„PB”: Rosja i Ukraina to poważni partnerzy handlowi Polski — w minionym roku obydwa kraje znajdowały się w pierwszej dziesiątce tych, do których trafia najwięcej naszego eksportu. Jak obecna sytuacja na Wschodzie może wpłynąć na polską gospodarkę, w której eksport w ostatnim czasie jest największym czynnikiem wzrostu?
![CZAS NA EGZOTYKĘ:
Polscy eksporterzy coraz śmielej
wchodzą na nawet bardzo
odległe rynki — mówią Jarosław
Jaworski, prezes Coface (z prawej)
oraz Grzegorz Sielewicz, główny
ekonomista Coface w Europie
Centralnej. [FOT. WM] CZAS NA EGZOTYKĘ:
Polscy eksporterzy coraz śmielej
wchodzą na nawet bardzo
odległe rynki — mówią Jarosław
Jaworski, prezes Coface (z prawej)
oraz Grzegorz Sielewicz, główny
ekonomista Coface w Europie
Centralnej. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/e1e266bf-21f7-4951-a1da-c873d7ad580b/00de162c-34fb-525f-9056-c1e522ae7914_w_830.jpg)
Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej: Rzeczywiście, na przełomie 2012 i 2013 r., kiedy konsumpcja wewnętrzna była w głębokim dołku, to eksport stał się najważniejszym elementem wzrostu gospodarczego i dzięki niemu Polska uniknęła recesji. Znaczący udział w tym wzroście miał rozwijający się eksport na rynki wschodnie. Jednak obecnie, w wyniku destabilizacji sytuacji na Wschodzie, handel z odbiorcami z Rosji i Ukrainy, dotychczas i tak bardzo ryzykowny, stał się prawdziwym problemem dla polskich firm. W przeszłości już wielokrotnie embarga blokowały sprzedaż polskich produktów, jednak teraz powagi sytuacji dodają zawirowania natury politycznej, a nie tylko handlowej. Z tego także powodu plany kolejnych polskich eksporterów, którzy chcieli wykorzystać swoją szansę i wejść na olbrzymi rynek z ponad 140 mln potencjalnych klientów, zostały wstrzymane. Ostatnie dane dowodzą, że tak właśnie jest. Jeszcze na koniec 2013 r. Rosja była naszym piątym partnerem eksportowym, a po dwóch miesiącach tego roku jest na szóstym miejscu, Ukraina natomiast była na pozycji ósmej, a spadła aż na piętnastą. Widać więc wyraźnie, że rynek na Wschodzie mocno się zamknął. Najciekawsze jednak, że generalnie wartość polskiego eksportu się nie zmieniła. A więc sprzedaż, która do tej pory była kierowana na Rosję i Ukrainę, musiała zostać ulokowana gdzieś indziej.
„PB”: Gdzie przedsiębiorcy mogli przekierować swoją sprzedaż?
Jarosław Jaworski, prezes Coface: Wydaje się, że nasi przedsiębiorcy skierowali uwagę przede wszystkim na swoich najważniejszych, zachodnich partnerów — Niemcy, Francję, Czechy i Wielką Brytanię. W największym stopniu dotyczy to Niemiec, gdzie wartość polskiego eksportu w pierwszych dwóch miesiącach tego roku była wyższa o 621 mln EUR (tj. o ponad 5 proc.) niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. To dobry kierunek, bo jak wynika z ostatniego raportu Coface Country Risk, sytuacja w Europie Zachodniej zaczyna się poprawiać. Co prawda, nadal mamy do czynienia z dużą liczbą upadłości, na przykład w Niemczech upadło w ostatnim roku ponad 26 tys. firm, a we Francji ponad 63 tys. W porównaniu z Polską, gdzie bankrutuje niecały tysiąc przedsiębiorstw rocznie, to bardzo dużo. Jednak takie porównanie niewiele mówi. Lepiej to obrazuje współczynnik pokazujący stosunek liczby upadłości do liczby aktywnych firm działających na rynku. W Niemczech wynosi on 0,7 proc., we Francji 1,7 proc., a w Polsce zaledwie 0,05 proc. W innych krajach liczy się także tzw. koszt upadłości. W Niemczech sięga on ponad 26 mld EUR, a we Francji 7 mld EUR, choć tam upada znacznie więcej firm. To pokazuje, że u naszego największego partnera handlowego bankrutują znacznie większe przedsiębiorstwa, co jest bardziej dotkliwe dla większej liczby kontrahentów. Tym bardziej warto pamiętać o tym, że pomimo wyraźnych sygnałów ożywienia zdarzają się problemy, a więc lepiej się zabezpieczyć i dokładnie sprawdzić sytuację kontrahenta.
„PB”: Rośnie więc sprzedaż do najważniejszych partnerów handlowych w Europie, która jest największym odbiorcą polskiego eksportu. Czy nie lepiej pomyśleć o dywersyfikacji rynków zbytu?
Grzegorz Sielewicz: Rzeczywiście, polscy przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, że powinni także poszukiwać nowych rynków zbytu. Coraz odważniej myślą o odleglejszych, również egzotycznych krajach. W ubiegłym roku znacząco wzrósł eksport do Ameryki Północnej i Azji. W przypadku Afryki ten wzrost sięgnął niemal 30 proc., a w styczniu tego roku aż 65 proc. Prawdziwe hity eksportowe to Arabia Saudyjska i takie kraje jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. To są bardzo dobre tendencje, jednak wartości jeszcze niestety niewielkie. Wciąż trzy czwarte polskiego eksportu trafia do Unii Europejskiej. Trudno się dziwić — łatwiej jest sprzedawać więcej do największych, dobrze znanych partnerów. Nowy, bardziej odległy rynek, to inny klient, inne oczekiwania i produkty. Trzeba się także liczyć z wyższym kosztem dostarczenia towarów na takie rynki. Warto jednak podjąć ryzyko i próbować zdywersyfikować swoje rynki zbytu, żeby w przyszłości mieć alternatywę.
Jarosław Jaworski: Tym bardziej że problemy podobne do naszych mają również inne kraje Europy Środkowo- -Wschodniej — ich głównym partnerem także są Niemcy. Odmienną strukturę eksportową mają kraje bałtyckie, których handel zewnętrzny bardziej uzależniony jest od sytuacji gospodarczej krajów b. ZSRR. Niemniej jednak kraje te, a zwłaszcza Estonia, mają zdywersyfikowany portfel odbiorców zagranicznych, w tym znaczny eksport do krajów nordyckich, gdzie prognozujemy poprawęsytuacji. Generalnie poza Finlandią we wszystkich krajach północnej Europy wzrost gospodarczy powinien być wyższy niż średnia europejska. Jednak bez względu na to, dużą nadzieję pokładamy w ożywieniu w Europie Zachodniej. Hasłem ostatniej konferencji Coface Country Risk było pytanie: Pora na lepsze czasy? Największym zagrożeniem dla tej pozytywnej perspektywy jest niestabilna sytuacja w Rosji i na Ukrainie, której długofalowe skutki trudno w tej chwili przewidzieć. Mamy jednak nadzieję, że polskie firmy poradzą sobie, a nasz wzrost gospodarczy będzie zadowalający, choć niższy niż ten, którego moglibyśmy oczekiwać, gdyby nie problemy na Wschodzie.