Wybiegać marzenie

opublikowano: 15-10-2021, 14:15

Jest życie poza korpo. Można rzucić pracę i zrealizować marzenia – dowodzi Grzegorz Kuczyński, prezes Fundacji Białystok Biega, który swoje marzenia dosłownie wybiegał.

Na trasie:
Na trasie:
Grzegorz Kuczyński, prezes Fundacji Białystok Biega, podczas 11. edycji imprezy 18-19 września 2021 r. W biegach na 5 i 10 km wystartowało prawie dwa tysiące zawodników z całej Polski.
Krzysztof Karpinski K2Concept

297 tys. (stan na 31 grudnia 2020 r.) – tylu mieszkańców liczy Białystok według tamtejszego urzędu statystycznego. 80 tys. – tylu biegaczy przekroczyło metę na imprezach biegowych organizowanych przez Fundację Białystok Biega (FBB) przez 10 lat jej działalności.

Zwrot o 180 stopni

– Bieganie wywróciło moje życie do góry nogami. Cieszę się, że tak się stało – zaczyna Grzegorz Kuczyński, prezes FBB.

Dzięki temu, że bieganie zmieniło jego życie, on może zmieniać życie innych.

– Cała oferta FBB pozwala na przełamywanie kolejnych barier. Można wystartować w Białystok Biega na 5 i 10 km. Mamy PKO Białystok Półmaraton, więc wyzwaniem jest 21 km. Zapraszamy na Bison Ultra-Trail, gdzie do wyboru są dystanse od 16 do 100 km – dodaje prezes, który chcąc siebie scharakteryzować, mówi słowami Forresta Gumpa: „zawsze jak gdzieś szedłem, to biegłem”.

Dlaczego tak? Dla bialystokonline.pl mówił, że ma ADHD i dlatego zawsze dużo biegał. Nie miał nawet cierpliwości, by czekać na autobus, tylko na piechotę wracał ze szkoły do domu.

– To przenośnia, diagnozy nie było. Prawdą jest, że w miejscu usiedzieć nie mogę. Odpoczywać również muszę aktywnie. Cieszę się, kiedy zbliża się urlop, bo będę mógł więcej pobiegać. Moja natura przekłada się też na działania fundacji. Zaczynaliśmy od jednego wydarzenia we wrześniu 2011 r. Wzięło w nim udział 350 osób. Potem dokładaliśmy kolejne imprezy sportowe. W 2019 r. wydarzeń mieliśmy siedem, a metę przekroczyło ponad 17,5 tys. osób – mówi Grzegorz Kuczyński.

Z banku do fundacji

Zmiana:
Zmiana:
Bieganie wywróciło moje życie do góry nogami. Cieszę się, że tak się stało – mówi Grzegorz Kuczyński.
TOMASZ KROL

Gdy się rozeszło, że bankowiec na wysokim stanowisku zrezygnował z pracy dla biegania, pytań było więcej. W RDC tak o tym mówił: „Pamiętam moment, kiedy zrezygnowałem z pracy i nasza stopa życiowa poszła mocno w dół. Ale ja i żona byliśmy zadowoleni, że robimy, co chcemy. Nie przejmowaliśmy się pieniędzmi, tylko cieszyliśmy tym, co robimy. Po kilku latach żyje się nam lepiej. Nie traktujemy tego jak chodzenie do pracy, choć to jest ciężka praca. Nie pamiętam, kiedy pracowałem osiem godzin dziennie, zawsze jest dużo więcej. Ale ja nie myślę jak dawniej, że znowu jest poniedziałek i muszę iść do pracy. Teraz się cieszę, że jest poniedziałek. Bo mogę jakiś temat posunąć do przodu. Jestem zadowolony z życia, które mam”.

– Nadal się pod tym podpisuję. Fundację założyłem, pracując w banku. Prawdą jest też, że stanowiska, które zajmowałem, należały do lepiej płatnych. Pracowałem na etacie, a dodatkowo zajmowałem się fundacją. Imprez było coraz więcej, więc czas na sen skracał się proporcjonalnie. W pewnym momencie powiedziałem sobie, że muszę coś wybrać. Wiedziałem, że stopa życiowa bardzo nam spadnie. Ale świadomie się na to zdecydowaliśmy. Mówię w liczbie mnogiej, ponieważ decyzję podjęliśmy z żoną. Wybraliśmy pasję i podążanie za marzeniami. Dlatego często się uśmiecham, kiedy słyszę komentarze, że robię coś dla kasy. Gdybym myślał tylko o kasie, tobym nie zostawił bardzo dobrze płatnej posady. I szczerze mówiąc, nawet po tych kilku latach nie doszedłem do wynagrodzenia, jakie miałem w 2015 r. na etacie. Ale nie było nawet minuty, w której żałowałbym swojej decyzji. Chcę robić to, co teraz, bo mam jeszcze mnóstwo do zrobienia w tej branży. Czy jestem odważny? Tak. Decyzja, którą podjąłem kilka lat temu, wymagała odwagi i uporu. Wiele osób nie jest w stanie zrozumieć, jak można było zostawić solidne wynagrodzenie i iść nieznaną drogą, gdzie nikt nie wie, co czeka za zakrętem. Jestem przekonany, że wybrałem dobrze – deklaruje prezes FBB.

Zdrowotny impuls

Przełamywanie barier:
Przełamywanie barier:
Można wystartować w Białystok Biega na 5 i 10 km. Mamy też PKO Białystok Półmaraton, więc wyzwaniem jest 21 km, i Bison Ultra-Trail, gdzie do wyboru są dystanse od 16 do 100 km – wymienia Grzegorz Kuczyński.
materiały prasowe

Od czego się zaczęło? Chyba jak w większości przypadków późnego rozpoczęcia biegania – od nadwagi.

Jesień 2009 r. Przyszły prezes fundacji ważył 12 kg więcej niż teraz. Tusza zaczęła mu przeszkadzać. Nadmiar kilogramów pojawił się w krótkim czasie. Zaczęło się od zmiany pracy, w której wiele godzin spędzał w aucie i przy biurku. Wskazówka na wadze nieubłaganie przesuwała się w górę. Pomyślał, że jeśli czegoś z tym nie zrobi, będzie – nomen omen – grubo. Poszedł na siłownię. Spytał, od czego ma zacząć. Trener zasugerował, że od rozgrzewki na bieżni. Włączył, zaczął biec, przebiegł 1,5 km. Był wykończony. Następnego dnia chciał przebiec 2 km. Ale zrobił tylko 1,6 km. I tak był zadowolony. Zimą chodził na siłownię i przebiegał krótkie dystanse.

W czerwcu 2010 r., kiedy odwiedzał jedno z centrów handlowych w Warszawie, zauważył plakat Biegu Ursynowa na 5 km. Całą drogę do domu obmyślał, jak poprowadzić trasę takiego biegu w Białymstoku.

Teraz biega po 70 km – przez 12 lat przebiegł ich kilkanaście tysięcy. Uczestniczył w ponad 80 biegach na dystansach od 2 do 70 km. Na koncie ma 13 maratonów ulicznych i pięć biegów ultra, czyli powyżej 42 km. Biega w Polsce i na świecie – od Litwy i Estonii przez Niemcy i Hiszpanię po Kuwejt.

Baw się bieganiem

Obieżyświat:
Obieżyświat:
Przez 12 lat Grzegorz Kuczyński przebiegł kilkanaście tysięcy kilometrów. Uczestniczył w ponad 80 biegach na dystansach od 2 do 70 km. Na koncie ma 13 maratonów ulicznych i pięć biegów ultra, czyli powyżej 42 km. Biega w Polsce i na świecie – od Litwy i Estonii przez Niemcy i Hiszpanię po Kuwejt.
materiały prasowe

Bieganie zmieniło jego podejście do pracy i wszystkiego, co robi. Kiedyś miał problemy z trzymaniem terminów. Bywało, że odkładał ważne rzeczy na nie wiadomo kiedy. Bieganie nauczyło go systematyczności. Wyznaczenie terminu, którego nie może zmienić, jest najważniejsze i bardzo pomogło mu w poukładaniu życia. Zdecydowanie wpłynęło na właściwe planowanie czasu.

– Najważniejsze są codzienne drobne nawyki. Może nie liczę skrupulatnie kalorii, lecz staram się zwracać uwagę na to, co jem, zwłaszcza na ilość. Odkąd zacząłem biegać, jem po prostu mniej. Kiedy jem na mieście, podświadomie wybieram to, co zdrowsze, mniej smażone czy tłuste. Nie dlatego, że mam hopla na punkcie zdrowego jedzenia, tylko jeśli zjem dużo smażonego, to potem ciężko będzie biegać. Ten sport ustawia dietę – dodaje prezes FBB.

Wypracował własny sposób biegania. Dostosowuje go do celu: jeżeli ma w planach bieg uliczny, to treningi ustawione są pod start. Sporo akcentów szybkościowych jest połączonych z wytrzymałością. Jeżeli planuje start w biegu ultra, skupia się na kilometrażu i wytrzymałości.

– Generalnie większość biegaczy biega dla siebie. Walczą ze słabościami, starają się poprawić rekord życiowy, nie dbają o miejsca. Co za różnica, który będę na mecie? Dużo większe znaczenie będzie dla mnie miało to, czy złamię czas, np. trzy i pół godziny w maratonie, jak sobie zakładałem, czy nie – przyznaje.

Pole do działania:
Pole do działania:
W Polsce mamy jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o kibicowanie czy akceptację biegów w centrum miasta. Za granicą kibiców przy trasie biegu jest kilkakrotnie więcej – wskazuje prezes Fundacji Białystok Biega.
materiały prasowe

Jeśli nie przygotowuje się do startu, nie ma planu treningowego, którego się trzyma. Biega dla samopoczucia i czerpie z tego radość. Jak chce przebiec 8 km, to leci. Czasem z tego wyjdzie 10 km i też jest fajnie. Jak zaplanuje w weekend 20 czy 25 km, robi to. Zabiera psa i radość jest podwójna.

– Staram się czerpać z biegania więcej radości niż katorżniczego treningu. Na co dzień staram się biegać po polnych i leśnych drogach. Uwielbiam w weekendy biegać po Puszczy Knyszyńskiej. Robię trening, a przy okazji głowa odpoczywa. To lubię najbardziej. Są takie dni, kiedy mam ochotę na szybsze bieganie. Wtedy wybieram asfalt lub twardą nawierzchnię, zakładam najlżejsze buty i biegnę. Dużo frajdy i poczucie, że mogę więcej. W bieganiu nie ma nudy. Trzeba nauczyć się bieganiem bawić – przyznaje prezes FBB.

Kontuzje? Bywają. Zazwyczaj dlatego, że nie słucha organizmu.

– Ciało krzyczy: odpuść! Ale nie odpuszczam. Mało snu, stres, a potem dokładam zbyt mocny trening, bo taki był plan. Musimy zdawać sobie sprawę z własnych ograniczeń i czasem odpuścić. Nie bieganie, ale może trzeba zastąpić mocny trening lekkim truchtem. Kiedyś robiłem właśnie tak, że najważniejszy był plan. Żeby nie wiem, co się działo, musiałem zrealizować założenia treningowe. Kontuzje miałem często i często powracające. Powiedziałem sobie zaraz – ale po co się tak zabijam? Owszem, mam plan treningowy, staram się tego trzymać. Ale jak wiem, że miałem ciężki dzień, bez wahania zastępuję mocny trening lekkim wybieganiem, zgodnie z założeniem, że lepiej pobiegać spokojnie niż nie pobiegać wcale. Od kiedy zmieniłem podejście do treningu, nie poprawiam rekordów życiowych tak często jak wcześniej. Ale od dwóch lat nie miewam kontuzji, a biegam więcej kilometrów rocznie niż kiedyś. Czuję się lepiej – cieszy się Grzegorz Kuczyński.

Startował w różnych zawodach. Dobrze wspomina Berlin Marathon, Valencia Marathon, Rotterdam Marathon, Maraton Warszawski. Rekord życiowy poprawiał trzy razy na półmaratonie w Gdyni. Jeżeli chodzi o najcięższe biegi, to długo będzie wspominał pierwsze 70 km na DFBG, gdzie przez 10 godzin biegł w deszczu. Do łatwych nie należał start w maratonie w Kuwejcie. Wystartowali o siódmej rano, żeby nie biec w upale. Problem był taki, że już było 25 stopni. A potem tylko gorzej. Głowa chce biec, ciało odmawia posłuszeństwa. To była końcówka listopada. W Polsce temperatury od zera do pięciu stopni. Tam nagle 30 stopni i pełne słońce. Bieg ukończył, ale tak nie męczył się nigdy wcześniej. Trudny jest Rzeźnik Sky. To jeden z tych biegów, które dają w kość, ale chce się na nie wracać.

– Po 80 startach zauważyłem, że w Polsce mamy jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o kibicowanie czy akceptację biegów w centrum miasta. Za granicą kibiców przy trasie biegu jest kilkakrotnie więcej. Rekordowe były Berlin i Rotterdam. Biegłem 42 km i miałem wrażenie, że kibice stoją na całej trasie. Wierzę, że kultura biegowego święta dla całego miasta zagości również u nas. Widzimy już w Białymstoku, jak się zmienia na lepsze. W czasie PKO Białystok Półmaratonu nie możemy narzekać na brak kibiców. Nie jest to może jeszcze jak w Berlinie, ale na pewno z roku na rok będzie coraz lepiej – marzy prezes FBB.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane