Z miłości do zbytku

Agnieszka Ostojska- Badziak
opublikowano: 2009-11-27 00:00

Georges Nagelmackers, Belg wychowany w luksusie, umożliwił zamożnym Europejczykom wygodne podróże koleją. I tak narodziła się legenda Orient Expressu.

Pamiętacie? Orient Express w drodze na Bałkany i Herkules Poirot rozwiązujący zagadkę morderstwa amerykańskiego milionera Samuela Edwarda Ratchetta. To, oczywiście, fabuła "Morderstwa w Orient Expressie" Agathy Christie. Co w powieści było prawdziwe? Pociąg — inspirujący pisarzy, projektantów i artystów, którego romantyczny obraz utrwalały plakaty, filmy i książki. Mało kto wie, że twórca tej legendy — spółka Compagnie Internationale des Wagons-Lits — wciąż istnieje. Jako Carlson Wagonlit Travel zarządza wyjazdami służbowymi wielkich korporacji.

Pullman inspiruje

Pomysłodawcą Orient Expressu i jednym z udziałowców Compagnie Internationale des Wagons-Lits był Georges Nagelmackers. Belg urodzony 24 czerwca 1845 r. w Liege, w bardziej niż zamożnej rodzinie bankierskiej. Pierwszy bank, który Nagelmackersowie założyli w 1725 r., po licznych fuzjach działa do dziś. Nic dziwnego, że chowany w zbytku Georges żywił upodobanie do wykwintnego jedzenia, dobrego wina, luksusowych pałaców i przed-miotów.

Był bardzo wyrazistą postacią. Wysoki, z bujnymi baczkami, ekskluzywnie ubrany i z nierozłączną laseczką — zwracał uwagę płci pięknej.

Jako 27-latek, w 1868 r., odwiedził Stany Zjednoczone. W tym czasie kończono tam budowę transkontynentalnej linii kolejowej od Wschodniego po Zachodnie Wybrzeże i Nagelmackers przekonał się, jak wygodnie amerykańskie elity podróżują pociągiem. Szczególnie zainspirowały go wagony z rozkładanymi do snu siedzeniami, produkowane przez braci Pullman. Podczas podróży poznał George’a Pullmana i… postanowił stworzyć podobny pociąg w Europie: transkontynentalny, lecz bardziej luksusowy.

Zauważył, że pullmanowskie wagony mają zasadniczą wadę — w nocy zmieniały się w zbiorową sypialnię. Mężczyźni spali po jednej stronie, kobiety po drugiej, oddzielone jedynie cienką zasłonką. A co z szacunkiem dla wrażliwości delikatnych dam, które wolą wypoczywać w bardziej intymnych warunkach? Zaprojektował więc prywatne, czteroosobowe sypialnie z rozkładanymi siedzeniami.

Współpraca z innym Amerykaninem Williamem d’Altonem Mannem pozwoliła mu w krótkim czasie zebrać kapitał wystarczający do założenia spółki Compagnie Internationale des Wagons-Lits.

 

 

Monarszy patronat

Zaprojektowanie wagonów i zebranie kapitału okazało się pestką w porównaniu z negocjacjami praw do podróżowania przez poszczególne kraje Europy. Z pomocą przyszedł sam król Belgii Leopold II, który aktywnie patronował firmie. Dzięki niemu ekskluzywny skład wyruszył 4 października 1883 r. w pierwszą transkontynentalną podróż.

Trasa o długości 2880 km wiodła z Paryża do Konstantynopola (dzisiejszy Stambuł), a Georges Nagelmackers zadbał, by inauguracyjny przejazd otrzymał należyty rozgłos. Sam wziął w nim udział, strzegąc ważnych osobistości i zażegnując kryzysy. Bo nie obyło się bez nich — przegrzała się oś wagonu restauracyjnego i trzeba go było zostawić w Monachium, ale inny czekał już gotowy do przyłączenia. Pasażerowie przesiadali się jeszcze kilkakrotnie — w Giurgiu w Rumunii musieli przenieść się na prom przez Dunaj, a w Ruse w Bułgarii zmienili luksusowe wagony na nieco mniej wygodne.

Sześć lat później podróż trwającą 67 godzin można już było odbyć bez przesiadek. Pociąg rozwijał zawrotną wówczas prędkość 80 km na godzinę… Z usług Orient Expressu korzystali dygnitarze, arystokraci, ważne osobistości ówczesnego życia i dziennikarze.

W kolejnych latach powstawały nowe połączenia. Train Bleu, Golden Arrow, Transsiberia Express — szybkie pociągi z luksusowymi przedziałami sypialnymi, w których każdy detal był specjalnie projektowany i wykonywany, podróżowały przez Europę na Bliski Wschód i do Azji.

 

 

Od Orient Expressu...

Nagelmackers był świadkiem sukcesu Orient Expressu, ale zmarł 10 sierpnia 1905 r. w Paryżu, kiedy pociąg najlepsze czasy miał jeszcze przed sobą. Compagnie Internationale des Wagons-Lits dostarczała eleganckie wagony także dla Sud-Express (Paryż — Lizbona) i Kolei Transsyberyjskiej w Rosji. Budowała również luksusowe hotele dla pasażerów — Pera Palace w Istambule, Terminus w Bordeaux i Marsylii, de la Plage w Ostendzie i Grand Hotel w Pekinie.

W Polsce firma pojawiła się w 1919 r. Elegancki szyld zdobił jej pierwszą siedzibę w warszawskim hotelu Bristol.

A Orient Express? Niezmiennie cieszył się świetną reputacją, choć nieco nadwyrężyła ją publikacja kryminału Agathy Christie (autorka często korzystała z usług Orient Expressu). Mimo że kursowanie pociągu dwukrotnie zawieszano: podczas I i II wojny światowej, jego wagony były świadkami wielu wydarzeń historycznych. W 1918 r. w wagonie nr 2419 niemiecka delegacja podpisała zawieszenie broni, a w 1940 r. Adolf Hitler wykorzystał ten sam wagon jako miejsce podpisania kapitulacji przez Francję.

W latach 50. pociągi z wykwintnymi wagonami regularnie kursowały trzy razy w tygodniu z Paryża do Stambułu i Aten. Lata 60. przyniosły jednak zamknięcie granic i nie można już było swobodnie wjeżdżać do państw komunistycznych. Zresztą, państwa te — zgodnie ze swoimi rozporządzeniami — zmieniały oryginalne wagony Wagons-Lits na własny skład, trudno więc mówić o kursowaniu oryginalnego Orient Expressu. W 1971 r. Wagons-Lits wstrzymała produkcję nowych wagonów, a istniejące składy sprzedała narodowym przewoźnikom. Ostatni regularny kurs Orient Expressu na trasie Paryż — Stambuł odbył się 19 maja 1977 r.

W 1982 r. milioner James Sherwood i specjalnie w tym celu założona firma Venice-Simplon Orient Express odkupiła od państwowych przewoźników oryginalne wagony i poddała je renowacji. 25 maja 1982 r. otworzyła ekskluzywne połączenie na trasie Londyn — Wenecja. Bilet kosztował 1200 funtów. Niestety, koleje francuskie nie zgodziły się na używanie oryginalnej nazwy, dlatego połączenie działało jako Venice-Simplon Orient Express.

Orient Express poszedł więc swoją drogą, a firma, która go stworzyła, swoją — stała się agencją turystyczną.

 

 

…po zarządzanie podróżami

Compagnie Internationale des Wagons-Lits już w 1928 r. otworzyła sieć agencji turystycznych w Europie. Zajmowały się głównie sprzedażą biletów i rezerwacją hoteli. W 1957 r. akcjonariusze Donald Fischer i Thomas Orr zapłacili 157 tys. dolarów za pakiet kontrolny. Firma w tym czasie nie miała się najlepiej. Trzy lata później stała się największym biurem zarządzającym podróżami w Europie. Jako pierwsza zakładała małe oddziały w siedzibach firm klientów, których podróżami zarządzała. W 1980 r. wprowadziła komputerowy system rezerwacji, co doprowadziło do otwarcia nowych oddziałów w Danii, Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Europie Środkowej i Wschodniej. W tym samym czasie przejęła firmę Ask Mr. Foster z ponad 100 filiami i rocznymi dochodami przekraczającymi 100 mln dolarów, a w 1983 r. — także P. Lawson Travel.

W 1991 r. La Compagnie des Wagons-Lits sama została przejęta przez grupę Accor, a dwa lata później zmieniła nazwę na Wagonlit Travel. W 1994 r. Wagonlit i amerykańskie Carlson Travel Network połączyły siły, tworząc Carlson Wagonlit Travel — jednego z największych graczy na rynku zarządzania wyjazdami służbowymi.

Carlson Wagonlit Travel działa w 150 krajach świata. Każdego roku 22 tys. pracowników przeprowadza 55 mln transakcji online i offline. W 2007 r. sprzedaż spółki osiągnęła 25,5 mld dolarów, o 30 proc. więcej niż w roku poprzednim. W 2008 r. wzrost sprzedaży wyniósł 26 proc.

Korporacja obsługuje olbrzymie koncerny, małe i średnie firmy lokalne, instytucje rządowe i pozarządowe. Klienci Carlson Wagonlit Travel to ponad połowa największych światowych firm z rankingu "Fortune Global 100 Companies".

Ale… Czy Georges Nagelmackers nie byłby zawiedziony, że jego firma nie wozi już socjety luksusowymi pociągami?

Agnieszka Ostojska-Badziak