W lodziarniach robi się gorąco

opublikowano: 28-02-2012, 00:00

Liderem rynku jest Grycan, ale konkurencja budzi się ze snu zimowego. O serca i żołądki Polaków z lodami walczą jogurty

Gdy kończą się zimowe mrozy, pora pomyśleć o letnich upałach. A do tych już szykują się lodziarze, którzy co roku z kieszeni spragnionych ochłody Polaków wyciągają ponad 1,1 mld zł.

Areną walki nie są już tylko chłodziarki i zamrażarki w sklepach, ale — coraz częściej — eleganckie lodziarnie w prestiżowych punktach. Stanowisko lidera tego rynku od lat zajmuje Zbigniew Grycan, ale podgryzać zaczynają go młode wilki.

Liderzy otwierają

W sieci Grycan działa dziś ponad 100 lodziarni. Koszt uruchomienia jednej sięga nawet 1 mln zł.

— Standard naszych lodziarni jest taki, że na ich prowadzenie nie można sobie pozwolić w miejscach, gdzie ruch trwa tylko przez kilka miesięcy w roku. Stawiamy na galerie handlowe w dużych miastach czy deptaki, miejscowości turystyczne — przynajmniej na razie — nas mniej interesują. Do tej pory otwieraliśmy ok. 15 lokali rocznie i powinniśmy utrzymać to tempo — mówi Elżbieta Grycan, żona Zbigniewa, współodpowiedzialna za rozwój sieci.

Jak dodaje, firma otwiera tylko lokale własne i — przynajmniej na razie — nie chce budować sieci franczyzowej. To wyjątek na polskim rynku. Konkurenci franczyzą bez wątpienia nie gardzą.

Tańsze w uruchomieniu od punktów Grycana są lodziarnio-kawiarnie Carte d’Or. Sieć buduje spółka Ice Cafe Concept, w której 36 proc. udziałów ma koncern Unilever, a 15 proc.

— Krzysztof Niebrzydowski, znany z zarządu Jago. Firma zapewnia, że najmniejsze punkty — czyli „wyspy” w galeriach handlowych — można otworzyć za 50 tys. Prowadzący duże lodziarnie przy deptakach na starcie muszą mieć 200-300 tys. zł.

— Rozwijamy sieć od około roku, mamy na razie 25 placówek. W tym roku uruchomimy kolejnych 15 punktów. Ruszamy wszędzie tam, gdzie jest wystarczający ruch — wkrótce otwieramy lodziarnie w Elblągu, Wejherowie czy Tczewie, ale też w Warszawie — mówi Adam Szczuka z zarządu Ice Cafe Concept. Firma liczy w tym roku na zwyżki, wywołane „efektem EURO”. W kwietniu wystartuje z kampanią promocyjną, skierowaną m.in. do kibiców.

— Jesteśmy na rynku znacznie krócej i startowaliśmy z zupełnie innego poziomu niż sieć Grycan, ale jesteśmy w stanie ją dogonić — mówi Adam Szczuka.

W ubiegłym roku sieć lodziarni zaczęła rozwijać również Zielona Budka, dawniej zarządzana przez Zbigniewa Grycana. Stawia na franczyzę i ma na razie 5 placówek.

Mali próbują

O klienta z najzasobniejszym portfelem chcą walczyć lodziarnie Häagen-Dazs. Marka należy do koncernu General Mills, jednego z głównych graczy na amerykańskim rynku spożywczym (w ubiegłym roku miał 14,5 mld USD przychodów).

Lody są dużo droższe od konkurencji (gałka kosztuje około 10 zł), ale o to chodzi — na razie jedyne lodziarnie otworzono w dwóch prestiżowych punktach Warszawy: przy ulicy Nowy Świat i w Galerii Mokotów.

Kawałek zamrożonego tortu starają się wykroić też sieci sprzedające mrożone jogurty. Światowy lider tego rynku, kanadyjski Yogen Früz z siecią 1,2 tys. placówek franczyzowych w 25 krajach, już dekadę temu próbował sił nad Wisłą, ale szybko się wycofał. Teraz zaczyna od nowa i stara się przekonać Polaków do prozdrowotnych walorów jogurtów.

— Mamy dwie placówki w Warszawie, prowadzimy teraz rozmowy z kandydatami na franczyzobiorców. Interesują nas głównie galerie handlowe, ale nie wykluczamy też współpracy z istniejącymi punktami gastronomicznymi, jak kawiarnie — mówi Anita Gagoś z Yogen Früz. Kanadyjczycy na dopiero raczkującym rynku będą jednak mieli polską konkurencję. Od krakowskich galerii handlowych zaczyna Loveyo, a od Warszawy — Redberry i Frooyog.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane