Na około półtorej godziny przed uruchomieniem handlu na rynku kasowym na wartości zyskiwały wszystkie trzy futures na główne indeksy Wall Street i Nasdaq.
W przypadku DJ IA kontrakt rósł o 0,60 proc. Na szerszy wskaźnik S&P500 o 0,88 proc. Najmocniej, bo o 1,15 proc. drożały umowy na technologiczny Nasdaq 100.
Od pewnego czasu sesje na giełdach za Atlantykiem przypominają jazdę kolejką górską. Co chwila ożywiają obawy związane z wojną handlową i potencjalną recesją w największej gospodarce świata. Przerywane są optymistycznymi i uspokajającymi komentarzami decydentów, co na chwilę tonuje nastroje i daje okazję do odreagowania. Indeksy raz idą zdecydowanie w górę, by za moment jeszcze mocniej tąpnąć. Dominuje niepokój, nerwowość i przede wszystkim nieprzewidywalność.
Pojawiły się już spekulacje, że giełdy wejdą permanentnie w okres spadków. Oczywiście pojawiła się z miejsca przecząca temu opinii, która może stabilizować nastroje. Michael Hartnett, strateg Bank of America stwierdził bowiem, że spadek amerykańskiego rynku akcji to raczej techniczna korekta niż nowy „rynek niedźwiedzia” i prawdopodobnie wywoła interwencję. Sugeruje, że obecne zniżki należy wykorzystać do odkupienia nieco tańszych walorów.
Tymczasem nawet jeśli piątkowa sesja przyniesie indeksom dodatnie zmiany, Dow Jones jest na dobrej drodze do drugiego z rzędu tygodnia strat i najgorszego tygodniowego spadku od czerwca 2022 r. Z kolei dla S&P500 i Nasdaq byłby to czwarty z rzędu tydzień strat. No chyba, że wzrosty indeksów dzisiaj przybrałyby spektakularną formę, czego oczywiście nie można do końca wykluczyć, odnosząc się do emocji jakie targają rynkami.
Wydarzeniem dnia na pewno jest pęknięcie bariery 3 tys. USD za uncję złota. Kruszec ustanowił nowe rekordy zarówno na rynku futures, jak i kasowym. Aprecjacja notowań sięga w tym roku już 10 proc. Tak silny popyt jest rezultatem poszukiwania przez inwestorów „bezpiecznych przystani”. Ruchowi w górę sprzyja też osłabienie dolara. Zielony od początku roku stracił już około 4 proc.
Prognozy dla szlachetnego metalu są bardzo obiecujące. Znany inwestor, Jeffrey Gundlach, nazywany „królem obligacji”, spodziewa się, że ceny złota mogą dojść do nawet 4 tys. USD, choć nie jest pewien kiedy to nastąpi. Uważa, że w podróży na północ pomagać będą dalsze zakupy kruszcu przez banki centralne.
Z dzisiejszego kalendarium danych makro należy wspomnieć o raporcie o nastrojach i oczekiwaniach inflacyjnych amerykańskich konsumentów i gospodarstw domowych, który cyklicznie opracowywany jest przez Uniwersytet Michigan. O ile – jak sugerują prognozy - sentyment ma ulec lekkiemu osłabieniu, o tyle oczekiwania odnośnie wzrostu cen w krótkim i długim okresie uległy wzmocnieniu do odpowiednio 4,4 i 3,6 proc.
W przedsesyjnym handlu drożeją udziały spółek tworzących elitarną grupę „mega ca”, czyli o największej kapitalizacji oraz z sektora chipów, które najmocniej odczuły skutki wyprzedaży. Dzisiaj szczególnie brylują Meta Platforms, Nvidia oraz Broadcom.
Sięgające 3 proc. straty z czwartku próbuje odrobić Tesla. Jej akcje drożeją o około 1,5 proc. Inwestorzy dyskontują informacje o wyprodukowaniu w zakładzie w Szanghaju tańszej wersji najlepiej sprzedającego się Modelu Y.
Eksperci wskazują, że na tle silnie wahającego się rynku swoistą oazą spokoju jawi się sektor użyteczności publicznej. Jako jedyny może pochwalić się zyskami, choć w bardzo ograniczonej skali. Mimo wszystko to dobra wiadomość, gdyż spółki z tego segmentu cieszą się popularnością wśród inwestorów ze względu na powszechne wypłaty dywidend.
