Wakacje sprzyjają świńskiemu wirusowi

Ile wspólnego mają jagody z ASF? Całkiem sporo. Branża boi się wysypu ognisk i przesuwającego się wirusa

Dziesięć kolejnych ognisk afrykańskiego pomoru świń (ASF) ogłosił Główny Inspektorat Weterynarii tylko w czwartek. Oznacza to, że mamy ich już 144 (40 w tym roku). W przypadku dzików ostatnie statystyki mówią o 2293 przypadkach, a najgorszy czas właśnie się zaczyna.

— Ludzie częściej się przemieszczają, w tym odwiedzają lasy. To kwestia i wakacji, i zbierania jagód. W efekcie wirus szybciej się przemieszcza. Paniki w branży nie ma, ale firmy naprawdę się boją — mówi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.

Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii, uspokaja, że w zeszłym roku o tej porze było podobnie.

— Bardziej niepokojąca jest informacja, że ostatnie ogniska wykryto w dużych gospodarstwach hodujących trzodę chlewną. Na razie jest jednak za wcześnie na wyciąganie wniosków. Niepokojący jest również fakt, że ASF u dzików się przesuwa — ostatnie wykryte przypadki ASF zanotowano już w znacznej odległości na zachód od Wisły (około 20 km), w zachodniej części województwa mazowieckiego — twierdzi Krzysztof Jażdżewski.

Odchodzenie od hodowli

W przypadku rozprzestrzeniającego się od czterech lat wirusa, najwyższą stawką w grze jest ochrona największego zagłębia hodowlanego, czyli Wielkopolski, ale też gospodarstw w woj.: kujawsko-pomorskim, łódzkim czy mazowieckim. Krajowy Związek Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej wyliczył, że gdyby ASF pojawił się na terenie całego kraju, odszkodowania dla rolników z tytułu straty inwentarza wyniosłyby 30 mld zł. Kwota obejmuje tylko utratę majątku w postaci świń, nie uwzględnia strat przetwórców, ubojni, producentów pasz itp.

— Niezależnie od scenariuszy to, co już widać, to odchodzenie rolników od hodowli trzody chlewnej. Na terenach wschodnich w ostatnich trzech latach ubyło 30 proc. producentów, głównie drobnych, ale to i tak bardzo duża zmiana. Rolnicy przyznają, że są w coraz gorszej sytuacji. Na niedawnej branżowej konferencji mówiono m.in. o trudnościach prowadzenia gospodarstwa na zagrożonych terenach — chodzi o ograniczenia związane z obrotem zwierzętami, sprzedażą tuczników itp. Producenci wprost deklarują, że zamykają działalność — mówi Tadeusz Blicharski, dyrektor Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus.

Będzie coraz trudniej

Jego zdaniem, jest to niby korzystne, bo przecież im mniej świń, tym mniejsze zagrożenie. Ale tylko pozornie, rozwala bowiem branżę na lata.

— Rolnicy, którzy zajmowali się hodowlą trzody, nie są w stanie ot tak przestawić się na inną produkcję i zostają bez dochodów. Nie zaczną wstawiać bydła do kojców dla świń, potrzebują innej infrastruktury i wiedzy, a dotychczasowe budynki zaczynają niszczeć. Nie będą ponadto w stanie od razu wrócić do tej hodowli po rozwiązaniu kwestii ASF — wyjaśnia Tadeusz Blicharski.

Na razie, jak wynika z ostatnich danych GUS-u, pogłowie świń się zwiększyło. To przede wszystkim wynik mocno rosnących w zeszłym roku cen.

— Zeszły rok był pod tym względem jednym z lepszych, nie ratuje to jednak sytuacji branży. W związku z ASF udało się przekierować eksport wieprzowiny do UE, otwarte pozostają jeszcze niektóre rynki trzecie, ale wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa będzie coraz trudniej. Niestety, sezon wakacyjny temu właśnie sprzyja — podsumowuje Witold Choiński.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Wakacje sprzyjają świńskiemu wirusowi