Wiatr na morzu ma swój czas

Polenergia zyskała renomowanego partnera, a PGE sobie go poszuka. Projekty związane z budową wiatraków na Bałtyku przyśpieszyły

Perspektywa budowy farm wiatrowych na polskiej części Bałtyku stała się w ostatnich dniach realna jak nigdy. W poniedziałek Polenergia, czyli jeden z dwóch (obok PGE) inwestorów przygotowujących się do takich inwestycji, pochwaliła się, że partnerem w tym projekcie będzie Statoil. We wtorek zaś PGE ogłosiła, że przyśpiesza prace nad projektami zlokalizowanymi tuż obok tych należących do Polenergii.

NORWESKIE WIATRAKI W POLSCE I W SZKOCJI
Zobacz więcej

NORWESKIE WIATRAKI W POLSCE I W SZKOCJI

Do wiatraków morskich Statoil podchodzi odważnie — u wybrzeży Szkocji postawił pierwszą na świecie pływającą farmę wiatrową Hywind, uruchomioną w październiku 2017 r. (na zdjęciu). Teraz dostrzegł szanse w Polsce. Fot. Roar Lindefjeld

Gigant wesprze Kulczyków

Informacja o Statoilu zrobiła wrażenie na inwestorach — giełdowy kurs Polenergii, kontrolowanej przez rodzinę Kulczyków, wzrósł na wczorajszej sesji o kilkanaście procent. Umowa zakłada, że Statoil kupi od Polenergii 50 proc. udziałów w dwóch spółkach: Polenergia Bałtyk II i Polenergia Bałtyk III, których celem jest budowa wiatraków morskich o łącznej mocy 1200 MW.

— Dla Polenergii współpraca ze Statoilem oznacza wejście do wyższej ligi biznesowej. Tak renomowany partner przełoży się na poprawę wizerunku, a także na możliwości współpracy z instytucjami europejskimi — podkreśla Paweł Puchalski, szef działu analiz Domu Maklerskiego BZ WBK.

Statoil to norweski gigant, kontrolowany przez państwo, zaangażowany w poszukiwania i wydobycie ropy i gazu na całym świecie, a także jeden z najaktywniejszych graczy na globalnym rynku morskich farm wiatrowych. Statoil jest też najważniejszym graczem na szelfie norweskim, gdzie współpracuje na kilku koncesjach m.in. z polskim PGNiG.

— Warto też zwrócić uwagę, że umowa ze Statoilem wycenia w tej transakcji morskie wiatraki na 230 mln zł. Całkowita kapitalizacja Polenergii, która poza tym ma w portfelu lądowe farmy wiatrowe i gazową elektrownię Nowa Sarzyna, to ok. 660 mln zł. Wycena nie odzwierciedla potencjału spółki — zauważa Paweł Puchalski.

Gigant liczy na wsparcie

Wejście Statoilu do morskiej branży wiatrowej oznacza, że znów mamy w niej potężnego inwestora zagranicznego. Jeszcze w 2012 r. wśród graczy zainteresowanych takimi projektami były m.in. hiszpańska Iberdola i portugalska EDP Renewables. W kolejnych latach wycofały się jednak z Polski. Na placu boju pozostał wtedy Polenergia i PGE, prowadzące badania środowiskowe, a także bierny do dziś PKN Orlen (PGE i Orlen są kontrolowane przez państwo). Pozyskanie takiego partnera mogło nie być dla Polenergii łatwe.

— Głośno jest przecież o inwestorach zagranicznych zaangażowanych w lądowe farmy wiatrowe w Polsce, którzy wystąpili z roszczeniami wobec skarbu państwa w związku ze zmianą przepisów dotyczących m.in. wsparcia — zauważa Kamil Kliszcz, analityk DM mBanku.

— Przykłady zagranicznych firm, które są niezadowolone z inwestycji w wiatraki na lądzie, mogły nie mieć dla Statoilu znaczenia. W spodziewanych przyszłych aukcjach dla farm na morzu kluczowym gwarantem wsparcia będzie bezpośrednio państwo, a nie kontrolowane przez nie spółki. To zwiększa pewność inwestycji — tłumaczy Paweł Puchalski.

Według niego, aukcji dla morskich farm wiatrowych można się spodziewać w 2019 lub 2020 r. Czeka na nie również Statoil.

— Biorąc pod uwagę ceny energii elektrycznej w Polsce, a także fakt, że inwestor będzie musiał budować również przyłączenie do sieci, wsparcie wydaje się konieczne, by projekt był opłacalny — przekazało nam biuro prasowe Statoil.

PGE też poszuka giganta

O ile Polenergia jest już gotowa do aukcji, o tyle PGE pracuje jeszcze nad uzyskaniem pozwoleń. Ale przyśpiesza.

— Otoczenie regulacyjne i technologiczne skłania nas do inwestycji w farmy wiatrowe na Bałtyku o mocy około 1000 MW w perspektywie połowy lat 20 — tak na nasze pytania odpowiedział Henryk Baranowski, prezes PGE.

To ważna deklaracja, bo PGE informowała dotychczas, że przygotowuje się równolegle do trzech inwestycji: w wiatr na morzu, atom i nową odkrywkę w Złoczewie. Na wszystkie trzy pieniędzy nie ma, a atom nadal ma poparcie rządowe. To oznacza, że oddalać się może perspektywa inwestycji w Złoczewie. Z naszych informacji wynika, że PGE intensyfikuje przygotowania do budowy morskich farm wiatrowych. Jej przedstawiciele zapewniają, że firma ma budżet na kontynuowanie przygotowań i jest gotowa na sojusz z branżowym inwestorem.

— W branży offshore to naturalne, że dużych projektów nie realizuje się samodzielnie — mówi osoba znająca sytuację w projekcie. Wniosek o wydanie decyzji środowiskowej PGE złożyła w grudniu 2017 r., teraz trwają badania oddziaływania inwestycji na środowisko.

15,8 GW Tyle wyniosła na koniec 2017 r. całkowita moc wiatraków morskich w Europie (według danych WindEurope). To wzrost o 25 proc. w stosunku do 2016 r.

4 tys. Tyle turbin morskich kręci się dziś w jedenastu krajach Europy, najwięcej zlokalizowanych jest w Wielkiej Brytanii i Niemczech.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wiatr na morzu ma swój czas