W KURNIKU POWSTAJĄ REPLIKI SAMOLOTÓW

Witold Nieć
opublikowano: 1999-11-26 00:00

W KURNIKU POWSTAJĄ REPLIKI SAMOLOTÓW

Zrekonstruowanie dawnego aeroplanu kosztuje setki tysięcy złotych

Dokładnie pięć lat temu Eugeniusz Pieniążek i Janusz Karasiewicz postanowili zarobić na budowaniu replik samolotów historycznych. Dziś skonstruowane przez nich maszyny latają w Niemczech, Austrii, Kanadzie i Szwecji. Każda w zależności od wyposażenia warta jest na rynku od 270 do 340 tys. złotych.

Na świecie użytkowanych jest kilkanaście tysięcy historycznych maszyn z różnych okresów. Ich właściciele zaliczają się do elitarnego klubu powietrznych krezusów. Samoloty te warte są często więcej niż nowoczesne maszyny sportowo-rekreacyjne.

— Tutaj każdy detal wykonany jest ręcznie, a każdy element konstrukcyjny — niepowtarzalny. Pilot z lat 20. lub 30. nie odróżniłby naszego samolotu od tego, na którym uczono go podstaw pilotażu — wyjaśnia Janusz Karasiewicz, właściciel firmy Serwis Samolotów Historycznych w Jasienicy (koło Bielska).

W 1934 roku do niemieckiej fabryki Bucknera trafił szwedzki konstruktor Anderson. Wkrótce potem powstał jeden z najlepszych do dziś samolotów szkoleniowych i akrobacyjnych Jungmann 131, na którym uczyli się piloci niemieckiej Luftwaffe.

— Ta maszyna zachowała do dziś wszelkie cechy nowoczesnego samolotu myśliwskiego, zresztą jeszcze zupełnie niedawno szkolili się na nim hiszpańscy piloci. Produkcję w tamtejszej fabryce zakończono dopiero w ubiegłym roku — podkreśla Janusz Karasiewicz.

Początki w piwnicy

Eugeniusz Pieniążek i Janusz Karasiewicz pierwszego Jungmanna zbudowali w piwnicy budynku bielsko-bialskiego aeroklubu. Wspominają, że było wygodniej i bliżej z domu.

— Pierwsze trzy maszyny sfinansował Ake Anderson Eskilstuny, szef szwedzkiego aeroklubu. Dziś jego piloci użytkują dwa wyprodukowane przez nas samoloty — opowiada Janusz Karasiewicz.

Kilka lat temu drogi Pieniążka i Karasiewicza rozeszły się. Każdy miał inną koncepcję działania w przyszłości.

Janusz Karasiewicz zaadaptował budynki po spółdzielni rolniczej i nadal buduje niemal już na przemysłową skalę Jungmanny, natomiast Eugeniusz Pieniążek wraz ze współpracownikami kończy budowę samolotu RWD 5.

— Ta moja hala to nic innego jak stare kurniki — żartuje Janusz Karasiewicz.

W środku stoi sześć gotowych kadłubów Jungmannów. Na każdego z nich czeka już nowy właściciel.

— Większość trafi za granicę, przede wszystkim do Niemiec, ale jeden na pewno będzie latać po polskim niebie — wyjaśniają pracownicy.

Marketingowy pokaz

W tym roku dwa samoloty z Jasienicy poleciały do Anglii na największy europejski zlot lotników amatorów.

— Polataliśmy tu i tam, pokazaliśmy się z jak najlepszej strony i negocjujemy kontrakty na kolejne maszyny. Nie organizujemy konkursów, nie szukamy nabywców poprzez ogłoszenia i reklamy. Do nas klient dociera sam. To jest dość zwarte środowisko. Wystarczy przejrzeć strony internetowe poświęcone lotnictwu i starym samolotom, by przekonać się jak dynamiczny i bogaty jest to rynek — mówi Janusz Karasiewicz.

Kiedy po raz pierwszy ogłosili, że mają zamiar produkować pochodzący z lat 20. samolot, w światku amatorów tego typu maszyn zawrzało.

— Pytali nas o detale, czy trzymamy się oryginalnych planów, jak rozwiążemy poszczególne problemy — wspomina Eugeniusz Pieniążek.

Każdy z powstałych w Jasienicy samolotów uczestniczył w kilkudziesięciu różnego rodzaju przelotach, paradach, rajdach i pokazach.

— Tylko w Niemczech, na najważniejszym dla nas rynku, prezentujemy nasz samolot kilkanaście razy w roku. Tam nas znają i cenią. Tam sprzedajemy najwięcej — twierdzi Janusz Karasiewicz.

Oprócz produkcji nowych samolotów jego firma zajmuje się również serwisem już latających maszyn. Trafiają tu także Jungmanny wyprodukowane w Hiszpanii.

Czy się opłaca

— To raczej nie jest wielki biznes lecz pasja. Może byłoby inaczej, gdyby fiskus nie traktował nas tak jak producenta gwoździ. Pomogłyby nam ulgi, choćby tylko na szkolenie uczniów — tłumaczy Janusz Karasiewicz.

O pieniądzach nie chce rozmawiać.

— No bo jak tu mówić o kosztach, gdy jeden samolot buduje się przez koło 8 tysięcy roboczogodzin. Ktoś przeczyta, że nasz samolot kosztuje w Niemczech 160 tys. DEM (340 tys. zł)i powie, że zbijamy fortunę. Tymczasem tutaj wszystko robi się ręcznie. I to całymi tygodniami — podkreśla właściciel wytwórni.

Aby wejść jeszcze mocniej na europejskie rynki, trzeba dostosować produkowane maszyny do obowiązującego w nich prawa. Dotyczy to również producentów replik historycznych samolotów.

— Staramy się o certyfikat wydawany przez Główny Inspektorat Lotnictwa Cywilnego. Przy nim ISO 9000 to drobiazg — wyjaśnia Janusz Karasiewicz.

Po Jungmannie — RWD

Tymczasem Eugeniusz Pieniążek w 1995 r. stanął na czele grupy pasjonatów, która postanowiła odbudować jeden z najlepszych polskich przedwojennych samolotów RWD 5. Obecnie prace są zaawansowane w 70 procentach.

— Pod koniec maja przyszłego roku samolot weźmie udział w jednym z krajowych spotkań lotniczych. Szacujemy że łączny koszt jego budowy zamknie się kwotą 450 tys. zł — ocenia Eugeniusz Pieniążek.

Przyznaje, że za pieniądze, które pochłonie budowana przez niego replika, można nabyć 3 samoloty dwuosobowe klasy experimental, ale podkreśla stanowczo, że nie takie. Termin zakończenia budowy przesuwano już kilkakrotnie, ponieważ prace są prowadzone w miarę dopływu środków od instytucji i firm wspierających przedsięwzięcie.

NAPĘDZĄ KILIENTÓW: Niemcy przygotowują się do uruchomienia produkcji Jungmanna również u siebie. Wyceniają go wstępnie na 300 tys. DEM, a to oznacza, że nam klientów nie odbiorą, lecz przysporzą. Zresztą pracujemy już nad prawdziwą rewelacją: równie starym i jeszcze lepszym samolotem — zapowiada Janusz Karasiewicz, właściciel wytwórni replik samolotów w Jasienicy. fot. ARC