Czytasz dzięki

Wyplotki

opublikowano: 26-03-2020, 22:00

Małgorzatę Kruszynę fascynują sztuka i idea recyklingu czy też coraz popularniejsza filozofia zero waste. Kiedy odkryła możliwości materiału, jakim jest papierowa wiklina, zrozumiała, że odnalazła coś, co łączy obie te dziedziny. I od sześciu lat dzieli się swoją plecionkarską pasją, dając drugie życie starym gazetom.

Artystka z Łodzi przepracowała z dziećmi 37 lat. Z wykształcenia jest przedszkolanką. Emerytura, na którą przeszła rok temu, umożliwiła jej pełniejszą realizację czasochłonnej pasji.

Małgorzatę Kruszynę fascynują sztuka i idea recyklingu czy też coraz popularniejsza filozofia zero waste.
Wyświetl galerię [1/6]

Małgorzatę Kruszynę fascynują sztuka i idea recyklingu czy też coraz popularniejsza filozofia zero waste. Fot. Krzysztof Jarczewski

— Nauczyciel w przedszkolu to zbieracz. Wszystko się przydaje do kreatywnych zajęć z dziećmi — rzeczy, które inne osoby uważają za śmieci, stają się skarbami — twierdzi Małgorzata Kruszyna.

Od przedszkola do rękodzieła

Dzięki temu doświadczeniu, zdolnościom plastycznym (wcześniej malowała suchymi pastelami i farbami olejnymi), potrzebie tworzenia i zainteresowaniu recyklingiem odkryła zaskakujący materiał — papierową wiklinę powstającą z gazet. Pierwsze prace z tego materiału zobaczyła w internecie, tam też zaczęła szukać inspiracji i filmów instruktażowych, z których uczyła się kolejnych splotów. Mistrzyniami w tej dziedzinie okazują się Rosjanki. Z — wydawałoby się mało trwałego — materiału, jakim jest papier gazetowy, robią prawie wszystko — od biżuterii przez drobne przedmioty codziennego użytku po meble. Potrzeba jednak cierpliwości, skrupulatności i zmysłu konstrukcyjnego. Najpierw należy przygotować materiał — gazety pociąć w paski, z których na drucie skręca się rurki — odpowiednik wiklinowych witek. Najważniejszy w odpowiednim przygotowaniu rurek jest dobór papieru — najlepsze są gazety codzienne dużego formatu, z których da się skręcać długie rurki. Można stosować wszelkiego rodzaju gazety lub ulotki reklamowe, jednak aby rurki ładnie się układały, papier nie powinien być zbyt sztywny.

Do pracy nie nadają się papiery kredowe, bo po pewnym czasie się kruszą. Twórczyni z Łodzi najbardziej lubi pracę z miękkimi papierami o małej gramaturze, dobrze przyjmującymi farbę i lakier, choć farb używa niezbyt często — wzór z druku uważa za dodatkowy atut pracy, chyba że zamawiający życzą sobie konkretnego koloru. Do pomalowania gazetowej kury na brązowo użyła… kawy. Początkowo, ucząc się z filmów, skręcała rurki za pomocą patyczków do szaszłyków, jednak uznała, że wychodziły za grube. Zaczęła wykorzystywać druty ze starej parasolki.

— Są twórcy, którzy do robienia rurek używają wiertarko-wkrętarki, ja jednak nie potrafię. Są też osoby korzystające ze szprych rowerowych. Podczas warsztatów dla ludzi chcących się nauczyć tej techniki wykorzystałam druty z zepsutej suszarki pokojowej do ubrań — wszystko zgodnie z zasadami zero waste — śmieje się Małgorzata Kruszyna.

Od szczurków po torebki

Każdy stworzony przez nią przedmiot ma praktyczne zastosowanie, autorka nie chce wyplatać „kurzołapek”. Szkatułka z papieru śniadaniowego ozdobiona różami (metodą dekupażu) powstawała przez dwa tygodnie. Pudełko w starym stylu wymagało dziesięciu godzin pracy — zostało zrobione z pożółkłych kartek starej książki telefonicznej. Według kalendarza chińskiego 2020 to Rok Szczura, więc z rąk Małgorzaty Kruszyny wyszło całe stado wyplatanych szczurków pojemników, w tym inspirowany bohaterem filmu „Ratatuj”, który wyplatała przez cztery godziny z gazety z programem telewizyjnym. Codzienne gazety posłużyły też do stworzenia torebki, której artystka używa od ponad trzech lat — papierowa wiklina zabezpieczona lakierem okazuje się tak trwałym materiałem, że nie widać na niej śladów użytkowania.

— Wszystkie przedmioty są na lata. Na Wszystkich Świętych uplotłam wieniec na groby rodziców. Przetrwał bez szwanku cały rok — ulewy, śnieżyce… — zapewnia Małgorzata Kruszyna.

Miłośnicy plecionkarstwa spotykają się co roku na Festiwalu Wikliny i Plecionkarstwa w Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa w Nowym Tomyślu. W 2019 r. pojawili się na nim przedstawiciele 71 krajów.

— Byłam oczarowana tym, co zaprezentowało małżeństwo z Lublina. Zrobili przecudną sofę i komodę ozdobione ornamentami — nikt nie powiedziałby, że to meble z gazety. Zrobili też replikę armaty 1:1, która stoi tam cały czas jako rzeźba w parku, podobnie jak dwumetrowy pleciony wazon. Pewnie postoją latami — zachwyca się Małgorzata Kruszyna.

Papierowy biznes

Początkowo było to hobby. Swoimi pracami obdarowywała znajomych i przyjaciół z okazji świąt, urodzin, imienin. Trzy lata temu wyroby z papierowej wikliny zrobiły się bardzo popularne, pojawili się klienci, a także osoby proszące o konkretne przedmioty. Formalnie twórczyni dopisała się do działalności usługowej męża i zaczęła wystawiać swoje prace na targach rękodzielniczych, założyła też fanpage na portalu społecznościowym. Robi autorskie projekty od zera. Przy nowych konstrukcjach najpierw wizualizuje sobie pomysł, potem rysuje go na papierze i zastanawia się, jak to wypleść. Papierowa wiklina daje możliwość tworzenia prawdziwych rzeźb, bo rurki są osnową trójwymiarowego kształtu — zależnie od kąta, pod jakim się je ułoży. Koszt jej prac zależy od ich pracochłonności — to nie są wyroby, które powstają w krótkim czasie.

Materiał jest wprawdzie łatwo dostępny, ale trzeba kupić lakier, klej, dodatki, farby, ozdoby... Ceny zaczynają się od 10 zł za tulipany przez 30 zł za wisior do ponad 100 złotych za torebkę. Artystka organizuje też warsztaty dla dzieci i dorosłych — dotychczas odbyły się trzy. Kosztowały 300 zł od osoby, w cenie były też materiały.

— Ostatnio miałam zamówienie na skarbonkę, ale nie w kształcie tradycyjnej świnki, tylko dzika. Musiałam sama wymyślić całą konstrukcję, głowę z kłami robiłam trzy razy — raz wyszła za duża, drugi raz wyglądała na „chrumkę” hodowlaną, nie na dzika, dopiero trzecia mnie usatysfakcjonowała. Na szable wykorzystałam wierzbę mandżurską. Poza tym miałam ambicję, by otwór na pieniądze był wypleciony, a nie wycinany. Zrobiłam, jestem bardzo dumna, a zleceniodawca był zachwycony — wspomina twórczyni.

Małgorzata Kruszyna cieszy się, że znalazła pasję, która daje jej radość i poczucie, że robi coś dobrego dla planety, choć dochody z rękodzieła nie są niebotyczne.

— Mąż czyta dużo gazet, więc nie mam problemu z pozyskiwaniem materiału, ale wpadłam na pomysł, by postawić kosz pod skrzynką na listy z prośbą do sąsiadów o wrzucanie tam niepotrzebnych gazet. Wrzucają też zalegające w skrzynkach ulotki reklamowe, które także mają duży potencjał przez powtarzalność wzorów i kolorów. A mąż się ze mnie śmieje, że odkąd zajęłam się papierową wikliną, wreszcie plotę z sensem! — żartuje artystka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane