Z pomocą dla ukraińskich zwierząt

  • Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 15-04-2022, 13:00

Kiedy tylko zaczęła się wojna w Ukrainie, agencja kreatywna Rebell Concept należąca do Bartłomieja Pałubickiego włączyła się do pomocy jej ofiarom. Tyle że tym mniej oczywistym – zwierzętom. W siedzibie firmy zbierano karmę i potrzebne rzeczy, a w akcję zaangażowało się wiele znanych osób.

Jak rodzina:
Jak rodzina:
Kocham towarzystwo zwierząt. Dają nam bezinteresowną miłość. I to my, ludzie, jesteśmy odpowiedzialni za ich los. Kiedy wracam do domu, moje dwa psy rzucają się na mnie z radością, zawsze się cieszą. Traktuję je jak rodzinę, śpię z nimi w łóżku. Dziwię się ludziom, którzy nie lubią zwierząt – mówi Bartłomiej Pałubicki, właściciel Rebell Concept.
MAREK WISNIEWSKI

Bartłomiej Pałubicki mówi, że podstawowym zadaniem PR-owca jest szybka reakcja na bieżące wydarzenia. Dlatego kiedy zaczęła się wojna, było oczywiste, że jego agencja PR-owa, Rebell Concept, włączy się do pomocy. Szybko się okazało, że nie tylko ludzie, lecz także zwierzęta są ofiarami wojny i potrzebują wsparcia. Szef agencji wspomina, że ciężko to przeżywał. Nikt w jego otoczeniu nie był tym zdziwiony. Wszyscy wiedzą, że uwielbia zwierzęta – zresztą jego dwa psy często towarzyszą mu w pracy, biegając po pomieszczeniach zabytkowej kamienicy przy Mokotowskiej, gdzie agencja ma siedzibę.

– Zawsze byłem blisko natury. Jako dziecko wyjeżdżałem na Kaszuby, do babci, gdzie były psy, koty, kury. Chodziłem na grzyby czy na ryby, pływałem w jeziorze, łapałem raki i żuki. Dziś bym już chyba nie łapał, ale towarzystwo zwierząt dalej kocham. Dają nam bezinteresowną miłość. I to my, ludzie, jesteśmy odpowiedzialni za ich los. Kiedy wracam do domu, moje dwa psy rzucają się na mnie z radością, zawsze się cieszą. Traktuję je jak rodzinę, śpię z nimi w łóżku. Dziwię się ludziom, którzy nie lubią zwierząt – mówi właściciel Rebell Concept.

Akcja krok po kroku

Wykorzystał więc swoją znajomość z Magdaleną Słowińską z Fundacji Viva! i zwrócił się do niej, proponując, że urządzi zbiórkę rzeczy potrzebnych dla zwierząt u siebie w firmie, bo ma korzystną lokalizację i darczyńcom będzie tu po prostu łatwo trafić. Poza tym wiedział, że jako PR-owiec będzie mógł nadać tej inicjatywie rozgłos, ponieważ wolontariusze ratujący zwierzęta nie mają przecież takich możliwości. Ani po prostu czasu, bo – szczególnie w początkowej fazie wojny w Ukrainie – dniami i nocami jeździli po transporty zwierząt na granicę lub tereny wojenne. Bartłomiej Pałubicki sam zrobił plakat informujący o zbiórce i korzystając ze swoich zawodowych kontaktów, rozesłał go do celebrytek, aktorek i wokalistek. Akcja prędko nabrała rumieńców.

– Już następnego dnia ludzie zaczęli pukać do drzwi agencji i przynosić różne rzeczy. Bardzo mnie ujęła ich chęć dzielenia się. Dowiadywali się o akcji od zaprzyjaźnionych influencerek, przyjaciół agencji czy z plakatów na drzwiach pobliskich butików i włączali się do niej – opowiada właściciel Rebell Concept.

Znane twarze dla zwierząt

Tony pomocy:
Tony pomocy:
Tylko w marcu w agencji Rebell Concept zebrano ponad dwie tony jedzenia i kilkadziesiąt transporterów potrzebnych do przetrzymywania zwierząt podczas podróży. Na zdjęciu: Bartłomiej Pałubicki z Joanną Mroczkowską, dyrektor zarządzającą Marquard Media, i Magdaleną Słowińską, koordynatorką z Viva! Interwencje (na drugim planie).
archiwum prywatne

Kluczem do sukcesu było odpowiednie nagłośnienie inicjatywy. Zaangażowało się w nią wiele rozpoznawalnych twarzy. Magda Gessler przekazała informację o niej w swoich mediach społecznościowych, ale też udostępniła witryny własnych restauracji, Joanna Krupa o akcji opowiedziała w Dzień Dobry TVN. Prócz tego informowały o niej m.in. Joanna Przetakiewicz, Marta Wierzbicka, Marieta Żukowska, Mela Koteluk, Kinga Rusin, Małgorzata Ohme, Ania Rusowicz, Małgosia Socha, Karolina Ferenstein czy Katarzyna Sokołowska. Szefa Rebell Concept zaskoczyła nie tylko skala pomocy, jaką dzięki temu otrzymał, ale też entuzjazm darczyńców. Niektóre spotkania z nimi zapamiętał wyjątkowo dobrze.

– Najbardziej wzruszyła mnie pani, która zadzwoniła – nawet nie wiem, skąd miała mój numer, bo nie widniał na plakatach, nie wiem też, czy korzystała z mediów społecznościowych, była już na pewno na emeryturze, w każdym razie powiedziała, że ze względu na wiek nie może dźwigać, ale bardzo chciałaby coś przynieść. Doradziłem jej obroże i krople przeciwkleszczowe. Przyniosła je, a ja z wdzięczności podarowałem jej drobiazg z mojego innego biznesu – vintage kieliszki od Vesta Warsaw. W marcu w samej agencji zebraliśmy ponad dwie tony jedzenia, ale też kilkadziesiąt transporterów potrzebnych do przetrzymywania zwierząt podczas podróży – opowiada Bartłomiej Pałubicki.

Kropla w morzu potrzeb

Dodaje, że w tym samym czasie zbiórka trwała też w siedzibie fundacji. Viva! przekazała wszystkie rzeczy potrzebującym zwierzętom z Ukrainy.

– To oczywiście kropla w morzu potrzeb, ale projekt był realizowany po godzinach przez kameralną, butikową agencję, więc czujemy dumę. I dalszą motywację do pomagania. Skoro dzięki pracy po godzinach i wsparciu ludzi jesteśmy w stanie zebrać dwie tony karmy dla zwierząt i setki innych gadżetów, to warto pomyśleć, co mogłyby wskórać duże marki – tłumaczy szef Rebell Concept.

Zresztą, jak po chwili dodaje, wiele z nich pomaga na różnych polach. I są wśród nich jego klienci. Szwajcarski brand Victorinox szykuje wyprawki szkolne dla najmłodszych ofiar wojny, marka bieliźniarska Samanta wsparła Polską Akcję Humanitarną, skandynawski Cellbes przekazuje Ukraińcom ubrania, a Patrizia Aryton oferuje zatrudnienie ukraińskim szwaczkom.

Od bloga do własnej agencji

Chęć dzielenia się:
Chęć dzielenia się:
Nasza akcja to oczywiście kropla w morzu potrzeb, ale projekt był realizowany po godzinach przez kameralną agencję, więc czujemy dumę. I dalszą motywację do pomagania. Skoro dzięki pracy po godzinach i wsparciu ludzi jesteśmy w stanie zebrać dwie tony karmy dla zwierząt i setki innych gadżetów, to warto pomyśleć, co mogłyby wskórać duże marki – wskazuje szef Rebell Concept.
MAREK WISNIEWSKI

Zapytany, co lubi robić poza pracą, Bartłomiej Pałubicki waha się przez chwilę, ponieważ czasu przeznaczonego na tego typu zajęcia prawie nie ma. Zawsze był tytanem pracy i poza małymi odstępstwami wiązał się z branżą modową. Zaczynał jako jeden z pierwszych polskich blogerów modowych, potem pracował dla dużych marek odzieżowych, agencji PR, ale też w Polskich Liniach Lotniczych LOT.

– W każdym miejscu lubiłem to, co robiłem, ale na jasno zaszeregowanym stanowisku nie mogłem w pełni zrealizować swojego potencjału. Czułem, że po latach pracy i przejściu wszystkich jej etapów jestem gotowy do założenia własnej agencji. Dlatego cztery lata temu postanowiłem wykorzystać swoje doświadczenie i budowaną przez lata siatkę kontaktów i zrobić to – opowiada właściciel Rebell Concept.

Nie korzystał z pomocy inwestorów – razem z przyjaciółmi, którzy pomagali mu malować ściany, wyremontował swoje biuro. Dziś w gustownie wykończonych pomieszczeniach mieszczą się showroomy marek, z którymi współpracuje Rebell Concept – to m.in. polskie marki odzieżowe: Patrizia Aryton, Tatuum, Samanta i Bombshe, ale też międzynarodowe brandy, takie jak szwajcarski Victorinox, niemiecki Fielmann czy skandynawski Cellbes. Trzon firmy to dwie osoby – Bartłomiej Pałubicki i Adrianna Kruszewska, młodszy PR menedżer, ale z agencją współpracują też osoby odpowiedzialne za media społecznościowe, scenografię czy dystrybucję.

Pomagać na wiele sposobów

Wciąż ma pasję do pracy – do tego stopnia, że nawet swoje największe hobby poniekąd realizuje w biurze, gdzie docierają rzeczy vintage, na które poluje: wazony, filiżanki, papierośnice, selekcjonowane i sprzedawane za pośrednictwem jego platformy Vesta Warsaw. W jednym z pokoi agencyjnych trzyma ich sporą kolekcję. A na ścianach wiszą wypatrzone przez niego online vintage’owe lustra.

– Poza tym, jak chyba dziś każdy, lubię jeść zdrowe i dobre rzeczy. W zasadzie to jestem po dietetyce, może powinienem żałować, że nigdy się tym poważnie nie zająłem… Pewnie dziś, kiedy wszyscy chcą się zdrowo odżywiać, miałbym dużo klientów! – żartuje szef Rebell Concept. – Ale jednak najlepiej jest mi z tym, co teraz robię.

Nie chodzi mu tylko o pracę agencyjną, ale też charytatywną, która jest dla niego ważna i której ideę chciałby szerzyć.

– Teraz reagujemy na wojnę, ale w ciągu roku można wygospodarować czas na wiele spraw. W grudniu już drugi rok z rzędu zbieraliśmy prezenty z „Listu do Mikołaja” dla jednego z ośrodków opiekuńczo-wychowawczych. Organizujemy różne zbiórki. W tę i inną pomoc często angażują się też moi klienci. Moja motywacja do pomagania chyba nie jest biznesowa, lecz osobista. Ale dzięki swojemu biznesowi mam szansę dotrzeć do większej grupy ludzi, a dzięki zmysłowi organizacyjnemu staram się też ułatwiać pomaganie tym, którzy potrzebują do tego delikatnej zachęty czy wskazania drogi – kończy Bartłomiej Pałubicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane