Trzeba odkurzyć rolniczy okrągły stół

Materiał redakcyjny
22-02-1999, 00:00

Trzeba odkurzyć

rolniczy okrągły stół

MAGIA KSZTAŁTU: Sala obrad Sejmu, być może ze wzgędu na kształt zbliżony do rzymskiego amfiteatru, zamieniła się w arenę, na ktłórej posłowie niczym gladiatorzy szermują słowami. Rolnicy zaś modlą się, aby po raz kolejny nie skończyło się na słowach. fot. Borys Skrzyński

Rolnicza awantura przeniosła się z polskich dróg do parlamentu. To już pewien postęp. Brony i kosy okute na sztorc zamieniono na równie ostre słowa. W tej zamianie kryje się jednak tyle samo nadziei, co zagrożeń dla polskiej wsi. Burza rozpętana w czasie sejmowej debaty na temat sytuacji w rolnictwie może bowiem z równym prawdopodobieństwem okazać się początkiem rzeczowej dyskusji nad możliwościami poprawy stanu tego sektora gospodarki, jak i kolejną pyskówką między rządem i opozycją.

RACJĘ MAJĄ WSZYSCY i nikt. Prawdą jest, że w czasach gdy resortem rolnictwa rządzili ministrowie wywodzący się z PSL, dochodowość produkcji rolnej była wyższa niż obecnie. Prawdą jest także to, że stabilność rolnictwa była utrzymywana głównie dzięki doraźnym działaniom na rynku produktów rolnych, kredytów obrotowych itd. Nie wynikała natomiast z wprowadzenia konkretnego programu restrukturyzacji sektora. Taki po prostu nie powstał. Zarzuty, stawiane przez przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PSL pod adresem obecnego szefa resortu rolnictwa, można najprościej skwitować ludowym porzekadłem „przyganiał kocioł garnkowi”.

RÓWNIEŻ PRZYJĘTA przez przedstawicieli rządu linia obrony, oparta na wytykaniu poprzednim ekipom sprawującym władzę zaniechanie działań restrukturyzacyjnych, wydaje się nie do końca słuszna. Wszak rząd premiera Buzka sprawuje władzę od 1997 r. i przez ponad rok nie wypracował własnego programu zmiany sytuacji w rolnictwie. Wszystko wskazuje na to, że pomysł opracowania paktu dla wsi, podobnie jak interwencyjny skup żywca, nie są, jak przekonuje rząd, rozwiązaniami planowanymi od dawna, które zbiegły się tylko w czasie z rolniczymi protestami, lecz rozpaczliwą próbą ratowania się w trudnej sytuacji.

PRAWDĄ JEST, że udział rolnictwa w tworzeniu produktu krajowego brutto ostatnio znacznie zmalał. Jednakże z pracy w tym sektorze utrzymuje się obecnie prawie 10 mln osób. To liczba, której nie można zbagatelizować. Tylko co dziesiąte z dwóch milionów polskich gospodarstw rolnych, ma szansę na utrzymanie się w warunkach gospodarki rynkowej. W dużym uproszczeniu można więc oszacować, że około 9 mln osób powinno znaleźć sobie inne źródło dochodów. Co gorsza, są to przede wszystkim ludzie o niskim wykształceniu, słabo orientujący się w zasadach gospodarki rynkowej. Nie ma więc szans, aby bez pomocy państwa potrafili sami zmienić swój status rolnika na choćby robotnika, a tym bardziej przedsiębiorcę.

POMOC PAŃSTWA jest więc konieczna, trzeba tylko stworzyć koncepcję i zdobyć środki na jej realizację. W rzeczywistości Skarb Państwa w dużej mierze już obecnie dofinansowuje ludność wiejską za sprawą rent i emerytur wypłacanych z Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Z tych środków utrzymują się bowiem nie tylko osoby, które osiągnęły wiek emerytalny lub z innych powodów nie są zdolne do pracy na roli. Polscy chłopi mówią zupełnie poważnie, że jeden rencista przynosi większy dochód niż kilka krów. Z jednej emerytury lub renty, często uzyskanej metodą obchodzenia przepisów, żyją nieraz całe dwu-trzypokoleniowe rodziny. Uszczelnienie systemu przyznawania tych świadczeń (obecnie pochłaniają one większość z 12 proc. budżetu państwa przeznaczonych na rolnictwo) pozwoliłoby uzyskać środki na rzeczywiste działania restrukturyzacyjne.

WARUNKIEM ich podjęcia jest jednak stworzenie jasnej koncepcji. Taka mogłaby się narodzić np. w trakcie rozmów zmierzających do zawarcia paktu dla wsi. Do tej pracy należałoby zaangażować najlepszych specjalistów bez względu na ich przekonania polityczne. Polska praktyka polityczna i gospodarcza dowiodła jednak, że raczej nie potrafimy dogadywać się bez oglądania się na dzielące nas różnice. Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, że ratunkiem dla polskiej wsi może być już tylko rolniczy okrągły stół. Wszystko zależy od tego, czy zwaśnione strony znajdą w sobie wolę takiego porozumienia, bo mebel, jak wiadomo, czeka na ponowne wykorzystanie od dziesięciu lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał redakcyjny

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Trzeba odkurzyć rolniczy okrągły stół