Wiele do zrobienia

Jarosław A. Sobkowiak MIC
opublikowano: 04-04-2005, 00:00

Jedno przede wszystkim przebija z całości nauczania Jana Pawła II — zaproszenie do pozbycia się lęku przed nowym, zwłaszcza trudnym, burzącym wygodne schematy.

I z takim nastawieniem chciałbym wydobyć kilka wątków papieskiego nauczania poświęconych życiu społecznemu.

„Laborem exercens”

Zasadniczym celem pierwszej z encyklik społecznych — „Laborem exercens”, ogłoszonej 14 września 1981 r. — było prześledzenie przemian, jakie miały wpływ na świat pracy. Zdaniem Papieża, to praca stanowi klucz interpretacyjny tzw. kwestii społecznej. By ją właściwie zrozumieć, należy zauważyć różnicę pomiędzy „czynem człowieka” a „czynem ludzkim”. Pierwszy oznacza wszystko, co człowiek robi, a co niekoniecznie musi być właściwe tylko jemu. „Czyn ludzki” oznacza zaś czyn właściwy tylko człowiekowi — wolny i świadomy. Praca pozostaje zatem działalnością człowieka, w której wyraża się on i rozwija jako człowiek. Zarysowuje to dwa wymiary pracy: „przedmiotowy” (praca jest przedmiotem działania człowieka, poprzez który przemienia on świat) oraz „podmiotowy” (nie ma ważniejszego celu od rozwoju człowieka jako człowieka). Wynika z tego, że człowiek nie może być rozważany jako przedmiot czy narzędzie pracy, lecz jako jej podmiot. Niedocenianie tego aspektu doprowadziło do rozdzielenia pracy i kapitału. By upodmiotowić człowieka w procesie pracy, Papież proponuje rozwój akcjonariatu pracowniczego, polegającego na udziale pracownika w zarządzaniu przedsiębiorstwem oraz na określonych formach współwłasności. Ale to nie tylko przywilej i prawo, lecz przede wszystkim — jak to Papież nazywa — „partycypacja w odpowiedzialności”.

Praca jest zatem formą pomnażania dobra wspólnego. Władza zaś, która znajduje usprawiedliwienie w dobru wspólnym, musi podjąć ciężar odpowiedzialności za planowanie i organizację zatrudnienia. Dlatego jaskrawym przejawem oderwania pracy od kontekstu dobra wspólnego jest bezrobocie. Papież rozumie je jako „brak pracy dla podmiotów do niej zdolnych”. A zatem pytanie o liczbę miejsc pracy nie może być rozważane wyłącznie w kategoriach zysku ekonomicznego, lecz — przede wszystkim — w kontekście dobra osoby. To ze względu na osobę, bezrobocie jest odstępstwem od fundamentalnego prawa człowieka do pracy, przez co staje się moralnym złem, którego nie może usprawiedliwić żadna władza. Nie oznacza to jednak gospodarki planowej, sterowanej centralnie. Papież czyni rozróżnienie między pracodawcą bezpośrednim i pośrednim. Państwo — „pracodawca pośredni” — odpowiada za organizację przestrzeni do tworzenia miejsc pracy i jej wykonywania. „Pracodawca bezpośredni” troszczy się o godziwość warunków pracy oraz wynagrodzenie. Państwo występuje w roli pomocniczej i jego ingerencję w domenę działań „pracodawcy bezpośredniego” mogą usprawiedliwiać tylko rażące niedomagania czy nadużycia. W tym też kontekście Jan Paweł II ukazuje prawdziwą rolę związków zawodowych: nie są powołane do przeciwstawiania się interesom pracodawcy bezpośredniego (co w warunkach polskich — słusznie czy nie — jest najczęstszą formą). Należą do ciał pośrednich i mają za zadanie przede wszystkim kontrolę nad tym, co wadliwe w systemie posiadania środków produkcji, ich zarządzania i dysponowania.

„Sollicitudo rei socialis”

W drugiej encyklice społecznej — „Sollicitudo rei socialis” — ogłoszonej 30 grudnia 1987 r., w 20. rocznicę „Populorum progressio” Pawła VI — Jan Paweł II, analizując zmiany, jakie są udziałem Europy Środkowej i Wschodniej, stawia pytanie o rozwój. Zwraca uwagę na to, że nie sposób sprowadzić rozwoju do postępu ekonomicznego, technicznego czy gospodarczego. Wyrwanie go z kontekstu dobra osoby rodzi skrajności: „niedorozwój” (kryzys mieszkaniowy, bezrobocie, zadłużenie) i „nadrozwój” (nagromadzenie dóbr i usług prowadzące do konsumpcjonizmu). Konsekwencje? Błędnie pojęty rozwój prowadzi do powstania świata określanego w literaturze fachowej jako „świat jednej piątej”. Oznacza to, że prawdziwy rozwój musi wypływać z natury człowieka i ma być przez nią ukierunkowany, a rozwój wyrwany z kontekstu antropologicznego i osadzony wyłącznie w kontekście ekonomicznym czy wręcz ekonomistycznym prowadzi do zjawiska, które papież nazywa „radykalnym nienasyceniem”. Jedną z możliwości przywrócenia właściwej optyki jest solidarność, nazywana często „miłością preferencyjną dla ubogich”. Nie oznacza ona formy emocjonalnego rozrzewnienia czy współczucia, lecz mocną i trwałą wolę angażowania się na rzecz wspólnego dobra.

„Centesimus annus”

W ostatniej z encyklik — „Centesimus annus”, ogłoszonej w 100. rocznicę encykliki społecznej papieża Leona XIII („Rerum novarum” 1891) — Jan Paweł II proponuje refleksję nad transformacjami, jakie dokonały się w naszym regionie. Poddaje krytyce nie tylko system, z którego wiele krajów się wyzwoliło (socjalizm), ale również ten, ku któremu zmierzają (liberalizm i społeczeństwo konsumpcyjne). Zdaniem Papieża, oba systemy mają wspólne źródło: błędną koncepcję antropologiczną. Typowym jej przejawem jest stosunek do własności. Poprzedni system negował kategorię własności prywatnej, nowy zaś uczynił z niej prawo absolutne, powołując się przy tym (ustami wielu polityków, także prawicowych) na nauczanie Kościoła. Tymczasem stanowisko Kościoła, przypomniane przez Jana Pawła II, jest jasne — prawo do własności pozostaje fundamentalnym prawem osoby, musi być jednak powiązane z pracą jako jedyną formą nabywania własności oraz z zasadą powszechnego przeznaczenia dóbr. Zatem prawo do własności, choć naturalne i osobowe, nie jest jednak absolutne. Musi się liczyć z szeroko pojętym dobrem wspólnym. Szczególnie cenne wydaje się dostrzeżenie nowych form własności, takich jak wiedza, technika i umiejętności. Pozbawienie człowieka dostępu do tych form własności jest marginalizacją jednostki. I tak zarysowuje się nowy typ społeczności, opartej na wolności pracy, powszechnym uczestnictwie i przedsiębiorczości. Ta zaś oznacza, że przedsiębiorstwo nie może być wyłącznie wspólnotą kapitałów, ale powinno być przede wszystkim wspólnotą osób.

Wszystko to ukazuje człowieka jako fundament i cel życia społecznego, które powinno wspierać się na prawdzie, wolności, sprawiedliwości i miłości. Pozornie są to pojęcia nieostre, lecz coraz częściej można zauważyć, również na gruncie etyki biznesu, że „etyka się opłaca”.

Powyższe refleksje są wyrażone językiem teologii, może nieco odległym od języka fachowego pisma poświęconego zagadnieniom biznesu. Można je przyjąć na dwa sposoby: potraktować je jako zbiór pobożnych życzeń, wyrażonych w hołdzie gasnącemu pontyfikatowi albo — bardziej pragmatycznie — jako próbę wyciągnięcia wniosków z historii, w której zdarzały się momenty wiary w to, że prawa rynku zastąpią dekalog, a gospodarka znajdzie normy wyjaśniające samą siebie (klasyczny przykład: nieuwzględnianie przez lata kosztów zużycia środowiska naturalnego). Szczęśliwie, takie uproszczone myślenie należy do przeszłości. Właśnie w imię pragmatyzmu i odpowiedzialności za przyszłość należałoby poważnie rozważyć propozycję nowych wyborów etycznych, gdyż „tak wiele mamy do zrobienia”.

Autor jest członkiem Stowarzyszenia Polskich Teologów Moralistów, adiunktem w Katedrze Teologii Moralnej Szczegółowej UKSW w Warszawie oraz redaktorem naczelnym „Studia Theologica Varsaviensia”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław A. Sobkowiak MIC

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wiele do zrobienia