o tym Ropczyce, ale nie tylko. Także dla wielu innych eksporterów, nawet nie mających nic wspólnego z opcjami walutowymi, ostatnia sesja zakończyła się mocną przeceną. Analitycy obawiają się, że to nie koniec.

— Po ostatniej rozgrywce Millennium z Ropczycami akcje eksporterów mogą pójść w odstawkę na dłużej — ostrzega Mirosław Saj.

— Problem wydaje się duży, ale nie oczekiwałbym z tego powodu bankructw giełdowych spółek . Ale dopóki nie ma jasności, jaka jest skala problemu, lepiej nie inwestować w eksporterów w ciemno — dodaje Marcin Kiepas.

Zainteresowani powinni działać szybko.

— Sprawa zaczyna świerdzeć. Dlatego banki i eksporterzy powinni szybko ją polubownie załatwić — konkluduje Marcin Kiepas.

Kto może spać spokojnie — spółki deklarują, jak się zabezpieczały

Piotr Kulikowski

prezes Indykpolu

Około 90 proc. transakcji zabezpieczeniowych stanowią u nas forwardy. Mamy jednak też opcje walutowe, choć o znikomym znaczeniu, tworzone tylko w stosunku 1 do 2.

Konrad Jaskóła

prezes Polimeksu-Mostostalu

Około jednej czwartej naszej sprzedaży pochodzi z kontraktów walutowych. Z tego mniej niż połowa zabezpieczana jest transakcjami opcyjnymi, które są jednak zrównoważone i będą miały neutralny wpływ na wyniki. Nie wykażemy żadnych strat.

Waldemar Pawlak

wiceprezes Plast-Boksu

Stosujemy naturalny hedging, nie korzystamy w ogóle z instrumentów pochodnych.

Marek Moczulski

prezes Mieszka

Nie ma powodów do niepokoju. Nie korzystamy z opcji zabezpieczeniowych. Zajmujemy się działalnością operacyjną, a nie grą spekulacyjną.

Andrzej Grzegorzewski

akcjonariusz Grupy Kolastyna

Nasze wpływy z tytułu eksportu, związane ze sprzedażą produktów pod naszymi markami, są aktualnie podobne jak wydatki na zakup surowców i opakowań do produkcji od zagranicznych dostawców.

Maciej Radziwiłł

prezes Trakcji Polskiej

Nie jesteśmy hedge fund managerami, choć czasem zyski z gry na rynku walutowym wydają się kuszące. Zabezpieczamy tylko tyle, ile potrzeba i ani grosza więcej.

Roland Schroedter

kierownik działu controllingu Decory

Nie daliśmy się namówić na żadne transakcje, których wartość przekraczałyby sumy uzyskiwane z eksportu. Nie zawieraliśmy też ostatnio transakcji opcyjnych.

Michał Skipietrow

prezes Mostostalu Export

Akcjonariusze naszej spółki mogą spać spokojnie. Nie mamy i nie mieliśmy żadnych felernych opcji walutowych.

Kazimierz Wronkowski

prezes Naftobudowy

Spółka zawarła w ostatnich miesiącach kilka transakcji zabezpieczających, polegających na kupnie/sprzedaży europejskich opcji walutowych. Nie były to jednak transakcje spekulacyjne. Wycena tych instrumentów może ujemnie wpływać na wyniki w okresie sprawozdawczym, ale z drugiej strony będzie to równoważone dodatnimi różnicami kursowymi, osiąganymi na rozliczaniu kontraktów wykonawczych.

Mariusz Gromek

przewodniczący rady nadzorczej Barlinka

Zabezpieczamy się wykorzystując kontrakty, ale nie zajmowaliśmy pozycji spekulacyjnych w opcjach.

Małgorzata Zys

HTL-Strefa

Co do zasady — firma nie zajmuje spekulacyjnej pozycji na rynku walutowym.

Wojciech Szmyła

dyrektor finansowy ZA Puławy

Stosowane są wyłącznie strategie opcyjnie symetryczne, czyli opcja put równa jest opcji call pod względem wolumenu zabezpieczenia oraz obydwie rozliczają się w tym samym dniu. Nie ma przypadków finansowania bieżących opcji put opcjami call w przyszłości.

Henryk Chyliński

prezes Projprzem

Projprzem ma opcje walutowe, ale nie traktujemy ich jako instrumentu do gry. Ostatnie kontrakty zawieraliśmy po 3,80 zł za EUR i tylko na część umów w okresie nie dłuższym niż 3 miesiące.

Ryszard Stachnik

Śnieżka

Nie wykorzystujemy instrumentów zabezpieczających ryzyko kursowe. Nasze wpływy eksportowe równoważone są wydatkami na zakup surowców.

Maciej Duda

prezes PKM Duda

Nie korzystaliśmy z opcji walutowych. Możemy za to pochwalić się całkiem dobrą rentownością naszego eksportu. Szczególnie opłacalny jest Daleki Wschód.

Leszek Jurasz

prezes Zetkamy

Strat nie mamy. Zabezpieczamy się, stosując przede wszystkim transakcje forward, a nie opcje.

Longin Wons

prezes Rafametu

Nie spekulowaliśmy ponad miarę. Wszystkie nasze transakcje kosztowo wypadają na zero.

Robert Wijata

członek zarządu Graala

Nie spekulowaliśmy na walutach. Zabezpieczamy tylko te transakcje, które wynikają z działalności operacyjnej. Umocnienie euro w stosunku do złotego bardzo nas cieszy.

Jacek Krzyżaniak

członek rady i rzecznik PBG

Nie mamy ani jednej tego typu transakcji, jak miał Erbud. Ani PBG, ani żadnej spółki z grupy PBG nie dotknęły tego typu problemy.

Mirosław Jędrzejczyk

prezes Cersanitu

Nasze opcje call nie przekraczają spodziewanych wpływów eksportowych.

Wojciech Kocikowski

dyrektor finansowy Amiki

Nie zawieramy spekulacyjnych transakcji — stosujemy forwardy, które zabezpieczają przepływy z eksportu.

Joanna Rybak-Schrodter

dyrektor finansowy Leny Lighting

Nasze transakcje instrumentami pochodnymi nie mają charakteru spekulacyjnego.

Paweł Wyrzykowski

prezes Pfleiderer Grajewo

Nie zawieraliśmy żadnych spekulacyjnych transakcji .

Przemysław Koelner

szef rady nadzorczej Koelnera

Nie angażowaliśmy się w transakcje spekulacyjne.

Kamil Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu