Uziemienie boeingów nie zmieni polskiego nieba

opublikowano: 23-04-2019, 22:00

Kłopoty producenta samolotów z USA to problem dla dwóch największych linii działających w Polsce. Pasażer na razie tego nie odczuwa.

Na ten raport Boeinga czeka cały lotniczy świat. W środę amerykański producent opublikuje wyniki za pierwszy kwartał. Od 14 marca linia nie dostarcza zamówionych boeingów737 Max. Zostały uziemione po katastrofie w Etiopii, do której doszło 10 marca. Analitycy ankietowani przez Refinitiv, na który powołuje się CNN, przewidują spadek zysku na akcję o 11 proc. W 2018 r. koncern miał rekordową sprzedaż.

Zamiast pięciu uziemionych B737 Max 8 Lot wykorzystuje cztery
wynajmowane samoloty z rodziny Boeing 737. Przewoźnik skasował niektóre
połączenia, np. z Warszawy na podmoskiewskie Domodiedowo.
Zobacz więcej

TROCHĘ MNIEJ:

Zamiast pięciu uziemionych B737 Max 8 Lot wykorzystuje cztery wynajmowane samoloty z rodziny Boeing 737. Przewoźnik skasował niektóre połączenia, np. z Warszawy na podmoskiewskie Domodiedowo. FOT. A. GALA/LOT

Firma kontynuuje produkcję B737 Max, choć zamiast ją przyspieszyć, co planowała wcześniej, zwolniła. Już po pierwszej katastrofie z października 2018 r. zamówienia od linii lotniczych napływały wolniej, a po drugiej ustały całkowicie (jednak do tego czasu udało się Boeingowi zdobyć zamówienia na 5 tys. maszyn). Koncern będzie prawdopodobnie musiał wypłacić rekompensatę liniom, których samoloty zostały uziemione. Eksperci szacują te koszty na miliardy dolarów.

Delikatna optymalizacja

Kłopoty Boeinga to także kłopot dla Lotu, narodowego przewoźnika, i Ryanaira, który w ubiegłym roku przewiózł w Polsce 11,5 mln osób i z 28,7 proc. rynku jest liderem. Na razie jednak nie oznacza to kłopotu dla pasażerów.

— Lot dokonał nieznacznej optymalizacji siatki połączeń. Dzięki zastępczym samolotom otworzymy zgodnie z planem wszystkie nowe trasy — mówi Adrian Kubicki, rzecznik Polskich Linii Lotniczych Lot.

W ciągu kilku najbliższych miesięcy przewoźnik zainauguruje 11 nowych tras, m.in. z Wilna do London-City czy z Warszawy do Miami, Warny, Korfu, Bejrutu i Delhi. Rzecznik linii zaznacza, że zakres optymalizacji nie odbiega znacząco od prowadzonych na bieżąco standardowych zmian w siatce.

— Średnia dzienna liczba operacji w marcu wyniosła 341, czyli o siedem mniej niż pierwotnie planowano. W kwietniu Lot wykona średnio dziennie 347 operacji zamiast zaplanowanych 356 — mówi Adrian Kubicki.

Drogo i trudno

W zastępstwie pięciu uziemionych B737 Max 8 przewoźnik wynajmuje dwa B737-800 ze 189 miejscami i dwa B737-400 mogące zabrać 168 pasażerów. Za chwilę będzie potrzebować więcej samolotów zastępczych, bo do końca roku planowana jest dostawa dziewięciu boeingów 737 Max 8, a w kwietniu miał przylecieć pierwszy z nich.

— Naszym priorytetem jest utrzymanie siatki połączeń i realizacja zaplanowanych lotów — mówi Adrian Kubicki.

Samoloty wynajmowane są w formule wet-lease, czyli wraz z załogami. Jest to konieczne, bo na każdy typ i konfigurację samolotu załoga musi być certyfikowana. Jednak poza załogami przypisanymi do wynajętych maszyn latają nimi także stewardesy i stewardzi Lotu. Rzecznik Lotu nie chce mówić o kosztach. Zapewnia, że spółka działa w porozumieniu z Boeingiem i leasingodawcami.

— Wynajem maszyn zastępczych jest drogi i skomplikowany operacyjnie, a na dodatek niekomfortowy dla pasażerów. Ten ostatni punkt jest szczególnie ważny, bo Maxy latały na ważnych trasach — do Londynu, Barcelony czy Tel Awiwu — zauważa Michał Leman, zarządzający FlixBus Polska i ekspert lotniczy.

Problem 1 proc.

Z informacji „PB” wynika, że Ryanair nie zmienia rozkładu w związku z uziemieniem boeingów, choć sama firma odmawia komentarza.

„Ryanair znajduje się w okresie przed publikacją wyników rocznych w maju i nie może komentować obecnie planów dotyczących przyszłości” — brzmi oświadczenie firmy.

Irlandzki przewoźnik ma flotę złożoną wyłącznie z samolotów B737-800 — łącznie 450. Zamówił 135 B737 Max 200 i ma opcję na 75 kolejnych. W kwietniu ma odebrać pierwszy samolot, w maju dwa i dwa w czerwcu, a do sezonu letniego 2020 — 50 kolejnych. Już w marcu przedstawiciele firmy zapewniali, że w sezonie letnim w tym roku z powodzeniem zastąpią brakujące „Maxy” swoimi maszynami.

— W najgorszym wypadku Ryanair z opóźnieniem pozbędzie się B737-800NG, które nadal stanowią większość jego floty. W tym momencie w Europie jest nadpodaż miejsc, więc dla Ryanaira jest to wręcz korzystne, bo od Boeinga na pewno dostanie odszkodowanie, a nie musi nic otwierać na siłę, żeby zagospodarować zamówione samoloty — ocenia Michał Leman.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu