W sprawie Kulaka odbijają się problemy całej branży sprzedawców paliw

opublikowano: 06-03-2012, 20:29

Urzędnicy wolą ścigać tych, którzy mają braki formalne, niż tego, który leje opał do baku.

W ostatnią niedzielę tematem programu „Państwo w państwie” tworzonego przez Telewizję Polsat we współpracy z „Pulsem Biznesu” były perypetie Mirosława Kulaka, parającego się handlem olejem napędowym. Ściślej rzecz biorąc, stały się jednak punktem wyjścia do opisania problemu trapiącego całą branżę sprzedawców paliw nadających się zarówno do ogrzewania, jak i napędu pojazdów.

Prawo i biurokracja

Podobnie jak i innym przedsiębiorcom, Mirosławowi Kulakowi urzędnicy zakwestionowali oświadczenia, które powinni składać nabywcy oleju na cele grzewcze. Dzięki ich złożeniu jest on objęty niższą akcyzą, a co za tym idzie tańszy. Do marca 2009 r. przedsiębiorcy nie mieli jednak żadnych prawnych narzędzi, by weryfikować choćby tożsamość nabywców, nie mówiąc już o tym, co z olejem robią.

— Prawo było ułomne. Z jednej strony nakładało na przedsiębiorcę obowiązek brania oświadczeń od ludzi, ale osoby, które te oświadczenia składały, mogły pisać tam dowolne głupstwa. Pan nie mógł tego zweryfikować. Urząd mógł zweryfikować, bo miał dostęp do numerów PESEL, do własnych baz danych w urzędzie. Przy kontroli krzyżowej wychodziło, że oświadczenia są po prostu fałszywe — mówił w programie Sławomir Neumann, poseł Platformy Obywatelskiej.

Z tym m.in. związane są problemy Mirosława Kulaka. Ale nie tylko. Urzędnicy zakwestionowali oświadczenia, w których brak było np. kodu pocztowego lub podpis był w złym ich zdaniem miejscu. Przedsiębiorca nie kwestionuje przy tym samych przepisów.

— To nie jest złe prawo. To prawo funkcjonuje od 2002 r. I ono do 2005 r. było całkiem inaczej stosowane. Urzędnicy nie robili problemów. Uważali, że błędy formalne w oświadczeniach są po prostu błędami nabywców i jeśli sprzedawca miał rozliczenie to nie było problemów — zaznaczał Mirosław Kulak.

Gdy urzędnicy zmienili podejście, konsekwencją kontroli z 2007 r. było naliczenie spółce Mirosława Kulaka ponad 700 tys. zł karnej akcyzy. Mirosław Kulak nie jest przy tym jedynym z takim problemem. W programie wypowiadało się kilka innych osób będących w podobnej sytuacji. I to takich, od których fiskus domaga się większych kwot. Emisji programu towarzyszyła pikieta sprzedawców paliw zorganizowana przed gmachem Polsatu.

— My handlarze, nie policjanci — krzyczeli zgromadzeni.

Pomysły i ministerstwo

Zaproszony do studia poseł Solidarnej Polski Andrzej Dera poinformował, że zgłosił już odpowiednie poprawki do obowiązujących przepisów. Zwracał uwagę, że absurdalny jest fakt, iż przedsiębiorca legitymuje kupujących u niego towar.

— Uprawnienie do zakupu oleju opałowego mają właściciele instalacji grzewczych. W momencie nabycia takiego systemu ogrzewania na olej powinni zgłaszać się do urzędu celnego. Tam sprawdzana byłaby ich tożsamość i wiarygodność i wydawane odpowiednie zaświadczenie, z którym mogliby kupować olej z obniżoną akcyzą. Jeśli wykorzystywaliby go w sposób niewłaściwy, to aparat państwowy powinien się nimi zająć i ich ukarać. Nie hurtowników — przekonywał Andrzej Dera. Przemysław Talkowski zacytował podobną propozycję będącą jednym z wpisów internautów na stronie internetowej „Pulsu Biznesu”.

— Powinna być jedna stawka na olej napędowy i opałowy. Nie byłoby problemu. Jeśli już koniecznie państwo chce ulżyć tym, którzy ogrzewają domy, niech oni występują o zwrot akcyz. Tak jak mamy zwrot VAT na materiały budowlane — relacjonował propozycje internautów prowadzący program. Mirosław Kulak zwracał jednak uwagę, że podobne pomysły branża sprzedawców oleju zgłasza w Ministerstwie Finansów już od lat. Trafiają jednak w próżnię.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane