Wiarygodność kontrahenta kluczem do sukcesu

opublikowano: 28-03-2012, 00:00

W biznesie nie ma miejsca na sentymenty i kontrahentów trzeba sprawdzać. Taka prewencja jest znacznie tańsza niż interwencja.

Wszystkie firmy chciałyby współpracować z partnerami wiarygodnymi finansowo, ale jednocześnie 52 proc. z nich w żaden sposób nie sprawdza ich wiarygodności — przekonywali uczestnicy seminarium na temat wiarygodności kredytowej, zorganizowanego przez BIG InfoMonitor. Tymczasem polskim firmom trudno ufać, kiedy zaledwie 30 proc. faktur w naszym kraju jest płaconych w terminie. Zaufanie nie opłaca się też, jeśli średnio na fakturę trzeba czekać 120 dni, a proces odzyskania należności na drodze sądowej trwa ok. 830 dni. W trudniejszej sytuacji przedsiębiorcy najpierw opłacają podatki i ZUS, wynagrodzenia pracowników, kredyty i leasing, a na samym końcu kontrahentów i dostawców. Natomiast często tylko wpisanie firmy do rejestru dłużników mobilizuje ją do spłaty zobowiązania. Wszyscy chcemy być bowiem postrzegani jako partnerzy wiarygodni finansowo i z takimi współpracować.

Inne kraje zrozumiały już, jak bardzo ułatwia prowadzenie biznesu odpowiedni zasób informacji. My wciąż jesteśmy na początku drogi. Na przykład Niemcy o swoim potencjalnym kontrahencie mogą się dowiedzieć niemal wszystkiego w ciągu chwili.

— Przedstawiciel firmy, który idzie na spotkanie z takim kontrahentem, zna już całą jego historię kredytową, więc wie, z kim rozmawia, i może skupić się na sprawach biznesowych — twierdzi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich (ZBP).

Powinniśmy systematycznie zbierać wiarygodne dane, żeby zbudować odpowiednią bazę, ponieważ informacja jest na wagę złota. W jaki sposób pomaga w biznesie, prezes pokazywał na przykładzie sektora bankowego. 21 lat temu rozpoczęła się historia rejestru klientów, którzy nie wywiązują się ze zobowiązań wobec banków.

— Obecnie figuruje tam 2 mln 165 tys. wpisów. W tym 10 proc. to firmy — mówił prezes ZBP.

Na koniec stycznia br. banki udzieliły kredytów na 841 mld zł, z czego 246 mld zł poszło do firm. Pożyczki o wartości 65 mld zł są zagrożone. Stąd tak ważne są dane o niesolidnych klientach, które mogą być przetwarzane przez 5 lat od ich wpisania do rejestru. Prowadzony jest również rejestr dokumentów skradzionych lub sfałszowanych. — W ubiegłym roku udało nam się odnotować ok. 35 tys. prób posłużenia się takimi dokumentami. Powstrzymaliśmy ok. 7 tys. wniosków kredytowych na kwotę 530 mln zł i operacji płatniczych o wartości 985 mln zł — mówi Krzysztof Pietraszkiewicz.

Cenny jest również rejestr nieruchomości i ich cen transakcyjnych. Dzięki niemu banki mogą natychmiastowo sprawdzać wartość zabezpieczeń klientów, którzy inaczej musieliby znosić stosy dokumentów z aktualizacją wyceny zabezpieczeń. Firmy nie powinny obawiać się starań o uzyskanie informacji na temat swoich kontrahentów, prewencja jest bowiem zdecydowanie bardziej opłacalna niż późniejsza interwencja.

— Boimy się dokładnie prześwietlać naszych partnerów, ale jeśli prześwietla nas bank, do którego przychodzimy po kredyt, nikt się niczemu nie dziwi i nie sprzeciwia — zauważa Marcin Ledworowski, wiceprezes BIG InfoMonitor.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu