Warto powalczyć o układ

opublikowano: 30-07-2012, 00:00

Prawo: Przy likwidacji firmy najwięcej tracą najmniejsi kontrahenci ze zwykłymi wierzytelnościami. To im najbardziej powinno zależeć na układzie

Likwidacja oznacza koniec firmy, a układ daje nadzieję na jej przetrwanie. Przedsiębiorcy na skraju bankructwa chętnie chwytają się tej ostatniej deski ratunku i próbują dogadać z wierzycielami. Tylko ci nie zawsze skłonni są do układów, które zwykle polegają na umorzeniu mniejszej czy większej części ich należności. Ale dla nich to również może być ostatnia deska ratunku. Dlaczego warto walczyć o układ?

Kasa najpierw dla państwa

— W przypadku upadłości likwidacyjnej upadły i wierzyciele w ogromnej mierze tracą kontrolę nad postępowaniem. Syndyk po prostu sprzedaje możliwe najkorzystniej majątek upadłego — majątek, który mógłby generować zyski — mówi Piotr Gałuszyński, radca prawny, partner w praktyce bankowo-finansowej oraz restrukturyzacyjnej kancelarii White & Case.

Teoretycznie po likwidacji wierzyciele mają szansę na odzyskanie nawet całości swoich należności, ale praktycznie, jeżeli nie są zabezpieczeni rzeczowo albo ich wierzytelności nie są w inny sposób uprzywilejowane, z pieniędzmi mogą się pożegnać. Wszystko zależy oczywiście od konkretnej sytuacji, od wartości majątku dłużnika i jego zobowiązań. Ale trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że kolejność spłat zobowiązań w przypadku upadłości likwidacyjnej jest uregulowana ustawowo i najpierw pieniądze trafią do kasy państwa.

— Zanim nasz przedsiębiorca otrzyma jakiekolwiek pieniądze z masy upadłości, syndyk musi spłacić należności ze stosunku pracy, z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne oraz inne daniny publiczne, w tym oczywiście podatki — potwierdza Piotr Gałuszyński.

Na szarym końcu

Spłata długów przez upadłego następuje w ramach kilku kategorii. W pierwszej zaspokajane są przede wszystkim koszty postępowania upadłościowego, w tym koszty wynagrodzenia syndyka czy zarządcy sądowego oraz roszczenia alimentacyjne za okres od dnia ogłoszenia upadłości. W kategorii drugiej zaspokajane są wierzytelności pracowników upadłego wynikające ze stosunku pracy, wierzytelności rolników z tytułu umów o dostarczenie własnych produktów rolnych, pozostałe roszczenia alimentacyjne, niektóre należności rentowe oraz składki ZUS za ostatnie dwa lata sprzed ogłoszenia upadłości. W kategorii trzeciej znajdują się należności podatkowe i z tytułu innych danin publicznych (w tym dalsze składki na ZUS).

— Dopiero w kategorii czwartej zaspokojenie uzyskają inne należności, w tym w szczególności niezabezpieczone rzeczowonależności handlowe i umowne wierzycieli dłużnika, wraz z odsetkami za ostatni rok przed ogłoszeniem upadłości, odszkodowania umowne oraz koszty i procesu, i egzekucji — mówi mecenas Wojciech Trzciński, radca prawny w SSW Spaczyński, Szczepaniak i Wspólnicy.

Ale to rzadka sytuacja. Również dzięki przyjętej zasadzie spłaty, która polega na tym, że wcześniejsze kategorie muszą zostać zaspokojone do końca, nim będzie można przejść do kolejnych.

— Dopiero kiedy pozostanie kwota, która nie pozwoli w całości zaspokoić kolejnej kategorii, zostanie ona podzielona w taki sposób, żeby każdy z wierzycieli otrzymał jakąś część swoich należności — tłumaczy Paweł Halwa, partner w kancelarii Schoenherr.

Do tego wierzyciele posiadający zabezpieczenia rzeczowe na majątku upadłego będą mieli pierwszeństwo do zaspokojenia z obciążonego składnika majątku przed innymi wierzycielami.

— Oznacza to, że jeśli któryś z wierzycieli posiada hipotekę na nieruchomości upadłego, to on właśnie otrzyma kwotę uzyskaną ze sprzedaży tej nieruchomości, dopiero nadwyżka przekazana zostanie do masy upadłości — tłumaczy Piotr Gałuszyński.

A zastawy i hipoteki to standard, jeśli upadły finansował swoją działalność za pomocą kredytów. Dlatego też walka o układ powinna zainteresować szczególnie najdrobniejszych, najmniej znaczących wierzycieli, których należności nie są w żaden sposób uprzywilejowane.

— Często postępowanie likwidacyjne ciągnie się tak długo, że w efekcie wierzyciele, którym się coś należy, muszą czekać na wypłatę latami — mówi Paweł Halwa. Ponadto przeciągające się i skomplikowane postępowanie upadłościowe pociąga za sobą znaczne koszty, które pomniejszają majątek do podziału między wierzycieli.

Nie wystarczy się dogadać

To jeszcze jeden minus — prawnicy zgodnie przyznają, że postępowanie likwidacyjne trwa znacznie dłużej niż układowe. Wobec tego układ wydaje się najlepszym wyjściem. Nie jest jednak bez wad. Po pierwsze zatwierdzenie układu wcale nie jest takie proste. Co prawda to wierzyciele głosują nad układem i wystarczy, że dane warunki zaakceptuje większość z nich.

— Układ zostaje przyjęty, jeśli większość wierzycieli, mających co najmniej dwie trzecie sumy wierzytelności uprawniających do głosowania, opowie się za układem — mówi Wojciech Trzciński.

Pomijając fakt, że skoro waga głosów na takim zgromadzeniu jest proporcjonalna do wysokości należności, to najmniejsi wierzyciele z łatwością mogą zostać przegłosowani, do zatwierdzonego układu trzeba jeszcze przekonać sąd. I nie wystarczy mu informacja o warunkach i zgodzie na nie większości wierzycieli. Trzeba na podstawie konkretnych obliczeń udowodnić, że zaproponowane rozwiązanie układowe zaspokoi wierzycieli w większym stopniu niż w sytuacji likwidacji.

— Ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu jest możliwe, jeżeli zostanie uprawdopodobnione, że przy takim rozwiązaniu wierzyciele będą zaspokojeni w wyższym stopniu niż przy likwidacji — potwierdza Jakub Jędrzejak, partner w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr.

Problem w tym, że takie obliczenia to często przewidywanie przyszłości, której dokładnie przewidzieć się nie da.

Kwestia zaufania

Zaakceptowany przez sąd układ jeszcze nie daje gwarancji, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

— Mimo że upadłość układowa często rokuje większe szanse na odzyskanie należności, niejednokrotnie praktyka pokazywała, że układy nie są wykonywane przez upadłego, a jej ogłoszenie jedynie oddala moment choćby częściowego zaspokojenia wierzycieli, które nastąpi dopiero w toku postępowania likwidacyjnego — przyznaje Wojciech Trzciński. Znane są także przykłady prężnie działających syndyków, którym udało się na tyle sprawnie przeprowadzić proces likwidacji i korzystnie sprzedać majątek, że wierzyciele zostali przynajmniej w części zaspokojeni.

Wydaje się jednak, że układ to gra warta świeczki. Tutaj, jak wszędzie w biznesie, wiele zależy od zaufania. Jeśli dłużnik chce dalej funkcjonować na rynku i będzie mu zależało na utrzymaniu kontaktów z kontrahentami, których ma spłacić, zrobi wszystko, żeby układ wykonać. Zaufanie wierzycieli pozwoli im na większą wyrozumiałość i większą dawkę cierpliwości w sytuacji, która nie jest wygodna dla nikogo.

Kolejność spłat w przypadku upadłości likwidacyjnej:

Kategoria I: Koszty postępowania upadłościowego, w tym koszty wynagrodzenia syndyka czy zarządcy sądowego oraz roszczenia alimentacyjne za okres od dnia ogłoszenia upadłości.

Kategoria II: Wierzytelności pracowników upadłego wynikające ze stosunku pracy, wierzytelności rolników z tytułu umów o dostarczenie własnych produktów rolnych, pozostałe roszczenia alimentacyjne, niektóre należności rentowe oraz składki ZUS za ostatnie dwa lata sprzed ogłoszenia upadłości.

Kategoria III: Należności podatkowe i z tytułu innych danin publicznych (w tym dalsze składki na ZUS).

Kategoria IV: Inne należności, w tym w szczególności niezabezpieczone rzeczowo należności handlowe i umowne wierzycieli dłużnika, wraz z odsetkami za ostatni rok przed ogłoszeniem upadłości, odszkodowania umowne oraz koszty i procesu, i egzekucji.

Kategoria V: Odsetki, które nie zostały uwzględnione w powyższych kategoriach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu