Tran Thi Hoai Phuong: łodzianka z wyboru

opublikowano: 23-04-2021, 14:15

Dwa tysiące posiłków dla medyków na początku pandemii, tysiąc gorących zup pho dla wolontariuszy WOŚP, sześć tysięcy potraw wielkanocnych dla potrzebujących, gotowanie dla bezdomnych, dla podopiecznych domów dziecka… Tak pomaga Tran Thi Hoai Phuong, właścicielka restauracji Ha Long, znana w Łodzi jako Lilly Tran.

Biznes rodzinny:
Biznes rodzinny:
Tran Viet Hun, dla Polaków Tomek, podczas pracy w restauracji Ha Long, którą prowadzi w Łodzi z żoną Tran Thi Hoai Phuong, czyli Lilly Tran.
K.Jarczewski

Trafiła do Polski jako mała dziewczynka. Jej rodzice dostali tu propozycję pracy i zdecydowali, że zostaną na stałe – teraz prowadzą w Łodzi sieć restauracji.

– Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Polską w lutym 2000 r. Śnieg, zimno, wszyscy wydawali się tacy duzi, a ja taka malutka… Razem z bratem uczyliśmy się języka polskiego u prywatnej nauczycielki. Po latach wciąż uważam, że to jeden z najtrudniejszych języków, a gramatyka nadal bywa wielką tajemnicą – twierdzi Lilly Tran.

Podobnego zdania jest jej mąż, z którym Lilly prowadzi restaurację Ha Long. Z drugiej strony Polakom trudno wymówić jego imię i nazwisko Tran Viet Hung, dlatego na nasz użytek został swojskim Tomkiem.

– Poznaliśmy się z Lilly kilkanaście lat temu na targowisku Ptak w podłódzkim Rzgowie. Przez rok byliśmy przyjaciółmi, potem to uczucie zmieniło się w coś innego, co trwa do dziś. To musiało być przeznaczenie – okazało się, że oboje pochodzimy z Hanoi, gdzie nasze rodziny mieszkają raptem pół godziny drogi od siebie. To rzadkość, bo Wietnam to duży kraj i normą jest, że bliskich dzieli nawet 1000 km – twierdzi Tomek.

Kiedy skończy się pandemia:
Kiedy skończy się pandemia:
Lilly Tran i jej mąż Tomek podkreślają, że Ha Long to wprawdzie kuchnia wietnamska, lecz przystosowana do polskiego podniebienia. W planach mają otwarcie drugiej restauracji z prawdziwymi wietnamskimi potrawami, m.in. Bangh Xeo – smażonym chrupkim plackiem z nadzieniem i Bun Cha – makaronem ryżowym z pulpecikami w sosie rybnym.
K.Jarczewski

Prowadzenie restauracji było naturalne dla obojga, bo to kontynuacja pracy rodziców Lilly.

– Ha Long to kuchnia wietnamska, ale przystosowana do polskiego podniebienia – podkreśla restauratorka.

Organizacja i zaangażowanie

Realna pomoc:
Realna pomoc:
Przed Wielkanocą restauracja Lilly Tran włączyła się w akcję szykowania paczek dla potrzebujących.
archiwum

Gdy zaczęła się pandemia, łódzkie restauracje włączyły się w akcję przygotowywania i dowożenia posiłków dla medyków. Lilly Tran wykorzystała zapasy – gdy tylko pojawiły się sygnały o wirusie, restauracja kupiła m.in. ponad 300 kg ryżu i palety oleju. Zaczęła od 50 porcji przygotowanych z pomocą wujka, właściciela baru. Świeże warzywa dostarczał zaprzyjaźniony rolnik z Górnego Rynku. W pomoc włączyli się przyjaciele, ostatecznie rozwieziono dwa tysiące porcji, posiłki pojechały też do osób szyjących maseczki. Dużą pomocą okazał się Facebook.

– Wrzuciłam informację, że chcemy pomagać i prosimy o wsparcie. Bardzo szybko uzbieraliśmy 3 tys. zł, głównie dzięki naszym przyjaciołom z Wietnamu. Chcieliśmy pokazać, że wszyscy wspieramy lekarzy, nawet tylko dostarczając im gorący rosół – wspomina Lilly Tran.

Zorganizowała też zbiórkę dla Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. W jeden dzień jej wietnamscy znajomi zebrali prawie 11 tys. zł, które przeznaczono na zakup rękawiczek i środków czystości.

Przed świętami:
Przed świętami:
Szykowanie paczek wielkanocnych w Ha Long.
archiwum

W 2021 r. podczas 29. Finału WOŚP na Piotrkowskiej Fundacja Wolne Miejsce, której Lilli jest koordynatorką (fundacja organizuje wigilie i śniadania wielkanocne dla samotnych), i restauracja Ha Long ugotowały tysiąc zup pho dla wolontariuszy i przechodniów. 30 marca rozpoczęła się gigantyczna praca nad przygotowaniem dań wielkanocnych dla potrzebujących z Łodzi, Warszawy, Piaseczna, Gostynia, Rumi i Ostrowa Wielkopolskiego. Firma Pamso z Pabianic zasponsorowała wędliny, akcję wsparło też miasto.

Osobisty akcent:
Osobisty akcent:
W świątecznych paczkach obdarowani znaleźli też kartki z życzeniami.
K.Jarczewski

W ostatniej chwili wolontariusze, którzy zadeklarowali pracę przy przygotowaniu posiłków, wycofali się, przestraszeni kolejnym lockdownem. Lilly zaczęła dzwonić do znajomych Wietnamczyków z innych miast i błagać o pomoc. Przyjechali do Łodzi i pracowali po 12–13 godzin, by przygotować paczki na święta, których… nie obchodzą. Lilly jest buddystką, w pomaganiu ludziom innych wyznań w zorganizowaniu świąt nie widzi sprzeczności.

Żurek z orientalną nutą:
Żurek z orientalną nutą:
W świątecznych paczkach dla potrzebujących nie mogło zabraknąć wielkanocnej zupy.
K.Jarczewski

– Buddyzm wymaga, by pomagać innym, ale u mnie to przede wszystkim potrzeba serca. Kiedy nie pomagam, czegoś mi brakuje – podkreśla restauratorka.

Przed Wielkanocą była bardzo zmęczona, bo przez pięć dni pracowała po 16 godzin.

„Lilly dzieli się dobrem, a my razem z nią, paczki pojadą do 1600 łodzian. Przygotowania świąteczne w domu leżą, okna nieumyte, ale to jest ważniejsze. Lilly wczoraj wyszła stąd o 1 w nocy” – mówił dwa dni przed Wielkanocą Marcin Gołaszewski, przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi, który pod przywództwem Lilly obierał cebulę, farbował jajka, kroił i pakował wędliny. Było co robić, bo mowa o 2,5 tony wędlin, trzech tysiącach litrów żurku, 12 tysiącach jajek.

Plany życiowe i zawodowe

Paczka wielkanocna:
Paczka wielkanocna:
Buddyzm wymaga, by pomagać innym, ale u Lilly Tran to przede wszystkim potrzeba serca. Kiedy nie pomaga, czegoś jej brakuje.
archiwum

Do Wietnamu Lilly jeździ co dwa, trzy lata. Starszy syn regularnie lata na wakacje do dziadków, rodziców Tomka.

– Tam jest ojczyzna, ale tu, w Polsce, gdzie rodzina, jest dom – uważa Lilly Tran.

W przyszłości chciałaby mieszkać blisko dzieci, a nie wiadomo jeszcze, jakie podejmą życiowe decyzje. Na razie starszy synek, chodzący do pierwszej klasy podstawówki, deklaruje, że chce być lekarzem w Polsce. Dlatego przyszłość wiąże z tą częścią świata.

W karcie:
W karcie:
Danie z kurczaka w restauracji Ha Long.
K.Jarczewski

Teraz ma kolejne zadanie, lecz czeka na poluzowanie obostrzeń w gastronomii – planuje otwarcie drugiej restauracji w ścisłym centrum Łodzi, przy ul. Piotrkowskiej. Ma to być prawdziwa kuchnia wietnamska. Choć Lilly lubi eksperymentować, np. do tradycyjnej łódzkiej zalewajki dodaje sos rybny, Tomek z polskiej kuchni akceptuje tylko schabowego z kapustą.

– W kuchni wietnamskiej jest więcej warzyw, to bardziej skomplikowane gotowanie – obiad czy kolacja to trzy, cztery dania. Każdy ma swoją miseczkę i nakłada co chce – mówi restauratorka.

W menu przyszłej autorskiej restauracji mają się znaleźć m.in.: Bangh Xeo – smażony chrupki placek z nadzieniem, Bun Cha – makaron ryżowy z pulpecikami w sosie rybnym i zawijasy Goi Nem Cuon.

W kuchni Lilly Tran:
W kuchni Lilly Tran:
Żeberka orientalne.
K.Jarczewski

W ubiegłym roku restauracja Ha Long była zamknięta przez dwa miesiące, Lilly przyznaje, że było ciężko. W tym roku jest lepiej, starcza pieniędzy na życie, na dobrą szkołę dla dzieci. To, co zostaje, rodzina przeznacza na pomoc innym.

– Szczerze mówiąc, nie mamy z mężem żadnych oszczędności… – wyznaje Lilly Tran.

– Jestem z niej bardzo dumny i doskonale wiem, że nowa restauracja będzie oznaczała tyle, że Lilly będzie miała więcej pieniędzy na pomaganie innym – twierdzi Tomek.

– Co zrobić, Łódź to jest moje miasto. Jestem Wietnamką z pochodzenia i łodzianką z wyboru – kwituje restauratorka.

Miasto tę miłość odwzajemnia – w październiku 2020 r. Hoai Phuong Tran Thi została wyróżniona odznaką Za Zasługi dla Miasta Łodzi za pomoc lekarzom w czasie pandemii i wszystkim potrzebującym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane