Czytasz dzięki

Trudny czas dla doradców

opublikowano: 25-06-2020, 22:00

Kryzys związany z COVID-19 najsilniej uderzył w najbogatszych klientów instytucji finansowych — private bankingu i wealth management. Jak w tej sytuacji ochronić ich majątki? To wciąż nie lada wyzwanie dla banków.

Konieczność izolacji utrudniła sytuację instytucji finansowych podczas pandemii. Biznes, bardziej niż inne dziedziny bazujący na osobistych relacjach, siłą rzeczy musiał się przenieść do sieci. Na szczęście banki były w stanie szybko się przystosować. Rozwój podpisu kwalifikowanego spowodował, że większość umów czy pełnomocnictw już można podpisywać elektronicznie. W dodatku rozmowy i konferencje wideo idą sprawniej, niż można się było spodziewać. A to było szczególnie ważne w pierwszych tygodniach pandemii.

Bez paniki

Niepewność, co się stanie ze światową gospodarką, jaki wpływ i jak długo będzie wywierała na nią pandemia, spowodowała, że w marcu zapikowały indeksy na wszystkich giełdach. Na przykład WIG20, czyli największych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, spadł z 2200 pkt w styczniu do poniżej 1400 pkt w połowie marca.

Tymczasem klienci private bankingu i wealth management to zwykle przedsiębiorcy prowadzący własne biznesy. Wielu od razu odczuło kryzys podwójnie. Z jednej strony w swoich firmach — przez załamanie łańcucha dostaw i zamówień, a także często przez konieczność przeorganizowania działalności, np. przeniesienia pracowników na pracę zdalną. Z drugiej — bo zaczęły topnieć ich prywatne oszczędności, które powierzyli w zarządzanie. A zaznaczmy, że często te pieniądze są gromadzone nie tylko, by chronić czy zapewnić przyszłość przedsiębiorcy i jego rodzinie, ale również po to, by w razie kryzysu mieć z czego dosypać, by ratować biznes.

W tej sytuacji pierwszym wyzwaniem, jakie stanęło przed opiekunami najbogatszych klientów, było zapobieżenie panice. Przekonanie, by nie wycofywali pieniędzy, gdy indeksy idą w dół. Doradcy przyznają, że część klientów chciała to zrobić, gdy spadki były jeszcze stosunkowo niewielkie, by zaliczyć jak najmniejszą stratę. Tu się przydało doświadczenie z poprzednich kryzysów, uspokojenie klientów, przekonanie, że nie warto sprzedawać ze stratą, skoro niedługo może nastąpić odbicie. To się sprawdziło — np. WIG20 do połowy czerwca odrobił już połowę marcowego spadku.

Bezpieczne aktywa

To jednak nie zakończyło problemów. Najbogatsi klienci tylko część pieniędzy ulokowali w bardziej agresywnych, lecz przynoszących potencjalnie większy zysk aktywach, m.in. w akcje polskich i zagranicznych spółek. Zgodnie z najlepszymi praktykami ta część nie powinna przekraczać połowy kapitału, przeważnie jednak stanowi mniej. Najbogatsi lokują większość oszczędności w tzw. aktywach bezpiecznych — obligacjach i na lokatach. To, w razie nagłych zdarzeń, pozwala klientowi i jego rodzinie przeżyć kilka miesięcy bez wielkich ograniczeń konsumpcji i cięć wydatków.

W maju Rada Polityki Pieniężnej podjęła radykalną decyzję i obniżyła referencyjną stopę procentową o 40 pkt bazowych do 0,10 proc. w skali roku. Stopę lombardową o 50 pkt bazowych do 0,50 proc., a stopę depozytową utrzymała na poziomie 0,0 proc. Rada nie uzasadniła tego kroku, zmuszając ekonomistów do spekulowania. W ich opinii prawdopodobnie chodziło o zwiększenie konkurencyjności gospodarki przez utrzymywanie słabego złotego i zwiększenie akcji kredytowej banków, przede wszystkim dla przedsiębiorstw. Nie była to zresztą pierwsza w tym roku decyzja RPP o cięciach stóp. Te decyzje miały jednak konsekwencje także dla i tak już słabo oprocentowanych depozytów. Jak przeanalizował Bankier.pl, w czerwcu najlepsze lokaty półroczne, które nie były obciążone dodatkowymi warunkami, np. koniecznością otwarcia konta, były oprocentowane w przedziale 0,40–1 proc. w roku. Roczne — od 0,90 do 1,80 proc. Przy spełnieniu dodatkowych warunków potencjalnie można podnieść górną granicę do 2,35 proc. Tymczasem, jak podał GUS, inflacja w maju liczona r/r wyniosła 2,9 proc.

Gdzie szukać zysków

Jak uchronić oszczędności najbogatszych przed realną utratą wartości — to kolejne zadanie, jakie stanęło przed doradcami. W sukurs nie przychodzą obligacje skarbowe. W maju ich oprocentowanie także zmalało i np. trzymiesięcznych wynosi 0,50 proc., a dwuletnich — 1 proc. W rezultacie, jak przyznają eksperci, zysków dla klientów albo przynajmniej ochrony ich kapitału szuka się w obligacjach korporacyjnych lub za granicą. To na szczęście ułatwiają instytucjom finansowym międzynarodowe powiązania, a często też przynależność do światowych grup. Mimo że pożary udaje się na razie gasić, przyszłość nadal jest niepewna. Wiele zależeć będzie od tego, jak szybko gospodarki będą powracały do stabilnego tempa rozwoju.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Tomaszkiewicz

Polecane