Z kieszeni do kieszeni

Beata Chomątowska
opublikowano: 2006-05-24 00:00

W trzy lata służba zdrowia ma wzbogacić się o dodatkowe 15 mld zł. Weźmie je z budżetu, składek OC i opłaty pielęgnacyjnej.

O nowym programie naprawy finansów służby zdrowia mówiono od miesiąca. Wczoraj przyjął go rząd. Jak podkreśla, w całości. Dokument autorstwa ministra Zbigniewa Religi zakłada zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, wynoszących dziś 34 mld zł, o około 5 mld zł rocznie w ciągu kolejnych trzech lat, począwszy od stycznia 2007 r. To wzrost z 3,9 do 5 proc. PKB. Zgodnie z programem, w 2009 r. łączne nakłady wynosiłyby 55,7 mld zł.

Składka w górę

Jak rząd zamierza osiągnąć cel? Koszty leczenia przedszpitalnego (1,2 mld zł) od przyszłego roku miałby przejąć budżet państwa, odciążając Narodowy Fundusz Zdrowia. Jednocześnie stopniowo rósłby wymiar składki na ubezpieczenie zdrowotne, by w 2009 r. doszła do 9 proc. W przyszłym roku wzrost wyniósłby 0,25 proc. Dzięki temu udałoby się pozyskać 1 mld zł, przy założeniu, że wzrost gospodarczy w kolejnych latach będzie zgodny z planem (4,6 proc. w 2007 r., 5 proc. — w 2008 i 2009 r.), a więc rosnąć będą też dochody obywateli. Ubezpieczenia dobrowolne, obowiązujące od 2008 r., przyniosłyby 2,2 mld zł. Kolejne wpływy mogłaby zapewnić wprowadzona od 2008 r. składka pielęgnacyjna na leczenie osób starszych i niepełnosprawnych. Przez pierwszy rok jej obowiązywania każdy podatnik przeznaczałby na ten cel 0,5 proc. wynagrodzenia, w następnym — już 1,2 proc. Mógłby odpisać sobie te środki w całości od dochodu brutto. Składce pielęgnacyjnej przeciwna była minister skarbu Zyta Gilowska. Krytykuje ją też Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej, przewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia.

— To rodzaj nieoprocentowanej pożyczki zaciąganej u obywateli. Co z tego, że składkę będzie można odpisać sobie od podatku, jeśli nastąpi to po 12 miesiącach, zaś budżet państwa co miesiąc będzie dostawał od podatników gotówkę — mówi Ewa Kopacz.

Według prof. Witolda Orłowskiego z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych, w programie brak rozwiązań, które mogłyby uzdrowić służbę zdrowia, a więc trudno nazwać go naprawczym.

— To przypomina wlewanie wody do dziurawej beczki. Nie wątpię, że chwilowo uspokoi nastroje, ale póki cały system będzie nieefektywny, problemy nie znikną. Skąd rząd zamierza wziąć pieniądze na ten cel? Skoro zobowiązał się do ograniczenia deficytu , a nie chce podnosić podatków, musi utrzymać wydatki na obecnym poziomie. Innymi słowy, aby dać służbie zdrowia, komuś trzeba zabrać — twierdzi Witold Orłowski.

Deficyt ani drgnie?

— Zwiększenie nakładów na służbę zdrowia będzie mieć wpływ na deficyt budżetowy, ale nie przekroczy on 30 mld zł ani w przyszłym, ani w kolejnych latach — zapewnia premier Kazimierz Marcinkiewicz.

Dodaje też, że do końca czerwca przedstawi służbie zdrowia propozycje wzrostu ich wynagrodzeń od stycznia 2007 r. Sejmowa debata nad programem Religi ma odbyć się za dwa tygodnie.