Czytasz dzięki

Wciąż chciałem się pojedynkować

Robert Rybarczyk
opublikowano: 22-10-2020, 20:03

Przeczytał „Trzech Muszkieterów” Aleksandra Dumasa i zachorował na szermierkę. Wyzwał na szpady nawet rodzonego ojca. Wywalczył miejsce w kadrze narodowej. Kordian Lisiecki, wiceprezes Ferox Energy Systems, po pracy nadal krzyżuje floret z przeciwnikami.

„Tamci trzej fechtowali z nim nader zręcznie. D’ Artagnan sądził zrazu, że mają florety ćwiczebne zaopatrzone w gałki, ale widząc zadraśnięcia, stwierdził wkrótce, że broń jest ostra i sposobna do walki” – Aleksander Dumas, „Trzej Muszkieterowie”.

Florecista. W karierze zawodniczej Kordiana Lisieckiego, wiceprezesa Ferox Energy Systems, było wiele sukcesów, m.in. indywidualne wicemistrzostwo Polski juniorów w roku 1981.

W latach 80. ubiegłego wieku był zwyczaj, że trenerzy różnych dyscyplin odwiedzali podstawówki i „łowili narybek” – wysoki do siatkówki, zwinny do zapasów, leworęczny do szermierki.
– Ze mną było inaczej. Wszystko zaczęło się od powieści „Trzej Muszkieterowie”. Mama pracowała w bibliotece, więc jeszcze przed pójściem do podstawówki umiałem czytać i pisać. Jedną z pierwszych książek, jaką przeczytałem, a miałem wtedy siedem lat, byli „Trzej Muszkieterowie”. Kompletnie – i jak się okazało na lata – zafascynowała mnie szermierka. W pobliżu domu był sklep sportowy. Rodzice kupili mi plastikowe szpady i maski. Zakładali, że przygoda na tym się zakończy. Ja natomiast pamiętam, że ciągle chciałem się pojedynkować. Tylko czekałem, aż ojciec wróci z pracy, żeby móc wyzwać go na pojedynek. Ojciec miał po jakimś czasie dość. Rodzice postanowili zapisać mnie do klubu. Ale nie było to proste, bo byłem za młody. Pamiętam, że gdy trener w Pałacu Młodzieży w Katowicach rozmawiał z mamą, wziąłem floret do ręki i zacząłem pokazywać, jak walczę. Trener powiedział: „będzie z niego szermierz”. Tak kolejnych kilka lat, pięć razy w tygodniu, mama jeździła ze mną autobusem z Rudy Śląskiej do Katowic na treningi – wspomina Kordian Lisiecki.
W tamtych czasach krążyły wśród młodych ludzi legendy o morderczych treningach szermierzy. Także o trenerach, którzy za każde przewinienie płazowali po rękach. Pręgi po treningach to była norma.
– Pręgi po treningach miałem. Ale nie dlatego, że dostawaliśmy kary od trenera – powodem był brak takiego wyposażenia, jakie jest dzisiaj. Były blizny i szramy, bo walczyliśmy w dresach i kamizelkach. Dziś byłoby to nie do pomyślenia. Oczywiście dyscyplina, jak w każdym sporcie, była. Ale nie była to tresura – przyznaje wiceprezes Ferox Energy Systems.
O tym, że jest lepszy od rówieśników we florecie, zorientował się, gdy zaczął wygrywać. Jako 13-latek należał już do kadry Śląska. Pojechał wtedy do Warszawy na mistrzostwa Polski juniorów w roku 1974. Tam zrozumiał, że sporo jeszcze pracy przed nim. Po dwóch latach miał okazję na rewanż w Poznaniu. Wtedy już poszło mu lepiej.
Trenował go Józef Wiercioch. Po poznańskim sukcesie, który odbił się echem wśród szermierzy, wyłowił go trener Arnold Kulczyk. Dzięki niemu Kordian Lisiecki przeszedł do klubu Baildon Katowice. Trenował dwa razy dziennie. Wtedy odnosił największe sukcesy.
– To była pasja, która dawała mi gigantyczną satysfakcję i przynosiła sukcesy. Ale też dyscyplinowała, nie mogłem mieć problemów w szkole – podkreśla wiceprezes Feroksu.
Jako junior zdobył indywidualne wicemistrzostwo Polski w roku 1981. Rok wcześniej był na tej imprezie trzeci.

„W tej samej chwili szpada błysnęła w jego dłoni, natarł na swego przeciwnika, spodziewając się, że młokosa tchórz obleci. Ale d’ Artagnam poprzedniego dnia odbył chrzest bojowy i (…) postanowił nie cofać się ani o krok” – Aleksander Dumas, „Trzej Muszkieterowie”.

Same korzyści. Szermierka dała mi pewność siebie, umiejętność pełnej koncentracji na celu i zamiłowanie do wyzwań, a w sytuacjach stresowych – opanowanie. Poza tym zyskałem obycie w świecie – twierdzi Kordian Lisiecki.

Kordian Lisiecki był tak dobry, że trafił do kadry Polski, która wtedy szykowała się na XXII Letnie Igrzyska Olimpijskie 1980 rozgrywane w Moskwie. To podczas tej imprezy Władysław Kozakiewicz wykonał w stronę gwiżdżących rosyjskich kibiców swój słynny gest. Brąz drużynowy we florecie wywalczyli Lech Koziejowski, Adam Robak, Bogusław Zych i Marian Sypniewski.
Młody szermierz niestety do Moskwy nie pojechał.
– Nie zakwalifikowałem się. Byli lepsi – mówi krótko.
Przygotowywał się także do olimpiady w Los Angeles w 1984 r., lecz igrzyska zostały zbojkotowane przez państwa bloku socjalistycznego, w tym Polskę.
– Pamiętam, że ogłosili to, kiedy byliśmy na zawodach w NRD – wspomina Kordian Lisiecki.
Potem, jak często w wyczynowym sporcie bywa, doznał kontuzji. Zerwał więzadło krzyżowe w kolanie. Rehabilitacja trwała długo. Do wyczynowego sportu już nie wrócił. O szermierce jednak nie zapomniał. Interesuje się historią broni, kolekcjonuje ją. Ma szablę i różne rodzaje broni białej przywiezione z podróży. Ostatnio w Nepalu kupił nóż Gurkhów. Wcześniej w Malezji – sztylet. Istotne jest dla niego, by egzemplarze były oryginalne i charakterystyczne dla regionu, w którym przebywa.
Przez lata nie walczył. Ale w 2018 r. pojechał do Włoch na mistrzostwach świata weteranów.
– Poczułem atmosferę, choć minęło mnóstwo czasu. Zobaczyłem starszego mężczyznę ubranego w szermierczy strój z polskimi naszywkami. Nie kojarzyłem go sprzed lat. Podszedłem i zapytałem, gdzie trenował. On na to, że w Polsce nigdy nie trenował, a szermierkę zaczął uprawiać, kiedy przeszedł na emeryturę. Pamiętam, jak powiedział: „świetna zabawa” i dodał, że jest na mistrzostwach świata weteranów piąty raz. Pomyślałem sobie, że ten człowiek ma prawie 70 lat i jak tylko wróciłem, skontaktowałem się z Jackiem Burianem, z którym trenowałem w GKS Katowice. Pojechaliśmy kupić sprzęt. To było niesamowite, wzruszające, gdy kupowałem buty. Takie obuwie było kiedyś nieosiągalne. Podobne dostałem raz, na wyjazd na MŚ w roku 1980 razem ze strojem. Wtedy to było coś niesamowitego. Mama kupowała w Peweksie proszek i on był przeznaczony tylko do prania tego stroju – wspomina wiceprezes Feroksu.
Po Włoszech miał plan: potrenować rok, może półtora i pojechać na mistrzostwa świata weteranów jako zawodnik, ale pandemia pokrzyżowała mu plany, choć nadal trenuje. Wrócił do trenera Jacka Buriana, z którym skończył pracować wiele lat temu. Pomaga też swojemu klubowi.
– Jak? Szermierka to nie piłka nożna, nie ma nadmiaru pieniędzy. Robię darowizny – przyznaje Kordian Lisiecki.
Na pytanie, co mu dał ten sport, odpowiada:
– Wiele. Po pierwsze, w tamtych czasach możliwość wyjazdów za granicę, poznania świata i kontaktu z różnymi ludźmi. Nauczyłem się swobodnie nawiązywać kontakty i być otwartym na ludzi. Poza tym zyskałem obycie w świecie. Szermierka dała mi też pewność siebie, umiejętność pełnej koncentracji na celu i zamiłowanie do wyzwań, a w sytuacjach stresowych – opanowanie – wymienia Kordian Lisiecki.
W ten sposób szermierka – po latach wyczynowego uprawiania tego sportu – stała się pasją wiceprezesa Ferox Energy Systems. Firma jest przedstawicielem producenta silników gazowych Jenbacher i Waukesha na polskim rynku.
– Z obecnym wspólnikiem Krzysztofem Tomaszewskim pracowaliśmy kiedyś w jednym budynku w firmach, których biura znajdowały się na tym samym piętrze. Z czasem się zakolegowaliśmy. Zaczynały się czasy „krwawego kapitalizmu”, to był początek lat 90. Myśleliśmy o technologiach, które nie były dostępne w Polsce. To trwało kilka lat. Mój wspólnik podczas wizyty we francuskiej kopalni po raz pierwszy zobaczył urządzenie, które produkowało z gazu energię cieplną i elektryczną. W Polsce tego nie było. Ludzi, którzy wiedzieli, co to jest Combined Heat and Power (CHP), można było policzyć na palcach jednej ręki. Silniki gazowe mają zastosowanie tam, gdzie potrzeba dostępu do energii elektrycznej i ciepła. W tradycyjnych technologiach ta pierwotna energia zawarta w paliwie jest mało sprawna. Tu ze spalenia gazu powstaje energia elektryczna i ciepło, czyli znacznie efektywniej wykorzystujemy pierwotne paliwo – wyjaśnia Konrad Lisiecki.
Podczas lockdownu nie trenował. We wrześniu członkowie jego klubu wrócili do treningów. Walczyli w maskach szermierczych.
– Pod to maski ochronnej nie da się nałożyć, bo byśmy się udusili. Odległość między zawodnikami to dwa metry. Dawaliśmy radę. Teraz nasz klub UKS Floret tak jak cała Ruda Śląska jest w czerwonej strefie. Zajęcia sportowe zostały niestety zawieszone. Nikt nie wie, do kiedy – mówi weteran szermierki.


Odroczone plany. Kordian Lisiecki planował start w mistrzostwach świata weteranów, ale pandemia pokrzyżowała mu plany, choć nadal trenuje. Wrócił do trenera Jacka Buriana, z którym skończył pracować wiele lat temu. Pomaga też swojemu klubowi.

Zdjęcia Rafał Klimkiewicz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Rybarczyk

Polecane