Wyprzedana GPW nie chce rosnąć

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-02 11:00

Po wczorajszej przykrej lekcji dzisiaj warszawscy inwestorzy ostrożnie badają grunt, cały czas przypatrując się sytuacji na największych rynkach kontynentu i śledząc notowania ropy.

Pocieszający jest fakt, że europejskie giełdy czerpią dzisiaj większą inspirację z niezłego zakończenia notowań na Atlantykiem niż kolejnego pokazu azjatyckiego pesymizmu, gdzie indeks np. Nikkei spadając po raz dziesiąty z rzędu powtórzył rekord sprzed 43 lat.

Uzależnione w największym stopniu od eksportu gospodarki azjatyckie z niepokojem będą reagować na cytowane dzisiaj prognozy amerykańskich oficjeli dotyczące stanu amerykańskiej gospodarki w kolejnych miesiącach. Zarówno członek Fed Dennis Lockhart, jak sekretarz skarbu Henry Paulson widzą drugą połowę b.r. jako słabszą od pierwszej. Innymi słowy, ich zdaniem najsilniejsze objawy recesji wystąpią w drugim półroczu i na początku przyszłego roku. Ponieważ nie sposób teraz przewidzieć, jak długo potrwa spowolnienie, inwestorzy będą nadal ostrożne podchodzić do akcji nie mając przekonania, że kupują je w najniższym punkcie gospodarczej koniunktury.

Na parkietach dominuje zatem ostrożność, a stagnacji sprzyja zaledwie symboliczny wzrost notowań amerykańskich kontraktów indeksowych. Dax zyskuje o,4 proc. m.in. za sprawą wzrostu kursu Deutsche Banku, który ogłosił, że nie potrzebuje więcej kapitału i będzie mógł się pochwalić kwartalnym zyskiem. Ta informacja pomaga całemu sektorowi finansowemu.

W Warszawie zapał do handlu mocno przygasł, co widać po niższych niż wczoraj obrotach. Obecnie osiągnęły one wartość 120 mln. zł. Wpływ zagranicy pomógł podnieść indeks blue chipów o kilka punktów, ale trudno to nazwać odreagowaniem, biorąc pod uwagę wielkość spadku. Popytu w dalszym ciągu ani widu, ani słychu w drugiej linii – mWig40 znowu jest na wyraźnym minusie i traci już 1,2 proc. Wśród spółek z Wig20 najlepiej radzi sobie Bioton. Zyskuje już 4 proc. mimo że prezes Wilczęga spodziewa się niższych niż prognozowane w lutym przychodów za cały rok z powodu szkodzącej wynikom spółki aprecjacji złotego. W dalszym ciągu relatywnie silna jest Telekomunikacja, podobnie jak KGHM natomiast największe banki rozczarowują, przebywając pod kreską. Mniej więcej połowę wczorajszych strat odrobiły LCC i Noble Bank. Getin jednak zyskuje zaledwie ułamek procentu.
Na razie szanse na mocniejsze wyjście w górę są bliskie zeru. Od rana słabnie dolar i choć baryłka ropy minimalnie potaniała w stosunku do wczorajszego maksimum, dalsze osłabienie amerykańskiej waluty będzie zwiększało ryzyko powrotu notowań surowca na rekordowy poziom. Biorąc pod uwagę obsesyjne podejście inwestorów giełdowych do wahań ceny ropy trudno spodziewać się ataku popytu przed publikowanych dopiero o 16.30 raportem o zmianie stanu zapasów paliw w USA. Pewien wpływ na kurs dolara mogą mieć publikowane o 1.30 i 14.15 raporty dotyczące planowanych zwolnień w amerykańskich firmach (Challenger) i zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym (CADP).  Raport ADP ma pokazać spadek liczby nowych miejsc pracy do poziomu 28 tys. z 40 tys. Już po otwarciu sesji w Nowym Jorku, o godz. 16 inwestorzy poznają dane o zamówieniach fabrycznych.