Właścicielskie układanki bankowe

opublikowano: 17-03-2016, 22:00

Oficjalnie na liście do sprzedaży nie ma Raiffeisena, pojawił się natomiast Eurobank. Z czasem wpiszą się na nią kolejne banki

Sytuacja w europejskim sektorze bankowym zmienia się jak w kalejdoskopie. Wczorajszy kupiec dzisiaj staje się sprzedawcą. Zamiany ról w drugą stronę raczej się nie zdarzają, ponieważ rynek zdecydowanie należy do kupującego, o którego trudno. W środę podczas prezentacji rocznych wyników Raiffeisen Bank International (RBI) ogłosił, że bardzo chciałby sprzedać bank w Polsce, ale na razie nie ma na to widoków. A jeszcze w styczniu ubiegłego roku RBI zapowiadał szybkie wyjście z biznesu nad Wisłą. „W momencie ogłaszania planów klimat polityczny i rynkowy był inny” — stwierdził Karl Sevelda, prezes RBI. Wszystko popsuł podatek bankowy, bijący w wartość banków i ich perspektywy inwestycyjne. RBI oświadczył, że nie ma zamiaru sprzedawać Raiffeisen Polbanku za wszelką cenę. Biorąc wszystko pod uwagę, stwierdził, że zbycie banku to kwestia miesięcy, a może lat.

Dobre alibi

Deklaracja jest o tyle interesująca, że, jak wynika z naszych informacji, tydzień temu przyjechał do Polski Martin Gruell, CFO RBI oficjalnie na radę nadzorczą Raiffeisen Polbanku, ale przy okazji pojawił się również w siedzibie PZU. Według naszych informacji, sondował, jakie jest zainteresowanie ubezpieczyciela ofertą sprzedaży banku. Nic nie wskazywało na to, że Austriacy mają zamiar zabrać ją ze stołu.

— Przekaz do rynku jest prosty: w ubiegłym roku RBI, mając nóż na gardle, organizował wyprzedaż. Sytuacja się zmieniła, grupa jest blisko osiągnięcia 12 proc. kapitałów Tier1 i ze sprzedażą już nie musi się spieszyć. W każdym razie nie za każdą cenę — mówi jeden z bankowców, zastrzegając sobie anonimowość. Okoliczności, na jakie powołuje się RBI, stanowią też dobre alibi wobec inwestorów, dlaczego plany sprzedażowe grupy zakończyły się fiaskiem. Z aktywów przeznaczonych pod młotek udało się zbyć maleńki bank w Słowenii. Na początku marca rosyjski Alfa Bank zrezygnował natomiast z kupna Zuno, internetowego banku w Słowacji i Czechach. W przypadku Raiffeisena skończyło się na wstępnym zainteresowaniu PZU i jednej wizycie egzotycznego inwestora z Chin.

Potężny odpis

Przykładem zamiany ról z kupującego na sprzedawcę jest Societe Generale. Niemal równo rok temu zespół ekspertów z Francji zaczął due diligence w Aliorze w związku z ofertą sprzedaży 25 proc. akcji banku, należących wówczas do funduszu Carlo Tassara. SocGen, drugi co do wielkości bank na giełdzie paryskiej, działa w Polsce już od 1976 r. jako instytucja obsługująca korporacje. W segmencie detalicznym pojawił się w 2005 r., po zakupie powstałego nieco wcześniej Eurobanku, niszowego gracza, skoncentrowanego na kredytach konsumenckich. I takim właściwie pozostał. Francuzi mają też w Warszawie oddział bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej, jednak oba biznesy działają oddzielnie. W listopadzie 2014 r. Frederic Oudea, prezes SocGenu, powiedział, że grupa gotowa jest do akwizycji, szczególnie na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem banków małych i średnich. Kilka tygodni później zaczęły się pierwsze rozmowy o przejęciu pakietu w Aliorze, które doprowadziły do spisania umowy na wyłączność rozmów, a skończyły się niczym, ponieważ ostatecznie akcje kupił PZU. Minął rok i sytuacja zaczyna się odwracać. W lutym SocGen opublikował rozczarowujące wyniki za IV kw. 2015 r. ROE wyniósł tylko 4,7 proc., co było konsekwencją potężnego odpisu — 400 mln EUR — na potencjalną karę, jaką na bank może nałożyć amerykański nadzór finansowy w związku z prowadzonym przeciwko bankowi śledztwem, dotyczącym działalności w krajach objętych embargiem USA (łącznie rezerwa wynosi już 1,6 mld EUR). W całym 2015 r. SocGen nie dowiózł obiecanego inwestorom ROE na poziomie 10 proc. i przyznał, że nie będzie mu łatwo zrealizować ten cel, ponieważ zwiększanie przychodów przy bardzo niskich stopach i coraz ostrzejszych regulacjach jest bardzo trudne. Bank chce więc poszukać dodatkowych pieniędzy w oszczędnościach. Niedawno zapowiedział zwolnienie w ciągu 5 lat 500 pracowników. To garstka osób w stosunku do dziesiątek tysięcy zatrudnionych w grupie. Dla porównania: niejednemu polskiemu bankowi zdarzało się zredukować trzy razy więcej etatów w niespełna rok. Niemniej decyzja SocGenu świadczy o kierunku, w którym zmierza, czyli oszczędności. Z naszych informacji wynika, że grupa rozważa wygaszenie biznesu w Polsce. Nie pierwszy raz zastanawia się nad tym, bo podobne pogłoski krążyły już wcześniej po rynku.

— Oficjalnie proces się nie rozpoczął. Przedstawiciele SocGen sondują rynek pod kątem sprzedaży Eurobanku — mówi jedno z naszych źródeł, zastrzegając anonimowość. Jest to jeden z mniejszych graczy na rynku, który już jako jedyny samodzielny bank koncentruje się tylko na obsłudze klienta detalicznego. Nie oferuje usług dla firm. Posiada mocno rozbudowaną sieć oddziałów i duże kompetencje sprzedażowe. Ale ma też jeden

Przedstawiciele SocGen sondują rynek pod kątem sprzedaży Eurobanku.

feler: pokaźny portfel frankowy, co sprawia, że w obecnym otoczeniu politycznym, które sprzyja pomysłom przewalutowania hipotek na złote, niełatwo będzie znaleźć nabywcę na to aktywo. Jedynym właściwie kupcem w obecnych okolicznościach jest PZU, wobec którego resort skarbu ma daleko idące oczekiwania co do planu repolonizacji sektora bankowego. Gdyby ubezpieczyciel zainteresował się francuską ofertą, wówczas doszłoby do odwrócenia ról sprzed roku, i to Alior mógłby zacząć due diligence w Eurobanku. Taką rolę pełni w transakcji z GE Capital dotyczącą przejęcia Banku BPH. Kilka dni temu Reuters poinformował, że Alior jest na finiszu rozmów z Amerykanami. Z naszych informacji wynika, iż rzeczywiście, po dwóch latach poszukiwania kupca i spektakularnej porażce w końcu ubiegłego roku, kiedy w ostatniej chwili z transakcji wycofał się PZU, strony ponownie bliskie są podpisania umowy. Negocjacje prowadzi Alior, i to on ma zorganizować finansowanie przejęcia — PZU występuje tylko w roli akcjonariusza banku.

Hamulcowy franek

Wielu zagranicznych inwestorów z uwagą obserwuje to, co się dzieje w BPH, który przeciera szlaki dla innych akcjonariuszy potencjalnie zainteresowanych wyjściem z Polski. Nasi rozmówcy są przekonani, że w tym i przyszłym roku może dojść do kilku transakcji. Wśród kandydatów wymieniany jest Credit Agricole, choć oficjalne deklaracje grupy raczej przeczą takim zamiarom. W ubiegłym tygodniu Francuzi zapowiedzieli, że skoncentrują się na detalu, ograniczając biznes inwestycyjny. Nie do końca wiadomo, jak w te plany wpisuje się Polska. Przed miesiącem, przy okazji publikacji wyników rocznych, bank ogłosił, że rynkami rodzimymi są dla niego Francja i Włochy. Za granicą na „niecore’owych rynkach” będzie umacniał biznes w Egipcie, Arabii Saudyjskiej, Maroku oraz na Ukrainie. Na liście nie ma Polski. Jednak na ubiegłotygodniowym Investors Day Credit Agricole za rynki rodzime ponownie uznał Francję i Włochy, „a także Polskę”. Rynek spodziewa się, że „wcześniej czy później” pod młotek pójdzie Millennium. Jest to bank od lat typowany do sprzedaży. Pewną nowością są natomiast spekulacje dotyczące możliwego wyjścia z Polski Santandera. Po raz pierwszy pojawiły się one latem ubiegłego roku. Teraz wracają. Banco Santander ma problemy w Brazylii, skąd pochodzi 18 proc. przychodów grupy (udział Polski w wyniku wynosi 4 proc.), musi też, podobnie jak RBI, podwyższyć kapitały, co wymaga zdelewarowania bilansu. Nasi rozmówcy twierdzą, że opcja wyjścia z Polski brana jest pod uwagę tylko jako rozwiązanie ponadstandardowe, gdyby inne sposoby zostały wyczerpane. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane