W gospodarce inaczej, niż myślałeś

Justyna Dąbrowska
23-04-2018, 22:00

Korekta tu, korekta tam i mamy, co mamy, czyli: nowy obraz ubiegłorocznego PKB, słabszy wzrost inwestycji, większy deficyt…

W 2017 r. PKB Polski wzrósł realnie o 4,6 proc. r/r — wynika z ostatecznego szacunku GUS. Taką wartość znamy od lutego, gdy urząd podzielił się efektami wyliczeń wstępnych, ale na tym „nuda” się kończy.

Zaskakujący środek PKB

Ostateczny wynik przy zeszłorocznym PKB pozostał nietknięty, ale nie tempo w poszczególnych kwartałach. Okazuje się, że w pierwszym kwartale nasz PKB wzrósł o 4,4 proc. r/r (wobec podawanych wcześniej 4,1 proc.), w drugim o 4 proc. (tu brak zmian), trzecim 5,2 proc. (wcześniej 4,9 proc.), a w czwartym 4,9 proc. (wcześniej 5,1 proc.). Za przetasowania (chociażby utrata tytułu sprintera roku przez czwarty kwartał) odpowiadają przede wszystkim zmiany w inwestycjach, a konkretniej ich „przesunięcie” wstecz i „wygładzenie” ścieżki, nakreślonej przez roczną dynamikę (patrz wykres). Koniec końców roczna dynamika inwestycji w całym 2017 r. wyniosła nie 5,2 proc., jak dotychczas myśleliśmy, ale 3,4 proc. Inwestycje zaczęły więc notować dodatnią, roczną dynamikę nieco wcześniej, niż myśleliśmy (w 2016 r. w każdym z kwartałów byliśmy na minusie), miały zdecydowanie mniej spektakularną końcówkę, a w konsekwencjisłabszy wynik za cały rok. Co na to ekonomiści?

— Niższa dynamika inwestycji w całym 2017 r. mogłaby teoretycznie skłaniać nas do rewizji prognoz na ten rok, a konkretniej — do ich obniżenia. W praktyce oznaczałoby to jednak reakcję na czynniki jednorazowe. Na podstawie informacji GUS można bowiem wnioskować, że za słabszą dynamikę w czwartym kwartale odpowiada prawdopodobnie rezygnacja bądź przesunięcie zakupu samolotów przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Nowe dane GUS nie skłaniają więc nas do rewizji prognoz. W dalszym ciągu oczekujemy wzrostu o ok. 6-7 proc. r/r w całym 2018 r. i kontynuacji dobrej passy w budownictwie, w szczególności w pierwszej połowie roku. W późniejszych kwartałach budownictwo może mieć coraz większe trudności ze wzrostem, głównie ze względu na ograniczenia w dostępności siły roboczej — mówi Marcin Luziński, ekonomista BZ WBK. „Na spadek [dynamiki inwestycji — red.] złożyły się niższe nakłady poniesione przez jednostki sektora instytucji rządowych i samorządowych (w tym głównie nakłady poniesione przez jednostki samorządowe oraz nakłady poniesione na systemy uzbrojenia)” — czytamy w publikacji GUS.

Ciekawa sprzedaż

Kolejna porcja danych zaserwowanych w poniedziałek przez GUS dotyczy sprzedaży detalicznej w marcu 2018 r. Wzrosła realnie o 8,8 proc. r/r, a więc najmocniej w tym roku (w styczniu i lutym mieliśmy 7,7 proc.). Marcowy odczyt to nie tylko miłe zaskoczenie dla ekonomistów (mediana prognoz ekspertów ankietowanych przez Bloomberga sugerowała wzrost o 7,8 proc.), ale również rekompensata za nie najlepsze wyniki przemysłu (w marcu produkcja wzrosła zaledwie o 1,8 proc. r/r). — Pomimo mniej korzystnej bazy odniesienia z zeszłego roku i wejścia w życie ograniczeń w handlu w niedziele marzec był kolejnym miesiącem bardzo dobrych wyników sprzedaży detalicznej. Prawdopodobnie negatywny efekt dwóch niehandlowych niedziel w marcu został z nawiązką „zastąpiony” przypadającą na koniec miesiąca Wielkanocą, choć nie można także wykluczyć, że w związku z zamknięciem sklepów gospodarstwa domowe robiły zakupy niejako „na zapas” (zachęcane np. różnymi promocjami) i również w ten sposób niwelowały negatywne efekty — komentuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

W całym pierwszym kwartale 2018 r. sprzedaż detaliczna wzrosła realnie o 8,1 proc. r/r, wobec 7,5 proc. w czwartym 2017 r. Wówczas konsumpcja gospodarstw domowych wzrosła realnie o 5 proc. r/r (dane po korekcie). Ekspertka oczekuje więc, że początek tego roku w wykonaniu tego silnika PKB powinien być jeszcze lepszy. Kokosów nie spodziewa się natomiast po kwietniowej sprzedaży detalicznej.

— W kwietniu, ze względu na aż 4 niedziele wolne od handlu, wyniki sprzedaży detalicznej będą zapewne słabsze — twierdzi Monika Kurtek.

Większy deficyt

Na deser dane z obszaru finansów publicznych po weryfikacji przez Komisję Europejską, a więc deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2017 r. na poziomie 1,7 proc. PKB i dług 50,6 proc. PKB. W porównaniu ze wstępnymi szacunkami GUS, opublikowanymi 3 kwietnia, skorygowano dane o deficycie — o 0,2 pkt. proc. w górę. „Zmiana ta jest związana z dokapitalizowaniem przez budżet państwa podmiotówspoza sektora instytucji rządowych i samorządowych, która na tym etapie szacunku deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych została uznana za wydatek sektora” — czytamy w komentarzu Ministerstwa Finansów. Z dokapitalizowaniem czy bez, wartość naszego ubiegłorocznego deficytu w relacji do PKB jak na unijne standardy była i tak spora. Z danych Eurostatu wynika, że średnio w UE wynosił on 1 proc. PKB. Dwunastu krajom udało się przekuć okres dobrej koniunktury na nadwyżkę w budżecie (więcej na wykresie).

Na pocieszenie zostaje nam 3,1 mld zł nadwyżki, jakie po marcu tego roku miał nasz budżet — o których również w poniedziałek poinformował resort finansów, a na które sami sumiennie zapracowaliśmy. Dochody z podatku PIT w okresie styczeń-marzec wzrosły bowiem o 16,3 proc. r/r (ok. 1,8 mld zł), a — jak głosi komunikat MF — „wysokie dochody z podatku PIT wiążą się z dobrą sytuacją na rynku pracy oraz wysokimi wpłatami podatku od osób prowadzących działalność gospodarczą”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / W gospodarce inaczej, niż myślałeś