Ułomna prawda

Jacek Zalewski
opublikowano: 14-01-2011, 00:00

Nadzieja premiera Donalda Tuska, że możliwy do przyjęcia jest wspólny rosyjsko-polski raport o całościowych przyczynach katastrofy pod Smoleńskiem, zdumiewa naiwnością. Nie ma takiej możliwości! Rosjanie założyli to od samego początku, dlatego tzw. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), będący organem postsowieckiej Wspólnoty Niepodległych Państw, z zaskoczenia wykonał uderzenie wyprzedzające. Ułomna prawda rosyjska poszła w świat, polskie uzupełnienie już mało kogo zainteresuje.

Dobrze, że przynajmniej najbardziej bezpośrednia przyczyna tragedii nie ulega wątpliwości — błędne odczytywanie przez załogę we mgle wysokości i niepoderwanie maszyny po rozpaczliwych ostrzeżeniach "Pull up" systemu TAWS. Notabene grzechy załogi najostrzej piętnuje nie raport MAK, lecz wyjątkowo zgodna opinia polskich lotników, zarówno byłych pilotów Tu-154M z 36. pułku, jak i cywilnych, których przyczyny katastrofy szokują. Jeden z nich przypomniał lotniczą prawdę, która 10 kwietnia została zlekceważona: "Gdy mam jakiekolwiek wątpliwości, to nie mam żadnych wątpliwości, że nie mogę lądować".

W licznych wątkach pobocznych, dotyczących przyczyn pośrednich, przerzucanie się odpowiedzialnością trwa od pierwszych chwil po katastrofie i nie skończy się nigdy. W uwagach strony polskiej zawarty jest na przykład zarzut, że Rosjanie złamali własne przepisy zezwalając na nasze loty bez znającego wojskowe lotnisko rosyjskiego łącznika, z którego przecież pisemnie zrezygnował… sam 36. pułk. Notabene żadnych łączników nie było zarówno 10 kwietnia, jak i 7 kwietnia, gdy w Smoleńsku lądowała wyprawa premiera, co mogę osobiście poświadczyć.

W straszną sobotę 10 kwietnia pół godziny po informacji o katastrofie udało mi się dodzwonić do byłego dowódcy 36. pułku z pytaniem, czy on już może wie, kto leciał. Dwa pierwsze słowa odpowiedzi brzmiały: "Sama młodzież". Była to znakomita diagnoza obecnego systemu szkolenia, sytuacji polskiego lotnictwa wojskowego etc. Z kolei dwa słowa przypomnianego obok tytułu mojego gorącego komentarza bezpośrednio po katastrofie dość celnie zdiagnozowały jej przyczynę. Ale to naprawdę żadna dziennikarska satysfakcja…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane