Wojna o klienta zepsuje rynek

Jednostki certyfikujące się niepokoją. Nieuczciwa konkurencja jest coraz powszechniejsza, a certyfikat traci na znaczeniu.

Wojna o klienta zepsuje rynek

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 14-06-2006, 00:00

Jednostki certyfikujące się niepokoją. Nieuczciwa konkurencja jest coraz powszechniejsza, a certyfikat traci na znaczeniu.

Żeby certyfikat, mający obiektywnie potwierdzać system zarządzania w firmie, miał wartość, cały proces jego przyznawania nie może budzić żadnych wątpliwości czy podejrzeń o niedopatrzenia, stronniczość lub brak kompetencji osób oceniających. Tylko wtedy, gdy jednostki certyfikujące będą cieszyć się pełnym zaufaniem, przyznanie certyfikatu będzie rzeczywiście świadczyło o wysokiej jakości świadczonych usług, a co za tym idzie — będzie spełniało swój podstawowy cel: odróżnienie przedsiębiorstw dobrze zarządzanych od pozostałych. Tymczasem pojawiające się przykłady łamania przyjętych zasad przeprowadzania audytu sprawiają, że uczciwe firmy certyfikujące nie mogą nadążyć za nieuczciwą konkurencją. Prowadzi to do erozji rynku, prestiż certyfikatu słabnie.

Czas i pieniądz

— Powszechne jest przekonanie, że certyfikacja to sprzedaż certyfikatów, a należy pamiętać, że jest to jedynie sprzedaż usługi. Co więcej, wiele firm stosuje dumping cenowy. Nowe jednostki certyfikujące, aby zdobyć udział rynkowy oferują usługi po cenach nie pokrywających kosztów ich przeprowadzenia. Ceny obniżane są również przez skracanie czasu trwania audytu, chociaż liczba dni przewidzianych na jego przeprowadzenie jest ściśle określona wymogami zewnętrznymi zawartymi w ISO Guide 62. Oczywiście skracanie tego okresu nie pozostaje bez wpływu na jakość usługi — mówi Tomasz Słupek, dyrektor sprzedaży certyfikacji Det Norske Veritas Poland.

Przyczyną obniżania się standardów jest także stale rosnący popyt na świadczenie usług konsultacyjnych. Duża liczba chętnych powoduje silną presję rynkową na obniżanie przez konsultantów czasu i jakości ich usług. Od rzetelnej, merytorycznej pracy ważniejszy staje się czas, a więc i liczba klientów. Firmy konsultingowe często przygotowują nawet gotowe oferty dokumentacji systemowej dostępne na CD-ROM-ach.

Walka z układami

O wyborze firmy certyfikacyjnej w coraz większym stopniu zaczyna decydować nieformalna umowa między konsultantem a jednostką certyfikującą. Firmy konsultingowe otrzymują wynagrodzenie od tych jednostek, a ich wielkość uzależniona jest od liczby zawartych dzięki tej współpracy kontraktów. O ile akwizycja jest zjawiskiem normalnym, o tyle postawa konsultanta, który z jednej strony pobiera opłatę od swojego klienta za usługę konsultacyjną, a z drugiej od jednostki certyfikującej, jest już korupcją i nieuczciwą konkurencją.

— Taki układ w coraz większym stopniu zaczyna deprecjonować jakość usługi, bo nie liczy się wówczas jakość, tylko to, kto najtaniej wyda certyfikat, przy możliwie największej prowizji dla konsultanta — mówi Tomasz Słupek.

Kolejnym problemem jest nieskuteczny nadzór jednostek wydających akredytacje. Jednostki te nie mają wystarczających narzędzi do kontroli firm certyfikujących. W rezultacie dochodzi do sytuacji, że jednostki akredytujące aprobują, a więc uprawomocniają nierzetelnych usługodawców.

— Wszystko to sprawia, że na rynku jest nierówna konkurencja. Jednostki postępujące etycznie, zgodnie z wszelkimi zasadami, właściwie nie mają szans w konfrontacji z nierzetelnymi i nieuczciwymi — podkreśla Krystyna Stephens, dyrektor BSI Management Systems.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane