W aferze podsłuchowej przybywa dokumentów i pokrzywdzonych

Śledczy badają, czy na odnalezionych zniszczonych nośnikach danych są treści związane z nielegalnym podsłuchiwaniem urzędników i biznesmenów.

Niespełna trzy tygodnie trwa śledztwo dotyczące afery podsłuchowej, czyli nielegalnie nagrywanych rozmów urzędników, które opublikował „Wprost”. Od kilkunastu dni nie przybywa podejrzanych o udział w tym procederze — śledczy podejrzewają o to Łukasza N. i Konrada L. pracowników restauracji, w których doszło do nagrań, oraz Marka Falentę, przedsiębiorcę, który miał za nagrania zapłacić, i Krzysztofa Rybkę, jego bliskiego współpracownika (obaj wyrazili zgodę na publikowanie pełnego nazwiska). Przybywa znatomiast poszkodowanych.

— Rozrasta się krąg osób pokrzywdzonych. Jest już ich 18. Osoby, które podejrzewają że mogły być podsłuchane, zapraszamy do zgłoszenia się — mówi Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która prowadzi śledztwo.

Śledczy zapewniają, że pracują pełną parą, i przekonują, że efekty pracy są dobre, a nie są ujawniane ze względu na „tajemnicę śledztwa”.

— O tym, jak dynamiczne jest to śledztwo, świadczy to, że choć wszczęto je 17 czerwca, to akta już mają 10 tomów i jest w nich 2 tys. różnych dokumentów — mówi Renata Mazur.

Czym teraz zajmują się śledczy?

— Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Śledczego odnaleźli nośniki danych, które zostały specjalnie uszkodzone i ukryte przed organami ścigania. W tej chwili są one w trakcie badania, będziemy sprawdzać, czy odnoszą się one do naszej sprawy i czy uda się pomimo zniszczeń odtworzyć treści na nich zawarte — mówi Renata Mazur.

Pod koniec czerwca, przy okazji zatrzymania Marka Falenty i Krzysztofa Rybki (nie przyznają się do winy, złożyli wyjaśnienia), prokuratura informowała o zabezpieczeniu nośników, które przekazano do laboratorium ABW. Afera podsłuchowa wybuchła, gdy tygodnik opublikował nielegalnie podsłuchane rozmowy Marka Belki z Bartłomiejem Sienkiewiczem i Andrzeja Parafianowicza ze Sławomirem Nowakiem. Kilka tygodni później tygodnik opublikował nagrania kolejnych osób. Prokuratura — na podstawie zeznań Łukasza N. i Konrada L., którzy przyznali się do winy — informowała, że do nagrań doszło od lipca 2013 do czerwca 2014 r. a nagrano rozmowy „kilkudziesięciu osób z kręgu polityki i biznesu”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / W aferze podsłuchowej przybywa dokumentów i pokrzywdzonych