WGI: to był burzliwy tydzień notowań złotego

Marek Druś
17-05-2002, 19:24

Miniony tydzień przyniósł silny spadek notowań naszej waluty. Kurs dolara do złotego, który jeszcze podczas poniedziałkowej sesji wynosił 4 złote zwyżkował o 1300 pkt. do 4,1325. Z kolei kurs euro do złotego w tym samym okresie wzrósł o 1200 pkt. z 3,66 do 3,78. Odchylenie złotówki powędrowało z minus 10,20 proc. do poniżej minus 8,4 proc. Ceny walut poszły silnie do góry już podczas pierwszych godzin poniedziałkowej sesji, kiedy to o konieczności osłabienia złotego wypowiedzieli się premier Leszek Miller oraz doradca ekonomiczny prezydenta RP Witold Orłowski. Trend osłabiania się złotego był również kontynuowany w pierwszych godzinach wtorkowego handlu. Kurs dolara do złotego wzrósł do 4,13, a kurs euro do złotego do 3,74. Sytuacja na rynku zmieniła się diametralnie po odbywającym się tego samego posiedzeniu rządu, który omawiał obecną politykę kursową. Ci, którzy oczekiwali, że szef resortu finansów wygłosi ostre słowa skierowane do RPP przeliczyli się. Marek Belka powiedział co prawda, że rząd chce zaproponować przyjęcie zasady regulowania złotego, ale zaraz dodał , że jest przeciwny usztywnieniu kursu złotego, a zmian w reżimie kursowym nie będzie jeśli nie zgodzi się na nie Rada Polityki Pieniężnej. Łagodny ton wypowiedzi ministra zaskoczył analityków, a złoty zaczął szybko odrabiać poniesione wcześniej straty. W rezultacie cena dolara podczas środowej sesji spadła do 4,06. Do 3,6650 osłabło również euro. Opublikowane w środę po południu dane o inflacji za kwiecień były zgodne z oczekiwaniami (3,0 proc.) i wszystko wskazywało na to, że rynek choć na krótko może się uspokoić. Tak się jednak nie stało. Kolejna zaskakująca wypowiedź Pana Belki o tym, że Rada Polityki Pieniężnej straciła wiarygodność z powodu zbyt dużej restrykcyjności i notowania naszej waluty ponownie zaczęły spadać. Kurs dolara do złotego dotarł do 4,11, a euro do 3,76. Chwilowa korekta wzrostowa naszej waluty była wynikiem czwartkowego wystąpienia prezesa NBP, który powiedział, że w porównaniu z reformami problem złotego jest sprawą drugorzędną, a planowane na piątek spotkanie robocze pomiędzy rządem, a Radą nie powinno być oceniane jako wydarzenie nadzwyczajne.

Jednak już kilka godzin później to właśnie Rada dała kolejny impuls do spadku ceny złotego. Na swoim posiedzeniu, którego tematem był dalszy kształt polityki pieniężnej RPP zaproponowała rządowi propozycje rozwiązania problemu silnego złotego. Jej zdaniem najlepiej, aby Polska jak najszybciej po wejściu do struktur UE przyjęła euro. Jej zdaniem rząd kupując walutę na spłatę długu zagranicznego powinien robić to na rynku walutowym, a nie w NBP. W rezultacie podczas pierwszych godzin piątkowej sesji jeden dolar wyceniany był na 4,1325 złotego, a jedno euro prawie na 3,78 złotego (odchyl.– 8,34 proc.)

Prognoza: Rynek ulega w dalszym ciągu znacznym wahaniom. Podobnie jak w zeszłym tygodniu inwestorom zalecamy wstrzymanie się z transakcjami. Co innego jeśli, ktoś lubi spekulację. W takim wypadku nie można sobie wyobrazić lepszego momentu do zarobienia paru złotych. Wydaje się, że na rynku będzie nadal nerwowo. Jeszcze dziś (tj. w piątek) resort finansów powinien przekazać NBP swoje propozycje zmian w polityce kursowej. Z kolei w poniedziałek poznamy dane o produkcji przemysłowej. Sejm będzie także debatował nad dwoma projektami zmian w ustawie o NBP: rządowym oraz poselskim.

Strategia: Eksporter i Importer: Czekaj

USD/JPY i EUR/JPY

Ostatnie dni na międzynarodowym rynku dolar/jena był bardzo ciekawe. Silne, dzienne, ponad 100 pkt. ruchy kursu pozwalały osobom charakteryzującym się sporą awersją do ryzyka nieźle zarobić.

Początek tygodnia przyniósł spadek notowań japońskiej waluty. Cena „zielonego” wzrosła ze 127,20 do 128,75. Fakt ogólnego wzrostu sentymentu dla amerykańskiej waluty spotęgowany został wystąpieniem przedstawicielem resortu finansów Nipponu Haruhiko Kurody, który powiedział, że kurs jena powinien odzwierciedlać fundamenty japońskiej gospodarki. Dodał on również, że jego ministerstwo nadal bacznie obserwuje rynek.

Od środy jen zaczął odrabiać straty i podczas pierwszych godzin piątkowej sesji kurs USD/JPY zniżkował do 126,40. Powody? Po pierwsze nastroje na amerykańskim rynku i tym samym sentyment dla dolara pogorszyły się. Po drugie indeks tokijskiej giełdy Nikkei 225 silnie sukcesywnie piął się do góry i pod koniec tygodnia miał najwyższą od 11 marca wartość. Trzecim czynnikiem wzmacniającym walutę Nipponu była publikacja danych o najwyższym od 1993 r., 52 proc. (r/r) wzroście nadwyżki na rachunku obrotów bieżących w marcu oraz bardzo dobrych wynikach eksportu. Po czwarte kurs USD/JPY spadał, ponieważ to właśnie eksporterzy jego silny, wcześniejszy wzrost wykorzystali do sprzedaży dewiz. W czwartek chwilową korektę wzrostową kursu wywołały obawy inwestorów co do możliwej interwencji na rynku w celu osłabienia jena. Dla krótkotrwałego wzrostu do 128,40 nie bez znaczenia pozostały obawy o to, że agencja Moody’s już niedługo może obniżyć i tak słaby rating dla japońskiego zadłużenia.

Krótkoterminowa prognoza: Naszym zdaniem, to już koniec wzmacniania się jena. W perspektywie najbliższego tygodnia inwestorzy powinny zajmować długie pozycje dolarowe, wykorzystując obecne niskie ceny kursu USD/JPY. Uważamy, że na rynku bardzo wzrosło ryzyko interwencji. Rośnie również prawdopodobieństwo obniżenia ratingu dla Japonii.

Strategia: Kupuj po 126,00/50; Stop loss 125,65-45 / Take profit 127,60-80/128,20-40

EUR/USD

Mijający tydzień na międzynarodowym rynku walutowym łatwo podzielić na dwie części. W pierwszej notowania euro silnie spadały. W drugiej odrobiły 100 proc. strat. Pierwsze dni handlu przyniosły znaczny spadek kursu EUR/USD z 0,9160 do 0,9000. Dolar zyskiwał głównie na fali silnej poprawy nastrojów na amerykańskich rynkach giełdowych, gdzie indeksy na Wall Street ostro szły do góry. Dla wzrostu wartości „zielonego” nie bez znaczenia pozostały również dobre dane makroekonomiczne z USA o większym niż oczekiwano, 1,2 proc. wzroście sprzedaży detalicznej w kwietniu. Wspólna waluta traciła również z powodu nie najlepszych informacji napływających z gospodarki strefy euro o: ciągłym braku porozumienia pomiędzy pracodawcami a związkowcami z IG Metall, 2,1 proc., czyli większym niż oczekiwano wzroście inflacji w kwietniu we Francji oraz spadku w maju sporządzanego przez niemiecki instytut ZEW indeksu oczekiwań ekonomicznych do 66,3 pkt. z 70,6 pkt. w kwietniu.

Od sesji środowej sytuacja na rynku uległa odwróceniu. Euro zaczęło odrabiać wcześniejsze straty. Spadek ceny „zielonego” spowodowała publikacja danych z USA o wyższym niż oczekiwano, 0,5 proc. wzroście inflacji w kwietniu, wynikającym głównie z 10,1 proc. wzrostu cen paliw. Kolejne dane były równie słabe. „Tygodniowe bezrobocie” wzrosło do 418 tys. wobec oczekiwanego spadku do 402 tys. Liczba nowo rozpoczynanych w kwietniu budów spadła o 5,4 proc. do 1,555 miliona. Dla przeceny dolara nie bez znaczenia pozostało wystąpienie szefa chicagowskiego FED-u Michaela Moskowa podczas którego powiedział on, że odrodzeniu amerykańskiej gospodarki w dalszym ciągu towarzyszy niepewność. Kurs EUR/USD zwyżkował także na fali informacji o osiągnięciu przez związkowców z IG Metall porozumienia w sprawie płac z pracodawcami sektora metalowego oraz oczekiwania inwestorów, że publikowane w piątek dane z USA pokażą, że deficyt handlowy USA za marzec ponownie okaże się rekordowy.

Krótkoterminowa prognoza: Opublikowane w piątek po południu dane o spadku deficytu handlowego USA w marcu z 31,75 do 31,63 miliarda dolarów były lepsze niż oczekiwano (prognozowano jego wzrost do 31,8 mld). Niestety tylko nieznacznie. Dodatkowo zrewidowano w górę dane z lutego. Naszym zdaniem w następnym tygodniu euro może dalej iść do góry. Być może w przypadku złamania poziomu 0,92 zobaczymy nawet poziom 0,9250.

Strategia: Kupuj euro na spadkach

Jaki jest „właściwy” kurs złotego?

Ostatnio wszyscy analitycy, ekonomiści i politycy zastanawiają się nad tym jaki powinien być optymalny poziom kursu dolara do złotego. Część z nich upiera się, że obecny kurs złotego jest za wysoki i szkodzi polskiemu eksportowi. Za ten stan rzeczy obwinia się głównie Radę Polityki Pieniężnej, która utrzymuje w Polsce wysoki poziom stóp procentowych, co zdaniem wielu specjalistów sztucznie wzmacnia naszą walutę. Jednocześnie za wszystkie niepowodzenia gospodarcze rząd nadal obwinia właśnie RPP, która stała się swego rodzaju kozłem ofiarnym.

Przede wszystkim należy zrozumieć specyfikę działania rynku walutowego, gdzie ma miejsce ustalanie kursu naszej waluty. Od kwietnia 2000 r. rynek walutowy działa według mechanizmów rynkowych czyli na zasadzie popytu i podaży walut zagranicznych (dolar i euro) na tym rynku.

W interesie eksporterów jest to aby złotówka była jak najsłabsza, ponieważ wówczas uzyskują oni więcej pieniędzy z działań ze sprzedaży towarów za granicę. Importerom z kolei zależy na tym aby złotówka była jak najmocniejsza, bo wówczas przeznaczają oni mniej złotówek na zakup zachodnich walut, które służą im do pozyskiwania towarów za granicą.

Nie bez znaczenia jest także rola rządu w tym procesie. Rząd Leszka Millera zdecydował o tym, że sfinansuje deficyt budżetowy poprzez emisję papierów skarbowych. Inwestycje tego rodzaju są bardzo opłacalne dla zagranicznych inwestorów, którzy aby kupić nasze obligacje muszą wymienić euro i dolary na złotówki, w ten sposób kreując popyt na polską walutę i wzmacniając ją.

Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak optymalny poziom kursu złotego, ponieważ na rynku jest wielu uczestników, którzy mają sprzeczne interesy i odmienne punkty widzenia. W kwestii poziomu kursu złotego importerzy i eksporterzy znajdują się na przeciwległych biegunach. W znacznej mierze to właśnie rząd, który tak mocno występuje w ostatnich dniach w obronie rodzimych eksporterów jednocześnie chce zdobyć fundusze na sfinansowanie deficytu budżetowego, co umacnia złotego i uderza w polski eksport.

Najlepszy kurs to ten, który jest ustalany na drodze mechanizmów rynkowych. Jednak trzeba się liczyć z tym, że rynek nie zawsze będzie ustalał kurs, który będzie najlepszy dla naszej gospodarki, a tym bardziej dla poszczególnych grup. Wówczas w grę wchodzi możliwość interwencji władz monetarnych.

Obecnie mamy sytuację, w której minister finansów chce zmienić sposób ustalania kursu walutowego i doprowadzić do swoistej mieszanki składającej się z mechanizmów rynkowych połączonych z pasmem wahań plus/minus 15 proc. Dużym problemem jest ustalenie kto miałby ustalać ten kurs centralny, od którego miałyby odchodzić widełki wahań. Jest to już słodka tajemnica ministra finansów i słodka gra, która ma przechytrzyć inwestorów krótkoterminowych. Proponowany system jest bezpieczny dla krajowych rezerw walutowych i nadal utrzymuje rynkowe zasady działania, ale w bardzo ograniczonym stopniu. Inną możliwością ingerencji jest fizyczne kupno lub sprzedaż dewiz przez bank centralny. Uważam, że ta droga jest bardzo niebezpieczna, dlatego że na rynku jest wielu inwestorów, którzy posiadają złotówki lub mają tzw. otwarte pozycje złotowe i chętnie wykupią dolary od NBP. Byłoby to rozwiązanie krótkoterminowe.

Wiadomo, że polskie rezerwy dewizowe to około 30 mld dolarów. Tak naprawdę mogłyby one skończyć się po kilku dniach handlu z udziałem NBP.

Złotówka znowu zaczęłaby się znowu umacniać także z tego powodu, że rząd i tak musiałby emitować nowe papiery skarbowe aby sfinansować deficyt budżetowy oraz uzupełnić pustą kasę dewizową. Inwestorzy nadal chętnie wykupują polskie papiery, bo w obliczu wejścia do Unii wiarygodność naszego kraju jest bardzo duża. Tak więc nie ma skutecznego narzędzia trwałego ustalenia kursu złotego na poziomie, który byłby wygodny dla ekipy rządzącej. Propozycja ministra Belki związana z ustalaniem kursu (kurs centralny i widełki) może wprawdzie spowodować osłabienie złotego i trzymanie naszej waluty w „ryzach”. Jest to jednak odejście od podstawowej zasady, zgodnie z która nasz kraj prowadzi działania gospodarki rynkowej, a także doprowadzi do stworzenia rynku, który będzie kontrolowany przez rząd.

KALENDARIUM

Poniedziałek 20/05/2002

16:00 Wskaźniki wyprzedzające za kwiecień – USA

16:00 Produkcja przemysłowa i jej ceny - Polska

Wtorek 21/05/2002

Brak publikacji istotnych dla rynku danych

Środa 22/05/2002

Brak publikacji istotnych dla rynku danych

Czwartek 23/05/2002

08:00 PKB za I kwartał – Niemcy

12:00 Bilans handlowy za marzec – dane wstępne – Euroland

12:00 Bilans handlowy za luty– dane poprawione – Euroland

14:30 Zamówienia na dobra powszechnego użytku za kwiecień – USA

14:30 Nowe podania o zasiłek dla bezrobotnych - 18/05/2002 – USA

18:00 Indeks Philadelphia FED za maj – USA

Piątek 24/05/2002

14:30 PKB za I kwartał – dane wstępne – USA

16:00 Sprzedaż nowych domów za kwiecień – USA

UWAGA!

W terminie 22 – 29 maja mają być podane dane z Niemiec o:

Inflacji za maj – dane wstępne

Cenach produkcji sprzedanej przemysłu za kwiecień

Cenach importu za kwiecień

Dokładne daty ani godziny publikacji nie są znane.

(czasu warszawskiego)

Źródło: WGI, Reuters, GUS, NBP.

Przygotowali: Jacek Jurczyński, Marek Nienałtowski - komentarz walutowy, dr Richard Mbewe - komentarz makroekonomiczny

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Druś

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / WGI: to był burzliwy tydzień notowań złotego