Trump chce uczynić Bank Światowy Wielkim

opublikowano: 14-03-2019, 22:00

David Malpass może zostać prezesem Banku Światowego. Jego poglądy różnią się od obecnego dogmatu, co go jednak nie dyskwalifkuje.

Wczoraj o 14 polskiego czasu minął termin przyjmowania zgłoszeń na nowego prezydenta Banku Światowego. David Malpass, nominowany przez prezydenta Donalda Trumpa kandydat na schedę po Jim Yong Kimie, według informacji Bloomberga nie doczekał się kontrkandydata. Pozornie nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Zwyczajowo to USA, jako największy udziałowiec Banku, nominują spośród swoich obywateli szefa tej instytucji. Tym razem jednak David Malpass, pełniący obecnie funkcję podsekretarza skarbu ds. relacji międzynarodowych, wzbudza kontrowersje wśród interesariuszy swoim dorobkiem i poglądami.

Prezydent Donald Trump chce, aby David Malpass radykalnie zmienił
sposób wydatkowania amerykańskiej pomocy zagranicznej.
Zobacz więcej

IDĄ ZMIANY:

Prezydent Donald Trump chce, aby David Malpass radykalnie zmienił sposób wydatkowania amerykańskiej pomocy zagranicznej. Fot. Bloomberg

Poprzedni prezydent, Jim Yong Kim, w lipcu 2017 r. rozpoczął swoją drugą pięcioletnią kadencję, jednak niespodziewanie zrezygnował zaledwie 1,5 roku później, by przejść do sektora prywatnego. Umożliwiło to prezydentowi Trumpowi wskazanie kandydata na szefa instytucji, której zadaniem jest walka z ubóstwem i zwalczanie nadmiernych nierówności dochodowych. Tymczasem David Malpass to wieloletni działacz Partii Republikańskiej i były główny ekonomista banku inwestycyjnego Bear Stearns. Żadna z tych organizacji nie słynie z realizacji celów Banku Światowego, jednak konserwatyści za Oceanem uważają, że istnieje potrzeba zwiększenia udziału „niewidzialnej ręki wolnego rynku” w implementacji ekonomii rozwoju.

Steve Forbes, redaktor naczelny magazynu Forbes, który dwukrotnie ubiegał się o nominację Republikanów na prezydenta USA, uważa że David Malpass jest znakomitym ekonomistą, który przypomni Bankowi Światowemu o dobroczynnym wpływie kapitalizmu. „Być może najbardziej godne uwagi były jego częste ostrzeżenia przed „luzowaniem ilościowym”, preferowanym podejściem Rezerwy Federalnej podczas administracji prezydenta Baracka Obamy. Malpass ostrzegł, że poluzowanie ilościowe powstrzyma wzrost, co spowodowało wypaczenie rynków kredytowych. Dodatkowo, Malpass wie, jak ważne są niskie podatki, rozsądne pieniądze i poszanowanie praw własności do napędzania biednych krajów do silnego, długotrwałego dobrobytu” — twierdzi Forbes. Krytycy nie są jednak przekonani. Pierwszym zarzutem podnoszonym najczęściej przez przeciwników tej kandydatury jest fakt, iż David Malpass jest

krytykiem globalizacji i multilateralizmu, co z definicji nie współgra z rolą szefa instytucji promującej globalne wsparcie dla najbiedniejszych. Jak sam mówił podczas jednego z przesłuchań w Kongresie pod koniec 2017 r.: „Globalizm i multilateralizm poszły zdecydowanie za daleko, do tego stopnia, że szkodzą USA i globalnemu wzrostowi”. Innym aspektem budzącym obawy jest kwestia walki z globalnym ociepleniem. W ostatnich latach Bank Światowy przeznaczył 20,5 mld USD na walkę z globalnym ociepleniem, w zgodzie z przekonaniem, że zmiany klimatu najsilniej uderzają w państwa rozwijające się. Choć sam David Malpass nie wyrażał publicznie swoich poglądów na te kwestie, sam fakt jego pracy w administracji Donalda Trumpa nie nastraja aktywistów optymistycznie. Przekonał się o tym osobiście podczas niedawnej wizyty w Skandynawii, gdzie przedstawiciele państw nordyckich dopytywali o jego poglądy m.in. na temat globalnego ocieplenia. Do dzisiaj żadne z państw tego regionu publicznie nie wyraziło poparcia dla jedynego kandydata, co sugeruje sceptycyzm jednych z najbardziej zaniepokojonych globalnymi zmianami klimatycznymi państw. Wreszcie, krytycy podkreślają, że David Malpass wielokrotnie krytykował nie tylko bieżące działania Banku Światowego, lecz także samo jego istnienie. Przemawiając w maju 2011 r. na spotkaniu lokalnego oddziału Partii Republikańskiej przekonywał, że od ćwierć wieku stara się zwalczać szkodliwe organizacje międzynarodowe, takie jak właśnie Bank Światowy.

„W administracji prezydenta Ronalda Reagana byłem starszym skarbnikiem odpowiedzialnym za Bank Światowy i wszystkie te agencje i one zniszczyły — my, Stany Zjednoczone, poprzez nasze programy pomocy zagranicznej — zniszczyliśmy niezliczone kraje. W związku z tym, one wszystkie powinny zostać wyrzucone do kosza i musimy zacząć budować wszystko od nowa” — mówił wówczas przyszły kandydat na szefa Banku Światowego.

Sama w sobie krytyka nie musi dyskwalifikować Davida Malpassa jako przyszłego prezesa Banku Światowego. Oddzielając jednak merytoryczne zarzuty od politycznych uwag, Bank Światowy może czekać radykalny zwrot w stronę wolnorynkowych rozwiązań i angażowania sektora prywatnego w miejsce wielkich programów inicjowanych głównie przez sektor publiczny. A to może mieć kolosalne znaczenie dla najbiedniejszych państw świata korzystających na co dzień ze wsparcia Banku Światowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu