Wydajemy spółkę córkę na giełdę

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 25-05-2007, 00:00

Dzień Matki dopiero jutro, ale spółki córki obsypują prezentami giełdowe firmy matki już od kilku tygodni.

Taki plan ma co najmniej 18 emitentów

Dzień Matki dopiero jutro, ale spółki córki obsypują prezentami giełdowe firmy matki już od kilku tygodni.

Szykuje się nowa, po biopaliwach, deweloperach i tanich emisjach, moda na GPW. Co najmniej 25 spółek, które zapowiedziały debiut w tym roku, wchodzi w skład grup kapitałowych emitentów giełdowych. Drugie tyle mogą stanowić spółki portfelowe giełdowych funduszy venture capital. Upublicznianie spółek córek stało się modą ogarniającą emitentów i elektryzującą graczy. Kursy spółek wręcz szybują po informacji o planach upublicznienia firmy z grupy. Giełdowi specjaliści nie mają nic przeciwko temu, ale sugerują, aby się przyjrzeć dokładnie każdej ofercie z osobna.

Zyski kontra pożyczki

Trwa oferta publiczna spółki MOJ. Jej właścicielem jest giełdowy Fasing. Po zatwierdzeniu prospektu MOJ kurs Fasingu wzrósł niemal o połowę. Po deklaracjach upublicznienia spółek zależnych zyskały także kursy m.in. InterCars, Pagedu i W. Kruka. Pakiet MOJ w posiadaniu Fasingu, może być wart po ofercie publicznej nawet 29 mln zł. Tymczasem w raporcie rocznym z 2006 r. Fasingu udziały te warte są około 3,3 mln zł. Fasing może zarobić na przeszacowaniu wartości aktywów kilkanaście milionów złotych. Z drugiej strony obie firmy łączą powiązania finansowe w postaci pożyczek. Taka działalność może nie być w pełni przejrzysta.

— Jeśli w ofercie publicznej pojawiają się takie czynniki, jak wzajemne pożyczki, to tylko wnikliwa lektura prospektu pozwoli ocenić atrakcyjność oferty — mówi Rafał Salwa, niezależny analityk.

W ocenie Andrzeja S. Nartowskiego, prezesa Polskiego Instytutu Dyrektorów (PID), instytucji zajmującej się ładem korporacyjnym, idea upubliczniania spółek córek jest nieszkodliwa.

— Przyczynia się do zwiększenia przejrzystości, a nie odwrotnie. Wchodząc na giełdę, spółki zdecydowanie więcej ujawniają, co pozwala na prześwietlenie wzajemnych powiązań finansowych czy operacyjnych. Ponadto ład korporacyjny powołał funkcję niezależnego członka rady nadzorczej. Jego opinia o firmie ma stanowić sygnał dla rynku o wiarygodności emitenta — ocenia szef PID.

Brak zastrzeżeń

Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII), mówi, że dotąd do SII nie zgłoszono przypadku, że oferta związana z podwójnym notowaniem firm z jednej grupy budzi wątpliwości. Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) dodaje, że KNF nie stosuje specjalnych środków w takich przypadkach. W trakcie zatwierdzania prospektu pilnowane jest dokładne opisanie wzajemnych powiązań oraz czynników ryzyka.

— Wprowadzanie spółek zależnych to odzwierciedlenie trendu na światowych giełdach, które stawiają na jak największą liczbę firm. Kiedy są to odrębne biznesy, jak np. Kruk i Deni Cler, to uważam, że jest to w pełni uzasadnione — ocenia Wojciech Szymon Kowalski, niezależny analityk.

Wielu emitentów zapowiada sprzedaż części swojego pakietu przy okazji debiutu spółki córki. Takich planów nie kryje np. Krosno w stosunku do kontrolowanego Krosglassu.

— Sprzedaż starych akcji w ofercie to wykorzystanie dobrej koniunktury giełdowej. Jednak nie podważa to sensu wejścia na giełdę. Celem debiutu jest maksymalizacja wartości firmy. Jeśli nie dochodzi do nieuzasadnionego uprzywilejowania jednej grupy kosztem innych inwestorów, to nie widzę problemu — dodaje szef SII.

Misja: rozwój

— Wprowadzenie Paged Meble na giełdę da tej spółce pieniądze na rozwój i prestiż związany ze statusem firmy z GPW — mówi Krzysztof Bukowski, prezes Pagedu.

I tak tłumaczą takie plany dosłownie wszyscy.

— Naturalne w rozwoju spółek jest budowanie grupy kapitałowej. Jeśli firmy zależne potrzebują kapitału na rozwój, giełda oferuje efektywne finansowanie. Trudno się dziwić także planom sprzedaży akcji przez dotychczasowych udziałowców w czasie hossy — dodaje Rafał Salwa.

Najlepszym przykładem strategii jednoczesnego notowania spółek tworzących grupę kapitałową jest Asseco. Niedługo na GPW może być nawet pięć spółek pod tą nazwą. Dodatkowo inwestorem branżowym grupy jest, a jakże, giełdowy Prokom.

— Nasza kariera giełdowa pokazuje, że rynek pozytywnie odbiera obraną strategię. Korzyści zdecydowanie przewyższają koszty debiutów. Dzięki nam rośnie grupa zagranicznych firm na GPW — mówi Adam Góral, prezes Asseco Poland.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sebastian Gawłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu