W firmach tyka kolejna bomba

Adrian Boczkowski, Anna Borys
opublikowano: 27-01-2009, 06:37

Toksyczne opcje to nie wszystko. Firmy znów płaczą. Przez jena. I tajemniczy CIRS

Wśród zarządzających krajowych instytucji finansowych znów huczy od spekulacji. Tym razem nie chodzi o toksyczne opcje walutowe, lecz o tzw. CIRS (Currency Interest Rate Swap). To instrumenty, które pozwalały zamieniać drogie kredyty złotowe na tanie denominowane w japońskich jenach. Teraz transakcje, które miały jedynie obniżyć ratę kredytową, pogrążają wiele przedsiębiorstw. Niektórym grozi upadłość. Ich szefowie i właściciele utrzymują, że nie byli świadomi ogromnego ryzyka.

Rok temu mało kto wśród bankowców i przedsiębiorców przejmował się ryzykiem walutowym, podpierając się ponad czteroletnim trendem spadkowym notowań JPY/PLN. Wiosną 2004 r. sto jenów kosztowało nad Wisłą 3,6 zł, a podczas ostatnich wakacji — już tylko 1,9 zł. Problem w tym, że w ostatnich miesiącach kurs JPY/PLN niespodziewanie, gwałtownie skoczył o ponad 90 proc. Zamiast kilku tysięcy złotych zysku na racie kredytowej teraz straty przedsiębiorców idą często w miliony złotych.

Problem CIRS może zmieść z powierzchni wiele firm. Według niektórych naszych rozmówców związanych z krajowymi instytucjami finansowymi bomba swapów walutowych tyka nawet mocniej niż toksyczne opcje walutowe. O ile bowiem opcje kupna waluty były wystawiane z reguły przez krajowych przedsiębiorców na maksymalnie rok, o tyle CIRS — na wiele dłużej. Często nominał instrumentu był zdecydowanie większy niż w przypadku opcji. Komisja Nadzoru Finansowego jednak uspokaja. Z jej danych wynika, że dla całej gospodarki problem swapów walutowych powinien okazać się mniejszy niż opcyjna zawierucha. Opierając się na grudniowym raporcie KNF oraz zachowaniu kursu JPY/PLN, można szacować, że straty polskich firm na CIRS sięgają 1-2 mld zł. Dla porównania straty na toksycznych opcjach walutowych mogą sięgnąć aż 4-7 mld zł.

Do redakcji "PB" niemal codziennie dzwonią rozżaleni przedsiębiorcy. Tylko nieliczni przyznają się do własnej głupoty i chciwości. Większość alarmuje, że dała się nabrać na agresywną sprzedaż i promocję możliwych zysków z CIRS przez banki, które "zapomniały" o pełnej informacji o ryzyku. CIRS miał być rewelacyjną metodą na obniżenie kosztów kredytów.

Tymczasem niektórzy analitycy podczas nieformalnych spotkań łapią się za głowę. Mówią, że "spięcie" CIRS jest niezwykle trudne i ryzykowne. Argumentują, że ryzyko jest tu tak duże, że żaden bank nie powinien oferować takich produktów, zwłaszcza niewielkim firmom, które nie otrzymują za swoje produkty czy usługi jenów.

W ubiegłym roku tego typu produkty finansowe oferowało krajowym firmom szczególnie kilka banków. W rozmowach z przedsiębiorcami najczęściej pada nazwa  BRE Banku. Jego przedstawiciele zapewniają nas, że transakcje CIRS są w ofercie banku od wielu lat i pierwsze półrocze 2008 r. nie odbiegało od poprzednio obserwowanej aktywności sprzedażowej.

"Brak jest danych na temat rynku tego typu transakcji w Polsce, a udział w nim BRE Banku, w naszym przekonaniu, nie odbiega od udziału w rynku innych instrumentów pochodnych" — twierdzi Roman Jamiołkowski, który kieruje biurem prasowym BRE Banku.

Więcej o samych CIRS i o obowiązkach informacyjnych z nimi związanymi przeczytasz we wtorkowym „Pulsie Biznesu”. Zobaczysz w nim także przykłady firm, które już opłakują dwukrotny wzrost kursu jena wobec złotego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski, Anna Borys

Polecane