W Stoczni Gdańsk historia zatoczyła koło

Spółka stoi na progu bankructwa. Dziś udziałowcy spotkają się, by rozmawiać o rozwiązaniu problemu. Podobne dyskusje toczyły się w 2013 r.

Menedżerowie i akcjonariusze Stoczni Gdańsk (SG) od lat opracowują plany restrukturyzacji. Gorzej z realizacją. Kolebce Solidarności nie pierwszy raz grozi plajta. Dziś udziałowcy, czyli przedstawiciele ukraińskiego inwestora Siergieja Taruty oraz Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), spotkają się, by rozmawiać o rozwiązaniu problemów stoczni i o spółce GSG Towers, produkującej elementy wież wiatrowych. „Udziałowcy współpracują z zarządem GSG Towers i SG przy opracowywaniu strategii, która pozytywnie przełoży się na przyszłość spółek.

Zobacz więcej

STOCZNIOWA DEKADA: Dziesięć lat temu Siergiej Taruta kupił gdańską stocznię. Teraz ARP, kierowana przez Marcina Chludzińskiego, może odzyskać nad nią kontrolę. Fot. Marek Wiśniewski, Grzegorz Kawecki

Naszym wspólnym celem jest umożliwienie spółkom prowadzenia dochodowej działalności oraz realizowania inwestycji gwarantujących rozwój, a tym samym pracę załodze” — napisali przedstawiciele ukraińskiego inwestora w mejlu do „PB”. Do redakcji docierają sygnały, że władzom gdańskiej grupy zależy na odzyskaniu aktywów, które zgodnie z jednym z wcześniejszych planów naprawczych zostały sprzedane strefie ekonomicznej, by pozyskać pieniądze na restrukturyzację. Szanse na realizaję tego scenariusza są małe.

Pomoc zakazana

„Stabilny rozwój” chce stoczni zapewnić także ARP.

— Przedstawiliśmy ukraińskiemu inwestorowi kilka wariantów rozwiązania trudnej sytuacji SG, w której ARP ma obecnie 18,95 proc. akcji [agencja ma też połowę udziałów GSG Towers — red.]. Jedno jest pewne: nie ma możliwości kolejnego dofinansowania stoczni, ponieważ Komisja Europejska uznałaby to za niedozwoloną pomoc publiczną — podkreśla Anna Krawczyńska-Nowak, szefowa zespołu negocjacyjnego ARP.

Z informacji „PB” wynika, że agencja, która w poprzednich latach udzielała stoczni pomocy publicznej, może np. odkupić pakiet od Ukraińców i przejąć kontrolę. Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, także szukającego rozwiązania trudnej sytuacji stoczni, od miesięcy mówił natomiast o konieczności dokapitalizowania grupy przez obu udziałowców albo przez stronę polską, jeśli Ukraińcy nie zechcą wziąć w nim udziału. Teraz nie chce mówić o szczegółach.

— Mamy kolejną rundę rozmów na temat strategii i wynegocjowania nowej struktury właścicielskiej. Jesteśmy zaniepokojeni sytuacją SG i GSG, dlatego ważne jest, by w końcu coś ustalić — podkreśla Paweł Borys.

Déją vu

Obecna sytuacja stoczni przypomina tę z 2013 r. Wówczas grupa także była w bardzo złej sytuacji finansowej i groziła jej upadłość. Rafał Baniak, wiceminiter skarbu, mówił wtedy, że ratunkiem dla stoczni może być dokapitalizowanie przez obydwu właścicieli. Jednocześnie podkreślał, że udzielenie wsparcia przez ARP zakwestionuje Bruksela. W grę wchodziło także przejęcie kontroli nad stocznią przez agencję. Sprzeciwiał się temu jednak Siergiej Taruta, twierdząc, że rządowa instytucjawspiera konkurencję SG, a gdańską spółkę próbuje zatopić. Popierali go związkowcy, którzy dziś są zwolennikami szerszej współpracy z państwową Polską Grupą Zbrojeniową, skupującą stoczniowe aktywa. Kilka lat temu do mediów docierały — podobnie jak teraz — nieoficjalnie materiały, z których wynikało, że stocznia nie wywiązuje się z wykonania planów strategicznych i restrukturyzacyjnych.

Sugerowano, że winna jest strona ukraińska. Po wybuchu walk na kijowskim majdanie konflikt w stoczni ucichł. Mediatorem został Lech Wałęsa, mimo że wcześniej sprzeciwiał się sprzedaży stoczni Ukraińcom. Ostatecznie wynegocjowano restrukuryzacyjne porozumienie, którego realizacja nie przyniosła jednak efektów. Obecnie rozwód udziałowców może być jedyną szansą stoczni. Będzie on sporym zaskoczeniem, bo to politycy PiS i menedżerowie z nadania tej partii w październiku 2007 r., tuż przed przekazaniem władzy PO, zdecydowali się sprzedać stocznię Ukraińcom. Pojawiały się nawet obawy, że nowy rząd zechce zablokować transakcję, która nie była jeszcze zaopiniowana przez urząd antymonopolowy. Andrzej Jaworski, polityk PiS i ówczesny prezes spółki, zapewniał, że decyzji nie można będzie zmienić.

— Byłoby to działanie na szkodę spółki. To dobra transakcja. Nikt nie wierzył nam, że ktoś będzie w stanie wpłacić kwotę cztery razy wyższą niż obecny kapitał stoczni — mówił, chwaląc inwestycyjną hojność Ukraińców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Górnictwo / W Stoczni Gdańsk historia zatoczyła koło