W poszukiwaniu chybotliwej równowagi

Ubezpieczyciele mają coraz bardziej pod górkę. Nie poradzili sobie ze starymi problemami, a na horyzoncie widać nowe.

Nie chciałbym być szefem firmy ubezpieczeniowej — te słowa, które przed świętami wypowiedział w rozmowie z „PB” jeden z ekspertów, najlepiej oddają stan branży ubezpieczeniowej.

Zobacz także

Ostra wojna cenowa, kryzys segmentu życiowego, niskie stopy procentowe, nowe regulacje prawne, szkody osobowe i finansowy cień unijnej dyrektywy Solvency 2 spowodowały, że ubiegły rok ubezpieczyciele uważają za ekstremalnie trudny. Tym trudniej uwierzyć, że nowy ma być... jeszcze gorszy. Nie dość, że branża nie poradziła sobie ze starymi zagrożeniami, to otrzyma jeszcze dwa mocne ciosy od rządu: podatek od aktywów instytucji finansowych i tzw. podatek Religi.

— W przyszłym roku rynek ubezpieczeń będzie działał już we względnie ustabilizowanym i bardziej przewidywalnym środowisku regulacyjnym, po wdrożeniu wytycznych dotyczących dystrybucji, implementacji rekomendacji U czy dostosowaniu do nowej ustawy ubezpieczeniowej. Jednak z uwagi na planowane nowe podatki, niskie stopy procentowe oraz niestabilne zachowanie giełdy papierów wartościowych w środowisku będzie odczuwalna presja na wyniki finansowe oraz koszty prowadzenia biznesu — mówi Piotr Twardokęs, członek zarządu firmy Metlife.

Marat Nevretdinov, szef grupy ubezpieczeniowej Europa, rysuje przed branżą dwa scenariusze. W pierwszym, pozytywnym, ubezpieczycielom uda się w nadchodzących miesiącach odzyskać równowagę. Będą w stanie znów myśleć o biznesie długofalowo i zaczną odrabiać spadek marż, który nastąpił w ostatnim czasie. Jeśli natomiast nowe regulacje i podatki przytłoczą ubezpieczycieli, to ziści się scenariusz negatywny.

— Na pewno nie wszystkie instytucje finansowe to przetrwają, co rodzi obawy o stabilnośćcałego sektora — podkreśla Marat Nevretdinov. Z punktu widzenia klientów najważniejszym trendem będzie wzrost cen. — Ostatni rok dla ubezpieczeń komunikacyjnych był bardzo trudny. Wdrożenie rekomendacji KNF w sprawie likwidacji szkód wpłynęło na znacząco na wzrost wartości średniej szkody, a trwająca wojna cenowa doprowadziła do strat technicznych. Dlatego rynek wyczekuje końca wojny cenowej i wzrostu składek — mówi Konrad Owsiński, dyrektor pionu ubezpieczeń biznesowych w Link4.

— Aby sytuacja na rynku uległa zmianie, musi w końcu nastąpić podwyżka cen polis komunikacyjnych, zwłaszcza przez największych graczy — twierdzi Artur Borowiński, prezes Compensy.

Ruchy cenowe rozpoczęły się już w połowie 2015 r. Był to jednak przedsmak tego, co czeka rynek w nadchodzących miesiącach. Podwyżka cen polis komunikacyjnych o 30-40 proc. wystarczy na pokrycie strat, które obecnie generuje ich sprzedaż (w ostatnim roku może to być nawet 1 mld zł). Do tego należy doliczyć koszty nowych danin, przede wszystkim podatku Religi. W sumie daje to wzrost cen o 50 proc., co oznacza, że przeciętna cena polis OC komunikacyjnego przekroczyłaby 500 zł. Segment życiowy czeka natomiast stagnacja. Mimo zapowiedzi żadnej firmie nie udało się zastąpienie niesławnych polis inwestycyjnych (nazywanych potocznie polisolokatami). Niskie stopy procentowe nie zachęcają klientów do lokowania oszczędności w tego typu produktach. Dlatego rynek dalej będzie ewoluował w kierunku produktów ochronnych, które nie są tak wysokomarżowe jak polisy inwestycyjne. Tegorocznym trendem będzie też postępująca konsolidacja. Wszystkie problemy, z którymi branża będzie musiała się zmierzyć, spowodują, że na sprzedaż biznesu w Polsce może zdecydować się jeszcze kilka mniejszych firm.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy