W każdej klasie psychologa potrzebuje kilkoro dzieci

Szkoła i rynek szkolny to nie tylko kolorowe zeszyty, ciekawe zajęcia dodatkowe i szybkie telefony oraz komputery, to także poważne choroby. Rozmawiamy o tym z Danutą Wieczorkiewicz, założycielką fundacji Zobacz… Jestem

„PB”: Czy to szkoła w jakiś sposób niszczy, dobija, psuje dziecko? Czy to kwestia nadmiaru obowiązków?

Danuta Wieczorkiewicz: Życie dzieci, młodzieży jest obecnie bardzo trudne. Zaczyna się to bardzo wcześnie — oddajemy dzieci już do superżłobków, w których rozpoczynają naukę dwóch języków obcych, potem mamy przedszkola, gdzie standardem są dwa języki obce i np. zajęcia z muzyki i baletu, a potem jest coraz bardziej pod górkę i coraz większa presja do uniesienia. Media, szybkość życia i sytuacja społeczna powodują, że obecnie dzieciom jest trudniej niż nam kiedyś, kiedy wszyscy mieliśmy szare mundurki, a trampki ewentualnie z Peweksu.

Teraz istnieje ogromna rewia mody i ogromna rywalizacja. Ze statystyk wynika, że w trzydziestoosobowej klasie 20 proc., czyli sześcioro dzieciaków, jest chorych na depresję. Do tego dochodzą inne zaburzenia, czyli zaburzenia zachowania, zaburzenia z kręgu autyzmu, np. zespół Aspergera, albo nadpobudliwość psychoruchowa, tzw. ADHD. W jednej klasie mamy więc przynajmniej kilkoro dzieciaków, które wymagają opieki psychologicznej albo psychiatrycznej, i to nie jest wina szkoły. Przynajmniej nie zawsze. Różne rzeczy mogą jednak dziać się w grupie rówieśniczej, którą jest klasa, ale także w szkole. I to ta szkoła często jest taką kropką nad „i” wywołującą zaburzenia.

Byłabym natomiast niesprawiedliwa, gdybym nie powiedziała, że z moich doświadczeń wynika także, że często to szkoła jest pierwszym miejscem, które jest w stanie zwrócić uwagę rodzicom na to, że z ich dzieckiem dzieje się coś złego. Pedagog szkolny np. wysyła rodzicowi taką informację: Pani córka schudła, chyba coś złego z nią się dzieje. Albo psycholog szkolny mówi: Pani dziecko powiedziało mi, że ma myśli samobójcze. Szkoła może więc być różna.

Posłuchaj:

Jak zauważyć i reagować wystarczająco wcześnie? Mówi się, że rodzice nie rozmawiają z dziećmi, bo są przepracowani. Są przepracowani, bo zarabiają,żeby kupić dziecku to, czego potrzebuje, albo to, co mają koledzy.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Około 2-4 proc. dzieci w przedszkolach choruje na depresję, czyli bardzo poważną chorobę, o której na szczęście coraz częściej się mówi. Jesteśmy w stanie ją rozpoznać już u bardzo małych dzieci, nawet poniżej trzeciego roku życia.

Pani jest w stanie to zrobić czy rodzic?

Rodzic również, o ile będzie wiedział i w ogóle dopuści taką możliwość, że być może to, co się dzieje z jego dzieckiem, to choroba, a nie to, że dziecko jest marudne albo niegrzeczne.

Co powinno nas zaniepokoić?

Jeżeli mówimy o dzieciach, które mają już kilka lat, to faktycznie mamy taką możliwość, żeby zobaczyć, że coś w naszym dziecku się zmieniło. Jeżeli ta zmiana trwa dłużej niż dwa tygodnie, miesiąc i jest w miarę stabilna, wywołuje w nas niepokój czy powoduje dyskomfort, a ponadto widzimy, że dziecko z jakiegoś powodu cierpi, powinniśmy się zaniepokoić. I to niezależnie od tego, co jest przyczyną: depresja czy zaburzenia odżywiania, przemoc rówieśnicza czy lęk przed panią od angielskiego. Zmiana zachowania u dziecka wymaga zareagowania.

Jeśli coś takiego zauważymy, to co dalej? Typowy rodzic korzysta obecnie z internetu.

To, co sprawia nam najwięcej kłopotu jako psychologom, to poradzenie sobie z lękiem rodzica, który boi się tego, że my jako specjaliści wytkniemy mu np. błędy w wychowaniu. Część rodziców obawia się, że od razu zgłosimy sprawę do sądu rodzinnego i dzieci zostaną im odebrane, a przecież terapeuci nie osądzają, nie oceniają. Psycholodzy i psychiatrzy są od tego, żeby zdiagnozować i podjąć takie działania, żeby dziecko nie ponosiło konsekwencji swojej choroby.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy