Czytasz dzięki

Wynikowa katastrofa za Atlantykiem

opublikowano: 26-05-2020, 22:00

Rzeczywistość okazała się znacznie gorsza od prognoz. A jednak ceny akcji na Wall Street poszły w górę

W kwietniu pisaliśmy, że według analityków I kwartał 2020 był najgorszy od dziesięciu lat. Przed rozpoczęciem sezonu wynikowego w Ameryce zakładano, że roczna dynamika korporacyjnych zysków przypadających na S&P500 (czyli EPS dla całego indeksu) sięgnie -10 proc. Realizacja tego scenariusza oznaczałaby najgorszy od 2009 r. kwartał w wykonaniu amerykańskich spółek.

Do 22 maja raportami za I kwartał zdążyło się pochwalić 95 proc. spółek wchodzących w skład S&P500. Bazując na tych wynikach i prognozach dla pozostałych 5 proc. emitentów, analitycy FactSet podsumowali spadek zysków przypadających na indeks S&P500 na 14,6 proc. r/r. W dalszym ciągu to najgorszy wynik od III kwartału 2009 r. I zarazem to regres o prawie połowę głębszy od szacunków sprzed półtora miesiąca.

Wielkie rozczarowanie

Jeszcze większą niespodzianką jest to, że tym razem nie wyszła nawet słynna „gra w hokeja”. Zwykle jest tak, że eksperci z Wall Street bardzo optymistycznie szacują odległe w czasie zyski pokrywanych spółek. Wszystko po to, aby zachęcić klientów do zakupu nawet niezbyt tanich akcji i zainkasować prowizję, zasilającą później pulę bonusów kwartalnych. A gdy zbliża się czas publikacji wyników, prognozy zysków systematycznie się obniża. Tak bardzo, aby potem zarząd spółki mógł się pochwalić dowiezieniem wyników „lepszych od oczekiwań”.

Oczywiście oczekiwań uprzednio odpowiednio obniżonych. Krzywa obrazująca zmianę prognoz zysków w czasie przypomina kształtem kij hokejowy. Lecz tym razem krzywa ta przypomina raczej kij do bejsbola, bo wiele spółek ogłosiło wyniki gorsze od kwietniowych prognoz analityków. Tylko 64 proc. emitentów pozytywnie „zaskoczyło” rynek — zwykle odsetek takich „niespodzianek” wynosi około 75 proc. Po raz ostatni sezon wynikowy tak mocno rozczarował po IV kwartale 2012 r. Bardzo słabo zaprezentowała się też strona przychodowa — zagregowany poziom przychodów był ledwie o 0,8 proc. wyższy niż przed rokiem, co jest wynikiem wyraźnie gorszym od średniej z ostatnich pięciu lat wynoszącej 3,5 proc.

Zaledwie 57 proc. spółek pokazało sprzedaż przewyższającą rynkowy konsens. Za tak silne rozczarowanie w znacznej mierze odpowiadały spółki sprzedające dobra konsumpcyjne wyższego rzędu, gdzie EPS okazał się aż o 20,7 proc. niższy od oczekiwań. To właśnie w tej grupie znalazły się firmy hotelarskie czy operatorzy kasyn, których wyniki zdewastowała już sama perspektywa masowych lockdownów z początku marca. Niemal równie słabo wypadł sektor finansowy, który rozjechał się z prognozami o -20,1 proc. r/r.

W wyniki banków uderzyły cięcie stóp procentowych przez Rezerwę Federalną oraz potężne rezerwy utworzone na nadchodzącą falę niespłacanych kredytów. Co interesujące, najbardziej zaskoczył sektor naftowy, w marcu kompletnie spisany na straty przez inwestorów. A tymczasem branża energetyczna (w USA to przede wszystkim koncerny naftowe i gazowe) zaraportowała EPS o 130 proc. wyższy od rynkowego konsensu.

Ogólnie najgorszym sektorem okazały się akcje spółek sprzedające dobra konsumpcyjne wyższego rzędu, gdzie roczna dynamika EPS wyniosła -60,4 proc. r/r. Regres zysku na akcję o 43,6 proc. r/r zanotowała branża finansowa, a sektor energetyczny zanotował spadek zysków o 27,9 proc. r/r. Na podobnym minusie znalazły się spółki przemysłowe (-26,2 proc.) oraz surowcowe (-20,6 proc.). Za to sześć z 11 sektorów zdołało utrzymać dodatnia dynamikę zysków. Niewielką poprawę (w przedziale 2-6 proc.) odnotowały spółki medyczne, technologiczne, telekomunikacyjne, dostawcy podstawowych dóbr konsumpcyjnych oraz podmioty z rynku nieruchomości. Królowały spółki użyteczności publicznej, które poprawiły wyniki o 6,5 proc. r/r.

251dc9e0-90f6-11e9-bc42-526af7764f64
To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Źle to dopiero będzie

Pierwszy kwartał jest już historią. Zamknięcie gospodarki w przypadku większości branż objęło tylko końcówkę marca — przez pierwsze 2,5 miesiąca roku amerykański biznes operował we względnie normalnych warunkach. Tymczasem praktycznie cały kwiecień był okresem straconym dla amerykańskiej i światowej gospodarki. Ludzie pozostali pozamykani w domach, firmy były zamknięte na cztery spusty, samoloty uziemione, a po ulicach hulał wiatr. Coś takiego nie ma szans nie odcisnąć bolesnego piętna na wynikach giełdowych spółek. Według stanu na 22 maja analitycy prognozowali, że w bieżącym kwartale zyski przypadające na indeks S&P500 będą aż o 42,9 proc. niższe niż rok wcześniej — wynika z danych zebranych przez Factset. Jeśli te prognozy się sprawdzą (a nie brak też głosów, że będzie jeszcze gorzej), będzie to istna wynikowa katastrofa.

Co więcej, według obecnego stanu prognoz ujemna dynamika zysków amerykańskich spółek ma nam towarzyszyć przynajmniej do końca 2020 r. Szacunki na III kwartał mówią o spadku EPS o prawie 25 proc. r/r, a na IV kwartał przewidywany jest regres o 12,4 proc. r/r. To potężna zmiana, jak nastąpiła przez ostatni miesiąc. Jeszcze w połowie kwietnia rynkowy konsens zakładał, że poczynając od III kwartału zyski amerykańskich firm powrócą do poziomu z roku ubiegłego.

Teraz analitycy prognozują, że w 2020 r. spółki tworzące S&P500 zarobią o ponad jedną piątą mniej niż rok wcześniej. Od początku roku oczekiwania względem zysków spółek obniżyły się o 27,7 proc. Nawet zakładając 28-procentowy wzrost EPS-u prognozowany na rok 2021, oznacza to, że poziom zysków z 2019 r. zostanie osiągnięty dopiero pod koniec przyszłego roku.

Wyceny bujają w obłokach

Po ustanowieniu pod koniec lutego szczytu wszech czasów S&P500 w ciągu czterech tygodni zaliczył spadek o 35 proc. W ten sposób rynek rozpoczął proces dyskontowania znacznie słabszych wyników spółek w nadchodzących kwartałach. Lecz w końcówce marca proces ten został wstrzymany. Prawdopodobnie za sprawą nadzwyczajnych interwencji Rezerwy Federalnej S&P500 poszedł w górę o 35 proc. i powrócił w pobliże historycznego maksimum. Doszło do tego, że ceny akcji poszły w przeciwnym kierunku niż oczekiwane zyski nań przypadające.

W rezultacie pod koniec maja indeks S&P500 wyceniany był na około 23-krotność przypadających nań tegorocznych zysków. Jeśli wyłączyć z tego wyniki za I kwartał (i wziąć pod uwagę oczekiwania na poprawę wyników w I kwartale 2021 r.), to tak liczona relacja cena/zysk wynosi przeszło 21 i tym samym kształtuje się na najwyższym poziomie od ponad 10 lat. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdy w ciągu raptem dwóch miesięcy amerykański rynek akcji przeszedł z wycen umiarkowanych (tj. na oczekiwanym C/Z rzędu 13-14) do przypominających jedynie te z czasów hossy internetowej z końcówki XX w.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane