Jest dobrze! — wynika niezbicie ze wszystkich komunikatów najróżniejszych przedstawicieli najróżniejszych władz. W komunikatach nie jest co prawda napisane, komu jest dobrze, ale jak władza mówi — to mówi. I trzeba jej wierzyć. Jeżeli nawet sami tego „dobrze” jakoś nie czujemy.
Polski system finansowy jest stabilny i jest w stanie stawić czoła potencjalnym niekorzystnym zjawiskom — czytamy w raporcie Narodowego Banku Polskiego. Mirosław Pietrewicz z Rady Polityki Pieniężnej uważa, że skala możliwych obniżek stóp jest znaczna, a łagodne nastawienie w polityce pieniężnej powinno się utrzymać do końca tego roku. Jego zdaniem inflacja w czerwcu spadła do około 1,3 proc. z 2,5 proc. w maju. Minister gospodarki Jacek Piechota szacuje wzrost PKB w II kwartale 2005 roku na 3-3,3 proc., a w całym roku na 3,7 proc. Jego zdaniem stopa bezrobocia spadnie jesienią do 17,0 proc. z 18,1 proc. w czerwcu, a na koniec roku może wynieść nawet poniżej 17,0 proc.
Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? — chciałoby się zapytać. Bo jednocześnie ponad połowa Polaków uważa, że ich sytuacja ekonomiczna uległa pogorszeniu w ostatnim czasie, a sprawy — w tym rozwój gospodarczy — zmierzają w złym kierunku. Czy to przypisywany nam, Polakom, wrodzony pesymizm, czy też wynik takiego przytłoczenia polityką, w której panuje totalny bałagan, że polityczny szum uniemożliwia dostrzeżenie „symptomów poprawy”?