WIG20 jest wart 10 proc. więcej

opublikowano: 02-05-2012, 00:00

Gdyby indeks blue chipów odzwierciedlał to, jak analitycy wyceniają spółki z jego portfela, jego wartość powinna sięgać 2465 pkt

Bloomberg sprawdził, jaką wartość osiągnąłby w tym roku indeks S&P500 po uwzględnieniu prognoz kursów tworzących indeks spółek, przedstawionych przez ponad 10 tys. analityków. Wyszło 1569,74 pkt, czyli ponad 13 proc. więcej niż obecnie i nawet nieco więcej niż historyczny rekord indeksu z października 2007 r. (1565,15 pkt).

None
None

„PB” przyjrzał się natomiast temu, jaka byłaby wartość WIG20 w świecie pożądanym przez analityków, czyli takim, gdzie sporządzone przez nich wyceny spółek odpowiadałyby dokładnie temu, jak firmy ocenia rynek. Obliczyliśmy średnią z cen docelowych z grubo ponad stu raportów analitycznych o spółkach z flagowego indeksu GPW, jakie ukazały się przez ostatnie 3 miesiące.

Wynik? WIG20 powinien wynosić 2465,89 pkt, a więc ponad 10 proc. więcej niż na wczorajszej sesji i mniej więcej tyle, ile wynosił w połowie załamania na rynku w sierpniu zeszłego roku. To wniosek zbieżny z prognozami zarządzających TFI. Przed tygodniem pisaliśmy w „PB”, że wierzą oni w powrót hossy, uważają, że akcje spółek są tanie, a potwierdzeniem tego jest duża aktywność inwestorów w obszarze fuzji i przejęć.

Najświeższy przykład to wezwanie na walory Centrum Klimy po cenie prawie o 30 proc. wyższej od rynkowej. Wcześniej Rabobank zaoferował dużą premię za odkupienie akcji BGŻ, a inwestorzy mający chrapkę na Empik i Mondi zdecydowali się nawet na podbicie stawki, byle tylko zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu wezwania. To znak, że dobrze oceniają perspektywę stóp zwrotu.

Innego zdania niż zarządzający i niektórzy duzi inwestorzy są stratedzy rynkowi.

I to po obu stronach oceanu. Ci z USA są zdania, że 12-procentowy wzrost, jaki S&P500 zanotował w tym roku, to wszystko, co jest możliwe do osiągnięcia, a na koniec roku indeks amerykańskich blue chipów będzie wart 1384 pkt, a więc o 1,5 proc. mniej, niż na zamknięciu sesji w miniony piątek. Także rodzimi stratedzy zalecają ostrożność. DM IDMSA spodziewa się spadków w najbliższych miesiącach, ryzyko spadku WIG20 poniżej 2090 pkt dostrzega też DM BPS, a DI BRE Banku i DM BZ WBK otwarcie namawiają do trzymania się z daleka od rynków akcji.

Nie przeszkadza to jednak temu, by ci sami analitycy (a także ich koledzy z innych biur maklerskich) wyceniali wybrane spółki z WIG20 na więcej, niż wynosi ich kurs na warszawskiej giełdzie. Biorąc pod uwagę wartości średnie (a dokładnie — medianę cen docelowych) zdecydowanie najbardziej niedocenione akcje to walory PGE. Ich potencjał wzrostuszacowany jest na 27 proc. O ponad jedną piątą więcej fundamentalnie warte są też akcje Bogdanki, PKO BP i Tauronu, a o 15 proc. — PZU.

Obecność w czołowej piątce aż czterech spółek z większościowym udziałem skarbu państwa nie powinna dziwić ze względu na wciąż wiszącą nad nimi perspektywę podaży akcji ze strony głównego akcjonariusza. Być może ryzyko to zmaleje, a kursy odżyją dopiero wtedy, kiedy w życie wejdzie najnowszy pomysł wiceministra skarbu Pawła Tamborskiego. Chce on, by skarb wyemitował obligacje zamienne na akcje wspomnianych firm.

Nie dotyczy to akurat ani Orlenu, ani Lotosu, a to te spółki — w ocenie analityków — są jednymi z trzech — obok Boryszewa — najbardziej przewartościowanych w portfelu WIG20. Względnie prawidłowo (znów — z perspektywy analityków) rynek wycenia natomiast takie spółki, jak TPSA, JSW, Synthos, KGHM i Bank Handlowy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński pulsinwestora.pl

Polecane