Tylko dokumenty, a nie pustosłowie

opublikowano: 25-04-2021, 20:00

Przez świat nadal przesuwa się złowieszcza fala COVID-19. Przez Unię Europejską na szczęście przesuwa się również mniej widoczna, ratunkowa fala ratyfikacyjna – kolejne państwa potwierdzają udział we wspólnotowym systemie zasobów własnych, ustalonym decyzją Rady UE nr 2020/2053 z 14 grudnia 2020 r.

Taki dokument to nic nowego, przyjmowany był przez wszystkie państwa na początku każdych wieloletnich ram finansowych (WRF). Polska uczestniczyła w tej procedurze już dwa razy, w odniesieniu do WRF 2007-13 oraz WRF 2014-20. Tym razem jednak poza standardowym współfinansowaniem WRF 2021-27 wspomniana decyzja zawiera artykuł 5, regulujący finansowanie nadzwyczajnego Instrumentu UE na rzecz Odbudowy w sposób nieznany wspólnotowym dziejom: „Komisja Europejska jest uprawniona do zaciągnięcia w imieniu UE pożyczek na rynkach kapitałowych do wysokości 750 mld EUR w cenach z 2018 r.” Decyzję stosuje się już od 1 stycznia 2021 r., ale jakikolwiek krok ku uwspólnotowieniu zadłużenia może zostać postawiony dopiero po złożeniu w Brukseli przez ostatnie z państw UE powiadomienia o jego ratyfikowaniu zgodnie z krajowymi procedurami konstytucyjnymi. A zatem wszyscy muszą czekać na ostatniego spóźnialskiego, wykluczone jest zaakceptowanie czyjegoś obrażalstwa.

W miniony piątek ratyfikowanie decyzji Rady UE przez Niemcy podpisał prezydent Frank-Walter Steinmeier. To ważny sygnał nie tylko dlatego, że udział w finansowaniu bezprecedensowego funduszu potwierdziło największe państwo UE, lecz ze względu na pewne kontrowersje konstytucyjne. Bundestag i Bundesrat już w marcu przyjęły ustawę większością powyżej 2/3 głosów, ale Alternatywa dla Niemiec (AfD) natychmiast ją oprotestowała w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym, który uwinął się w trzy tygodnie i wniosek odrzucił. Zakończona procedura niemiecka jest bardzo dobrym punktem odniesienia dla naszej, wciąż znajdującej się w czarnej…, pardon, powiedzmy – w ciemnym lesie. Polskimi odpowiednikami AfD oficjalnie są opozycyjna Konfederacja (11 posłów, własne koło) oraz rządowa Solidarna Polska (19 posłów w 234-osobowym klubie PiS). Ta druga okoliczność to gigantyczna paranoja polityczna. Minister Zbigniew Ziobro oraz jego zausznicy publicznie jadą po premierze Mateuszu Morawieckim, co już dawno powinno skończyć się wyrzuceniem krnąbrnej przystawki z rządu. Jednak wyklucza to sejmowa arytmetyka, bo bez ziobrystów Jarosław Kaczyński może zgasić światło – tym bardziej, że niepokorna jest także druga przystawka, Porozumienie Jarosława Gowina (obecnie 13 posłów w klubie PiS).

Czasy triumfalnego pokazywania się Jarosława Kaczyńskiego ze Zbigniewem Ziobrą i Jarosławem Gowinem już dawno minęły – obecnie danie główne spotyka się z przystawkami wstydliwie w ukryciu przed mediami.
Andrzej Hulimka / Forum

Pierwszoplanowym problemem Polaków obecnie jest oczywiście epidemia COVID-19. Nie może ona jednak całkowicie przykryć coraz bardziej absurdalnej sytuacji w obozie władców. Rada Ministrów lada dzień powinna przyjąć finalną wersję Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, która do 30 kwietnia musi trafić do Brukseli. Ale trudno będzie ten plan traktować poważnie, jeśli w pakiecie nie zostanie przyjęty również projekt jednozdaniowej ustawy ratyfikacyjnej. Dwukrotnie stawał już na posiedzeniu rządu, ale 16 lutego skończyło się na wstępnej dyskusji, zaś 13 kwietnia w ostatniej chwili ustawa spadła z porządku. Jarosław Kaczyński podejmuje rozpaczliwe próby zszycia rozlatującej się większości sejmowej i zdyscyplinowania przystawek, ale komunikaty po posiedzeniach ostro skonfliktowanych koalicjantów to z definicji polityczne pustosłowie. Konkretami są wyłącznie rządowe dokumenty, które bezwzględnie powinny zostać przyjęte w tym tygodniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane