URE popiera energetyczne obligo

Obowiązek giełdowy służy zwiększaniu konkurencji na rynku energii - przekonuje regulator. Rząd planuje jednak jego całkowitą likwidację, w interesie państwowych grup.

Skończyły się właśnie konsultacje projektu nowych regulacji, znoszących obowiązek sprzedaży wyprodukowanego prądu poprzez Towarową Giełdę Energii. Zniesienia tzw. obligo chce Ministerstwo Klimatu, kierując się interesem konsolidujących się państwowych grup energetycznych. Sprzeciwia się jej zaś szeroko rozumiany rynek, czyli m.in. firmy handlujące energią.

- Obligo zostało wprowadzone w celu zwiększenia konkurencji na rynku, a jego likwidacja spowoduje powrót do transakcji dwustronnych – alarmuje Rafał Gawin, prezes urzędu Regulacji Energetyki (URE), zaproszony do dyskusji przez Towarzystwo Obrotu Energią (TOE).

Jaśniej, proszę.
Jaśniej, proszę.
Z badań URE wynika, że obligo giełdowe dotyczy jedynie ok. 46 proc. wytworzonej energii. Mimo to rząd chce je znieść. Dlaczego? Zdaniem Rafała Gawina nie jest to jasne.

Ryzyko zejścia z parkietu

TOE zrzesza największe firmy obracające energię elektryczną, państwowe i prywatne. W niedawnym raporcie organizacja przekonywała, że zniesienie obligo „niesie ze sobą duże ryzyko znacznego spadku płynności w handlu na giełdzie, co może spowodować duże wahania cen, zwłaszcza na rynku terminowym”. Tym samym ceny mogą być bardziej podatne na spekulację.

Rafał Gawin mówi też o ryzyku.

- W latach 2016-17, kiedy niektórym firmom część obowiązku giełdowego wygasała [chodzi o wygasanie tzw. KDT-ów, kontraktów długoterminowych – red.], firmy te wycofywały się z transakcjami z giełdowego rynku. Dziś to ryzyko jest wciąż aktualne – uważa regulator.

Widoczne przed kilkoma laty wycofywanie się wytwórców z giełdy, połączone ze wzrostem cen prądu, skłoniło Krzysztofa Tchórzewskiego, ówczesnego ministra energii, do ogłoszenia powrotu do obligo na poziomie 100-proc. W rzeczywistości, jak wynika z badań URE, dzięki wyłączeniu transakcji wewnątrzgrupowych obligo i tak dotyczy zaledwie ok. 46 proc. wytworzonej energii. Mimo to rząd chce je znieść. Dlaczego? Rafał Gawin uważa, że nie jest to jasne.

Są wzrosty, są grupy

- Słyszymy, że chodzi o zwiększenie swobody działalności gospodarczej w energetyce, ale wydaje mi się, że potrzebne jest szersze wyjaśnienie. Przecież rynek energii jest z definicji regulowany. Można go zderegulować w inny sposób niż poprzez zniesienie obligo – zauważa Rafał Gawin.

Rafał Gawin, w odróżnieniu od rządu, widzi głównie argumenty za utrzymaniem obligo.

- Decyzje o wprowadzeniu obowiązku podejmowano, gdy ceny węgla rosły, a teraz też rosną. Podejmowano je, gdy w energetyce tworzono wielkie grupy, teraz też szykowana jest konsolidacja, połączona dodatkowo z wydzieleniem aktywów węglowych – przypomina Rafał Gawin.

Rząd planuje połączenie PGE, Enei i Tauronu, któremu ma towarzyszyć wydzielenie źródeł wytwórczych bazujących na węglu oraz kopalni. Tylko w ten sposób odciążona energetyka może pozyskać pieniądze od banków, które coraz częściej odmawiają finansowania grup powiązanych z węglem.

Kto z obligo korzysta?

Prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej, który już od dłuższego czasu popiera zniesienie obligo, twierdząc, że zmniejszy to import energii (większość branży jest przeciwnego zdania), przekonywał w środę, że na obowiązku korzysta głównie Towarowa Giełda Energii, która jest monopolistą.

- Obligo służy konkurencji, a nie konkretnej platformie obrotu. Przypomnijmy, że gdy aktywa sprzedawał EDF, na kupującego [PGE – red.] nałożono dodatkowy obowiązek giełdowy właśnie po to, by jego mocniejsza pozycja nie zagrażała konkurencji - przypomina Rafał Gawin.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane