W szampańskim nastroju więcej się zarabia

Na musujących winach możemy i zarobić, i stracić — albo więc zasłużymy na szampana, albo będziemy go potrzebować.

Nadchodzące tygodnie będą dla szampańskich producentów decydujące. Tegoroczne zbiory planowane są już na początek września, a utrzymującym się od końca maja upałom już udało się wyraźnie spowolnić rozwój winorośli. Jakość nowego rocznika zależy więc od sierpniowej pogody, a jakość naszego portfela, być może, od rodzaju sierpniowej lektury. Warto nie zwlekać z nabieraniem rozeznania w inwestycyjnych szampanach, bo nie wiadomo, ile czasu jeszcze upłynie, zanim nagle staną się za drogie.

SKRZYNKI Z POTENCJAŁEM:
Zobacz więcej

SKRZYNKI Z POTENCJAŁEM:

Najrzadsze na rynku butelki szampana licytowane są regularnie na światowych aukcjach. Za 4 butelki szampana Krug z 1962 r. zapłacono na londyńskiej aukcji 2,9 tys. GBP (17 tys. zł) — cena była więc na średnim poziomie. BONHAMS

Indeksy w górę

W 2014 r. terytorium Szampanii opuściło 307 mln butelek musującego wina, o 0,7 proc. więcej rok wcześniej. Tegoroczna sprzedaż utrzymywała się w pierwszym kwartale na stabilnym poziomie, podaje Comité Champagne, instytucja nadzorująca ten rynek. W latach 70. popyt szacowano jeszcze na około 50 mln butelek, popularność trunku wzrosła więc bezsprzecznie, szczególnie w segmencie konsumpcyjnym.

Jednak żeby mówić o potencjalne zarobkowym, rozważyć trzeba szampany trochę innej kategorii. Te najlepsze wyróżnić możemy stosunkowo szybko, przeglądając nawet indeksy londyńskiej giełdy Liv-ex. Instytucja ta, choć kojarzona jest zazwyczaj z monitorowaniem rynku czerwonego wina, publikuje również takie notowania jak Liv-ex Champagne 50. Przez ostatnie dziesięć lat średnia cena kolekcjonerskich szampanów wzrosła o 137 proc. Podrożały więc między innymi skrzynki takich producentów jak Bollinger, Krug, Louis Roederer czy Moët et Chandon, wytwarzającysłynnego szampana Dom Pérignon.

Niskie progi

Dom Pérignon, poza tym, że mądrościami na jego temat wykazywał się sam James Bond, odpowiadać może nawet za jedną czwartą wspomnianego indeksu. Różnice w cenach poszczególnych roczników tłumaczyć można jednak bardzo intuicyjnie. Nie wynikają raczej z niejednorodnych właściwości, ale z upływu czasu.

Dojrzewający od 1996 Dom Pérignon kosztować może więc nawet dwukrotnie więcej niż ten z 2004 r. Porównując ceny, dobrze jest też zauważyć, że szampany są relatywnie znacznie bardziej osiągalne niż na przykład bordoskie wina tej samej jakości. Średnia cena za skrzynkę musującego wina wchodzącego w skład indeksu Liv-ex Champagne 25 to około 1,5 tys. GBP (8,8 tys. zł), podczas gdy za najlepsze wina bordoskie zapłacimy średnio 4-4,5 tys. GBP (24-27 tys. zł), a za burgundzkie z Domaine de la Romanée-Conti nawet powyżej 20 tys. GBP (118 tys. zł).

W takim zestawieniu bariery wydają się stosunkowo niewysokie, ale trzeba mieć na uwadze, że na rynek wkroczy prawdopodobnie niebawem coraz więcej azjatyckich inwestorów.

Dobrze się trochę pospieszyć, zanim spekulanci pokażą nam, czego możemy żałować. Ekonomista Keynes przyznał podobno, że żałował w życiu właśnie tego, że nie wypił więcej szampana. Teraz przypuszczalnie żałowałby, że więcej nie zainwestował, szczególnie że i jedno, i drugie byłoby zgodne z podejściem popytowym.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W szampańskim nastroju więcej się zarabia